Choć intuicyjnie od wieków szukamy ukojenia wśród drzew, sama koncepcja kąpieli leśnych ma bardzo konkretne, nowoczesne źródło. Narodziła się na początku lat 80. XX wieku w Japonii. Kraj ten przeżywał wtedy potężny boom technologiczny i gospodarczy. Ceną za ten sukces była jednak epidemia chorób cywilizacyjnych, skrajne wyczerpanie obywateli oraz tragiczne zjawisko karoshi - czyli śmierci z przepracowania.

WIDEO

player placeholder

W 1982 roku japoński Minister Rolnictwa, Leśnictwa i Rybołówstwa, Tomohide Akiyama, wpadł na genialny w swojej prostocie pomysł. Postanowił zachęcić urzędników i pracowników korporacji, by w weekendy masowo opuszczali biurowce w Tokio i wyjeżdżali do lasów. To właśnie on ukuł termin ,,shinrin-yoku'' (gdzie shinrin oznacza „las”, a yoku – „kąpiel”). Rząd Japonii nie tylko stworzył z tego oficjalny, państwowy program zdrowotny, ale też zainwestował gigantyczne środki w badania naukowe, chcąc sprawdzić, dlaczego ta prosta aktywność przynosi tak spektakularne efekty dla zdrowia fizycznego i psychicznego.

Ukryty głód zieleni, czyli syndrom „mieszczucha”

Współczesny świat przeniósł nas z ekosystemów do betonowych klatek. Badacze coraz głośniej mówią o zjawisku zwanym Nature Deficit Disorder (Zespół Deficytu Natury). Jak reaguje organizm, który desperacko domaga się kontaktu z zielenią? Pojawia się przewlekłe zmęczenie, trudności z koncentracją, rozdrażnienie, problemy z zasypianiem i to charakterystyczne uczucie, że wciąż działasz na „wysokich obrotach”.

Zobacz także:

Dlaczego betonowe miasta wywołują w nas podświadomy stres? Odpowiedź tkwi w naszej ewolucji i hipotezie biofilii. Przez około 350 tysięcy pokoleń ludzie żyli w ścisłej relacji z przyrodą. Nowoczesne miasta to wynalazek zaledwie kilku ostatnich pokoleń.

- Z perspektywy ewolucji jest to bardzo krótki okres, dlatego wiele naszych mechanizmów biologicznych nadal lepiej odpowiada warunkom naturalnym niż miejskim - tłumaczy Katarzyna Frączek, certyfikowana przewodniczka kąpieli leśnych tworząca projekt PrzytuLas. - Przebywając w lesie, odbieramy bodźce, które nasz mózg uznaje za bezpieczne i przewidywalne. Szum liści, śpiew ptaków czy naturalne zapachy nie wymagają od nas ciągłej czujności i analizy, jak ma to miejsce w zatłoczonych, hałaśliwych przestrzeniach miejskich. Dzięki temu umysł może ograniczyć stan gotowości i łatwiej przejść w tryb odpoczynku oraz regeneracji.

Leśna apteka: Co dokładnie dzieje się w twoim ciele?

Kąpiele leśne to nie jest „magia” ani ezoteryka - to czysta biologia poparta twardą nauką. Pionierem tych badań jest japoński profesor Qing Li z Nippon Medical School w Tokio. Udowodnił on, że już dwugodzinny, uważny spacer po lesie potrafi obniżyć poziom kortyzolu (hormonu stresu) we krwi o kilkanaście procent, a ciśnienie skurczowe i rozkurczowe wraca do normy.

Konieczność ciągłej miejskiej czujności zostaje wyłączona, a w organizmie aktywuje się przywspółczulna część autonomicznego układu nerwowego, która odpowiada za odprężenie, lepsze trawienie i regenerujący sen. Ogromną rolę odgrywają tu fitoncydy - lotne związki organiczne wydzielane przez drzewa.

Choć las z ewolucyjnego punktu widzenia bywał dla naszych przodków miejscem pełnym drapieżników, nasz mózg odpoczywa w nim z zupełnie innego powodu. W mieście nasza uwaga jest bez przerwy napięta, musimy filtrować setki sztucznych bodźców (klaksony, światła, ekrany), co potwornie męczy korę przedczołową odpowiedzialną za logiczne myślenie. W lesie ten przymus znika. Włącza się tzw. uwaga mimowolna - mózg bez wysiłku rejestruje szum wiatru czy zapach fitoncydów. Gdy receptory węchowe przesyłają sygnał o leśnych aromatach bezpośrednio do układu limbicznego (strefy emocji), ciało migdałowate dostaje sygnał, że otoczenie jest stabilne i naturalne. To pozwala przeciążonemu miejską pogonią układowi nerwowemu wreszcie wyłączyć tryb alarmowy i obniżyć tętno.

– Kiedy żyjemy w ciągłym stresie, wysoki poziom kortyzolu dosłownie paraliżuje nasz układ odpornościowy i podkręca stany zapalne, które niszczą organizm od środka – wyjaśnia ekspertka. – Las działa tu jak fizyczny wyłącznik tego procesu. Badania profesora Qing Li wykazały, że wdychane w nim fitoncydy bezpośrednio stymulują produkcję i aktywność komórek NK (Natural Killer). Te komórki krążą po krwiobiegu i działają jak bezwzględni łowcy: natychmiast namierzają, a następnie niszczą komórki zainfekowane przez wirusy oraz pierwsze komórki nowotworowe, zanim te zdążą się namnożyć. Co fascynujące, ten efekt podwyższonej odporności utrzymuje się w ciele nawet do miesiąca po jednej dłuższej kąpieli leśnej.

Podczas leśnego spaceru wdychasz nie tylko fitoncydy, ale też nieszkodliwe bakterie glebowe o nazwie Mycobacterium vaccae. Badania laboratoryjne wykazały, że kontakt z tymi mikroorganizmami stymuluje ludzki mózg do produkcji serotoniny - hormonu szczęścia. Dokładnie tego samego, którego brakuje osobom cierpiącym na stany lękowe i depresję. Dodatkowo leśne powietrze jest naładowane jonami ujemnymi (generowanymi przez ruch liści i wodę), które poprawiają dotlenienie mózgu, podkręcają metabolizm i dają nam zastrzyk naturalnej energii.

Co ciekawe, wcale nie musisz lecieć do Japonii. Choć tamtejsze badania skupiają się na cedrach i cyprysach, nasze rodzime lasy działają na nas z taką samą siłą.- Choć każdy las leczy, to polskie lasy iglaste i liściaste robią to w zupełnie inny sposób - wyjaśnia ekspertka. - Nasze bory sosnowe to gigantyczne, naturalne sanatoria dla układu oddechowego. Sosny bez przerwy pompują do powietrza żywiczne terpeny - te same związki, które czujesz w syropach na kaszel czy olejkach do inhalacji. Gdy nimi oddychasz, te cząsteczki dezynfekują drogi oddechowe, działają przeciwzapalnie i sprawiają, że od razu łapiesz głębszy, lżejszy oddech.

Jak zacząć, jeśli las cię nudzi lub przeraża?

Teoria brzmi pięknie, ale co, jeśli jesteś stuprocentowym „mieszczuchem”, las kojarzy ci się z nudą, a wizja kleszczy czy braku zasięgu wywołuje u Ciebie lęk? Katarzyna Frączek uspokaja:

-To bardzo częste obawy. Jeśli las kojarzy ci się z nudą, kleszczami, owadami czy brakiem zasięgu, nie musisz od razu wybierać się na kilkugodzinną wyprawę w głąb puszczy. Warto jest zacząć od małych kroków. Na początek wystarczy 15-20 minut spokojnego spaceru w parku, miejskim lesie lub innym zielonym miejscu.

Jak radzi leśna przewodniczka, kluczem jest zmiana sposobu, w jaki patrzymy na otoczenie i uruchomienie tzw. uważności sensorycznej:

- Podczas takiego spaceru warto skierować swoją uwagę na zewnątrz - na to jakie jest miejsce, w którym spaceruję, jakie jest podłoże, po którym idę, ile odcieni zieleni zauważam, jakie dźwięki słyszę w tym miejscu - może jest to śpiew ptaków, a może szum liści? Nasze zmysły w obecnych czasach są zbyt przytłoczone szybkim tempem życia i nadmiarem bodźców. Zwalniając i kierując uwagę na różnorodność dźwięków, zapachów, kolorów i faktur natury, dajemy sobie szansę na odzyskanie kontaktu z chwilą obecną i własnymi zmysłami.

Ekspertka ma proste patenty:

  • Na kleszcze: Wybierając się do lasu załóż długie spodnie i pełne buty, a nogawki włóż do skarpet. Warto wybierać jasne ubrania, na których łatwiej jest zauważyć kleszcza. Możesz również zastosować repelent. Po spacerze koniecznie weź prysznic i obejrzyj dokładnie swoje ciało.
  • Na owady: Jeśli paraliżuje cię wizja pogryzienia przez komary czy meszki, kluczem jest unikanie godzin porannych i wieczornych - to wtedy owady są najbardziej agresywne. Wybierz się do lasu w ciągu dnia, najlepiej w słoneczne, lekko wietrzne popołudnie (wiatr utrudnia owadom latanie). Dobrym pomysłem jest też praktyka późną jesienią lub zimą. Wtedy las jest całkowicie bezludny, cichy, a problem insektów po prostu znika.
  • Na lęk przed brakiem zasięgu: Kiedy niepokoi cię brak zasięgu, zacznij od miejsc znajdujących się blisko domu lub uczęszczanych ścieżek. Poczucie bezpieczeństwa jest najważniejszym elementem budowania relacji z naturą.

- Jeśli bariera psychiczna jest zbyt duża, nie musisz wchodzić w ten proces sam. Listę certyfikowanych przewodników kąpieli leśnych znajdziesz na stronie Polskiego Towarzystwa Kąpieli Leśnych i Terapii Leśnej - podpowiada Katarzyna Frączek. Przewodnik zadba o odpowiednią strukturę spotkania i pomoże Ci bezpiecznie otworzyć zmysły na leśne bodźce.

Przynieś las do domu

Jeśli z jakiegoś powodu naprawdę nie możesz w tej chwili wyjść do lasu, spróbuj przemycić jego właściwości do swojego mieszkania lub biura.

- Jeśli ktoś nie ma ręki do roślin, może sięgnąć po dary lasu. Szyszki, gałęzie, liście czy kamienie zebrane podczas spaceru mogą stać się małymi kotwicami kontaktu z naturą w domu. Wystarczy spojrzeć na nie przez chwilę, by przywołać wspomnienie lasu i jego relaksującego działania – radzi ekspertka.

W gorsze dni pomocna bywa też domowa aromaterapia (naturalne, czyste olejki z igieł sosny, jodły czy świerku) oraz słuchanie nagrań z odgłosami natury w formacie 3D/binauralnym. Choć to tylko substytuty, badania pokazują, że nawet oglądanie zdjęć przyrody czy wdychanie leśnych olejków w pokoju potrafi zauważalnie obniżyć ciśnienie krwi.

 


Katarzyna Frączek (PrzytuLas - Leśna Przewodniczka) – certyfikowana przewodniczka kąpieli leśnych i terapii leśnej, członkini Polskiego Towarzystwa Kąpieli Leśnych i Terapii Leśnej. Specjalistka dobrostanu, holistycznego wsparcia zdrowia oraz trenerka bajkoterapii. W ramach projektu „PrzytuLas” przybliża naturalne sposoby na redukcję stresu, organizując kąpiele leśne, lasoterapię, szkolenia wellbeing oraz warsztaty dla dorosłych i rodzin z dziećmi.


Czytaj także: