Za nami wyśmienita feta. Mecze niemal każdego dnia przez miesiąc, pot i łzy piłkarzy, którzy zostawiali swoje serce na boisku, walka o to, kto zostanie najlepszą narodową drużyną na świecie. Aż po wielki finał. Chciałoby się rzec „que viva España” - niech żyje Hiszpania, która pokonała Argentynę i zdobyła wymarzony złoty puchar. Ale to już za nami, pozostały wspomnienia, a wraz z nimi pewien niesmak. Bo ten Mundial obfitował nie tylko w emocje na boisku, ale też, a może przede wszystkim, poza nim. Szczególnie jeśli chodzi o… kobiety.
WIDEO…
Body Positive i Me Too na spalonym
W finale spotkały się dwie najlepsze drużyny na świecie, ale po piętach deptała im trzecia - Anglia. Gdy piłkarze z Wysp zmierzyli się w półfinale z Argentyną, w mediach pojawiły się informacje dotyczące jednej z brytyjskich WAG - Lauren Fryer, partnerki piłkarza Declana Rice'a. Tym samym na całym świecie przypomniano historię hejtu na tej kobiecie. A zmierzyła się ona z nim… ze względu na wygląd.
Kim jest WAG? Niemal każda dziewczyna lub żona światowej klasy piłkarza mieści się w jakichś ramach, które możemy określić jako: piękna, szczupła, dobrze ubrana. Do tego możemy dodać biznesy, które sprawiają, że jednocześnie staje się ona girl boss. Georgina Rodriguez i jej perfumy, Ania Lewandowska i jej fit-biznesy, Marina z karierą muzyczną. No i ona - królowa wszystkich WAGs - Victoria Beckham, która ze świata muzyki przeszła do świata mody i wciąż jest najlepszą wizytówką dla swojego męża. Żeby nie było, nie chodzi o to, że te kobiety zyskały coś wyłącznie dzięki swoim partnerom, bo są piękne i utalentowane - to trzeba im oddać. Ale chcę pokazać kontrast stereotypowej WAG, który jest krzywdzący dla każdej żony piłkarza od niego odbiegającej.
Właśnie Lauren Fryer wymyka się takiemu stereotypowi WAG. Nie jest jak Victoria Beckham, która zawsze wygląda jak wyciągnięta z okładki modowego magazynu. Posh Spice stała się niedoścignionym wzorem dla wszystkich późniejszych WAGs na świecie. A jeżeli któraś nie nosi rozmiaru XS lub ubiera się tak, jak lubi, a nie staje się niewolnicą mody, nie pasuje do włożenia w złote ramy z napisem „Wives and Girlfriends”.
Najbardziej przykre jest to, że hejt, jaki spadł na Lauren, urządzili jej… kibice jej męża. Para, aby oszczędzić sobie przykrych komentarzy, usunęła wspólne zdjęcia z mediów społecznościowych, a sama Lauren wszystkie swoje fotografie. Nacisk, jaki wywarli na niej kibice, był tak silny, że wolała na dobre wycofać się z życia publicznego, niż mierzyć się z kolejnymi przykrymi komentarzami. A tych w sieci jest bez liku.
Dużym echem w mediach odbiło się także to, że gwiazdy sportu mają przywileje i to solidne. Na mundialowych boiskach pojawili się tacy piłkarze jak Achraf Hakimi, Ryan Mendes czy Thomas Partey, którzy w ostatnich latach byli oskarżani o przemoc seksualną. Z kolei reprezentant Francji, Lucas Hernandes, niedawno wraz z żoną usłyszał oskarżenia o handel ludźmi. Podwójne standardy? Spójrzcie tylko na dyskredytowanie kobiet, które były zaangażowane w przebieg Mundialu.
Panie wchodzą tylnym wejściem
Mundial 2026 miał być „poprawny”. Odbywał się w trzech krajach, które od pewnego czasu politycznie nie mają najlepszych kontaktów - USA, Meksyku i Kanadzie. Piłka nożna miała jednak połączyć zwaśnione rody niczym Romeo i Julia. Jak było w rzeczywistości?
Mieliśmy mniejszości narodowe w postaci piłkarzy, dzieci z różnych części świata, które towarzyszyły im podczas wyjścia na boisko, a także artystów, którzy uświetnili wydarzenie swoimi występami. Nie każdy jednak miał szczęście świętować sukcesy z bliskimi. Mama Josimara Diasa nie mogła uczestniczyć w meczu syna, ponieważ… nie została wpuszczona do USA. Powód? Rodziny piłkarza nie było stać na opłacenie horrendalnie drogiej kaucji wizowej, jaką amerykański rząd nałożył na obywateli Republiki Zielonego Przylądka. W okresie mundialowym ICE znacząco zwiększyła też liczbę zatrzymanych imigrantów, ale obrazek „Love” podczas finałowej części artystycznej wyglądał pięknie na ekranie telewizora - niczym najlepsza bajka Disneya. Ale po co wdawać się w szczegóły? Skupmy się na tym, jak zostały docenione kobiety.
Tzn. miały zostać, tylko znowu wszystko poszło na opak. Mecz Ekwador-Niemcy sędziowała Amerykanka Tori Penso. I można mówić wiele na temat tego, czy była dobrą sędziną, czy też nie. Mogłabym jednym tchem wymienić sędziów-facetów, którzy nie spełnili swojego zadania należycie. Żaden z nich nie spotkał się jednak z takimi komentarzami jak Tori Penso. Wystarczy wejść na platformę X, żeby przekonać się, że internauci (przede wszystkim mężczyźni) nie zostawili na niej suchej nitki.
- Po co ona tu jest? Żeby udowodnić, że nie pasują do roli sędziów w sportach męskich?
- Powinna zostać w kuchni. Dlaczego angażują kobiety do męskiego sportu?
- Nie powinna sędziować męskich meczy, nie ma jakiegoś prasowania do zrobienia?
Tym samym kobiety zostały sprowadzone przez rozemocjonowanych meczami panów do roli kury domowej, która nie powinna „zabierać się” za męskie sprawki i jedyne, na czym się zna, to podawanie piwa swojemu mężczyźnie. Choć w rzeczywistości pewnie niejeden PAN sędzia mógłby uczyć się od kobiet po fachu tego, że przemoc na boisku i stronniczość to złe cnoty. A te były widoczne podczas wielu meczy tegorocznych mistrzost świata - także finału.
„Łubudubu, niech nam żyje prezes naszego klubu”
Wszystkie te zawstydzające aferki to nic w kontekście tego, czym ten Mundial tak naprawdę się stał. Bo dawniej był prawdziwym świętem piłki, dziś stał się przykrywką dla działań politycznych.
Scena podczas finału, gdy realizator pokazał, jak prezes FIFA prezentuje Donaldowi Trumpowi złoty puchar, który ten później wręczył piłkarzom Hiszpanii (z którą przecież amerykański prezydent nie chce mieć nic do czynienia, co głosił jeszcze kilka miesięcy temu), to istne kino absolutne. Czułam się, jakbym oglądała „Misia” Stanisława Bareji i w mojej głowie natychmiastowo rozbrzmiała piosenka śpiewana przez towarzysza Jarząbka: „Łubudubu, niech nam żyje prezes naszego klubu”. Niczym dwóch podstarzałych biznesmenów z lat 90., którzy zatrzymali się w czasie i którym wszystko wolno.
Nie wspominając już o politycznych aspektach, które zostawię w domyśle, jednak wszyscy doskonale wiemy, że tak naprawdę Mundial 2026 to przede wszystkim show, które miało zamydlić nam oczy i sprawić, że spojrzymy na pełen przemocy świat przez różowe okulary. A ja, zamiast przez różowe okulary, patrzę na te mistrzostwa przez pryzmat czerwonych kartek, które chętnie rozdałabym niczym Slavko Vincić piłkarzom Argentyny.
Ja jednak skupiłabym się nawet nie na ławkach rezerwowych, co na trybunach. Bo to, czym jest prawdziwy futbol, nijak ma się do tego, jak wygląda rzeczywistość kreowana przez FIFĘ i niektórych kibiców. Z kolei równość i sprawiedliwość zawarte w zasadach fair play kończą się tam, gdzie zaczyna się uścisk ręki prezesa oraz walka ze stereotypami.
Czytaj także:
- Jak ona mogła?! Anna Lewandowska znów w ogniu krytyki. Bo Matka Polka musi wspierać innych kosztem siebie
- Ryan Gosling to Depp i Pitt swojego pokolenia. I nie chodzi tylko o filmy
- Hotel przegrał z Książulem? Dlaczego bardziej ufamy twórcom niż markom?



























