27 listopada 2026 roku do kin trafi film „Violetta Villas”. Tytuł od razu mówi nam, o czym, a w zasadzie o kim będzie ta opowieść. Violetta Villas była jedną z najbardziej charakterystycznych gwiazd polskiej sceny muzycznej. W czasach PRL-u dała się poznać jako diwa, później została okrzyknięta przez wielu mianem upadłej gwiazdy. Ja jednak powiedziałabym, że to najbardziej zaprzepaszczony talent rodzimej estrady. Właśnie światło dzienne ujrzał zwiastun filmu o artystce. Pokazuje Violettę Villas w zupełnie nowym świetle i w dużej mierze ta historia ma być przedstawiona z perspektywy jej syna, z którym miała oziębłe relacje, ale to on dziś stoi na straży jej honoru.
WIDEO…
„Mamo, nie myśl, że się skarżę…”
O tym, że była diwą, wiemy wszyscy. Zapominamy jednak o jej ogromnej wrażliwości i potrzebie poczucia wolności. Violetta Villas otrzymywała owacje na stojąco. Wszyscy z przyjemnością jej słuchali, mówiono, że gdy śpiewa, ludzie płaczą, a szyby w oknach drżą. Ale jednocześnie później wytykali ją palcami: „co za dziwaczka”, „mała dziewczynka w ciele starej baby”, „kreuje się na Amerykankę”… Dom w Magdalence, futra, biały Mercedes, amerykańskie okulary… Wszystko to sprawiało, że Violetta Villas była kolorowym ptakiem na polskiej scenie muzycznej, co w PRL-u wiązało się z kontrowersjami. Oliwy do ognia dolewała jej relacja z dzieckiem. Wyrzucano jej zatem także to, że nie wywiązuje się z roli matki.
Karolina Bielewska, reżyserka filmu o Villas, zamierza opowiedzieć tę historię z perspektywy syna artystki. W dużej mierze skupi się właśnie na tym wątku życia gwiazdy, bo jest on niezwykle tajemniczy, wciąż nieznany, a jednocześnie do dziś wzbudza ogromne emocje. Życiorys Violetty Villas pełen jest dramatycznych konfliktów rodzinnych. Miała zaledwie 17 lat, gdy pierwszy raz wyszła za mąż – za mężczyznę, którego wybrali dla niej rodzice. Piotr Gospodarek był od niej o 4 lata starszy i jako wojskowy był czlowiekiem bardzo pragmatycznym, więc miał sprowadzać ją na ziemię. Niedługo później Villas urodziła syna, a gdy tylko skończyła 18 lat, uciekła od męża. Nie była też w stanie pogodzić kariery z opieką nad małym dzieckiem, więc chłopcem zajęli się jej rodzice.
- Mama powtarzała, że nigdy nie będzie matką, żoną i kucharką. Bała się ludzkich oczekiwań. Chciała przeżyć życie na swój sposób. Wiedziała, że ma talent. I konsekwentnie dążyła, by być »kimś«. Moje pierwsze wspomnienie? Miałem może cztery i pół roku. Zobaczyłem, jak do domu wchodzi piękna pani z długimi, blond włosami. Wzięła mnie za rękę. Zaprowadziła do pokoju i uklękła przede mną. – Jestem twoją mamą – powiedziała delikatnie. I wręczyła mi drewniany karabin. Mieszkałem wtedy z babcią w Lewinie Kłodzkim. Nie kojarzyłem mamy. I to spotkanie też nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Była obcą mi osobą – wspominał po latach syn gwiazdy, Krzysztof Gospodarek, w książce Justyny Kopińskiej „Z nienawiści do kobiet”.
W późniejszych latach Violetta Villas próbowała nadrobić stracony czas z synem. W różnych wywiadach Krzysztof Gospodarek opowiadał, że zabierała go np. do Las Vegas. Ale relacje między nimi nigdy nie były idealne. Viva.pl donosi, że w 2004 roku w rozmowie z „Faktem” syn diwy wspominał ich częste kłótnie, po których gwiazda miała wyrzucać go z domu. Violetta Villas zawsze podkreślała, że nie da się jej włożyć w konkretne ramy – żony lub matki. Ona była gwiazdą przez duże G – natchnioną, wrażliwą i… niesamowicie samotną.
Była wrażliwa, ale też bardzo odważna
Jej wizerunek małej i naiwnej dziewczynki sprawiał, że wielu ludzi chciało ją wykorzystać. Fakt, była wrażliwa, ale miała też ogromną odwagę do… bycia sobą. Gdy występowała, zawsze interpretowała utwory po swojemu. Nie bała się łączyć mocnego wokalu z operowymi wokalizami, a nawet teatralnymi westchnieniami. Dlatego jej występy były tak oryginalne i niesamowicie poruszające.
Dodatkowo specyficzny wizerunek sceniczny sprawiał, że wielu na jej widok pukało się w głowę. Również mężczyźni nie byli w stanie sprostać jej wymaganiom. Villas nie potrafiła stworzyć trwałej relacji, co również podkreślał jej syn w książce Justyny Kopińskiej.
- Mama była najbardziej wolną osobą, jaką znam. Wszyscy chcieli ją sobie podporządkować, zdominować. A ona od początku nie mogła tego zaakceptować. Jedyny mężczyzna, z którym mogłaby stworzyć relację, to partner, który traktuje ją na równi, nie jest zazdrosny i wspiera jej talent. I żaden mężczyzna nie potrafił temu sprostać.
Nikt nie był w stanie zrozumieć jej ogromnej wrażliwości i poczucia podkreślania własnej tożsamości. Dlatego przez całe życie czuła się samotna. To sprawiało, że była zagubiona. Nie pomagały również naciski ze strony Służb Bezpieczeństwa, z którymi zmagała się po powrocie ze Stanów Zjednoczonych. Według wielu relacji to właśnie ten moment sprawił, że zaczęła wycofywać się z życia publicznego i popadać w uzależnienia. Jedyne zrozumienie znalazła w zwierzętach, którym poświęciła się w ostatnich latach swojego życia.
- Widać Bóg przeznaczył mi taki los, taki żywot. Jestem samotna. Co zarobię, wydaję na utrzymanie zwierząt. Oczywiście, że brakuje mi pieniędzy, bo taka gromadka dużo kosztuje. Powinnam ogrodzić cały ten teren, ale nie mam za co. Powinnam wybudować boksy dla wszystkich psów i kotów. Teraz na zimę będę musiała wziąć je do domu. Jesne, że wielu ludzie nie rozumie, czym jest okazywanie miłosierdzia i mają mnie za szaloną. Ale tym akurat najmniej się przejmuję. Mam nadzieję, że są też osoby wielkiego serca, które może mi pomogą – mówiła w 2001 roku w rozmowie z magazynem „Viva”.
Violetta Villas zmarła w samotności – w 2011 roku. Jej syn dowiedział się o tym z mediów. Dziś jednak jest jedną z tych osób, które dbają o pamięć o matce. I na jego wspomnieniach oparty jest scenariusz filmu.
„To wszystko tutaj jest takie puste, bez życia”
Film „Violetta Villas” to nie pomnik – to stawienie czoła legendzie. Patrząc na zwiastun, możemy się domyślić, że to na pewno nie będzie laurka wystawiona artystce. Zobaczymy prawdę o jej życiu, jakiej być może jeszcze nie mieliśmy okazji poznać. Bo Violetta Villas była wrażliwą artystką, ale też nie stroniła od kontrowersji i nałogów. Kochała poklask, światło reflektorów i na swój sposób kochała być sobą. Ale jednocześnie nie była w stanie znieść ceny, jaką przyszło jej spłacać za bycie sławną.
I właśnie tej prawdy możemy spodziewać się po filmie Karoliny Bielewskiej. Nie będzie to lukrowany portret artystki, tylko historia pełna goryczy, tłuczonego szkła i dymu papierosowego. Z wyjątkowym głosem Violetty Villas w tle – matki, diwy, legendy.
Premiera filmu „Violetta Villas" w kinach już 27 listopada. W rolę diwy wcieli się Sandra Drzymalska, znana z serialu „Lalka". W pozostałych rolach wystąpią: Jowita Budnik, Mateusz Banasiuk, Borys Szyc, Cezary Łukaszewicz, Dorota Kuduk i Christo Szopov.
Czytaj także:
- Whitney, Elvis, Miley. Dolly Parton była bliżej największych gwiazd, niż mogłoby się wydawać
- Izka, jak ja Cię lubię! "Lalka" Netliksa to film kobiet, które fundują nam jazdę bez trzymanki [RECENZJA]
- Dawniej romantyk, dziś „red flag”. Romantyzowaliśmy zachowanie Wokulskiego, dziś wiemy, że to obsesja



























