Dla 29-letniej Karoliny włosy od zawsze były czymś więcej niż tylko ładną fryzurą. Długie do pasa, gęste, ciemne pasma dodawały jej pewności siebie i budowały jej wizerunek. Do salonu fryzjerskiego szła w świetnym nastroju, chciała po prostu odświeżyć wygląd przed ważnym awansem i dodać włosom nieco delikatnych, naturalnych refleksów. Skończyło się koszmarem…
WIDEO…
– Najpierw poczułam ostry, chemiczny zapach spalenizny, a chwilę później przejmujący, piekący ból na czubku głowy – wspomina Karolina. – Gdy fryzjerka zaczęła zmywać rozjaśniacz, z przerażeniem patrzyłam, jak całe pasma moich włosów spływają do umywalki. Zamiast obiecanych złocistych refleksów zostałam z popalonymi, kruszącymi się kępkami i bolesnymi ranami na skórze głowy. Kiedy wstałam z fotela, po prostu zalałam się łzami.
To, co miało być chwilą relaksu i przyjemności, zmieniło się w głęboki kryzys. Karolina na kilka tygodni praktycznie zamknęła się w domu. Noszenie chust stało się codziennością, a w pracy musiała wziąć pilny urlop. Diagnoza u lekarza była jednoznaczna: chemiczne oparzenie skóry głowy i nieodwracalne uszkodzenie struktury włosów.
Od spalonych grzywek po oparzenia chemiczne
Wystarczy wejść na dowolną grupę na Facebooku dedykowaną fryzurom czy urodzie i wpisać w wyszukiwarkę „nieudana wizyta” albo „zniszczone włosy”, by zobaczyć, że historia Karoliny to nie odosobniony przypadek. Grupy są pełne wpisów kobiet szukających ratunku i porady.
Na jednej z grup dziewczyna opisywała sytuację, w której fryzjerka w pośpiechu zrezygnowała z próby uczuleniowej przed laminacją i henną rzęs. Skończyło się zdjęciami drastycznie spuchniętych powiek, ostrą reakcją alergiczną i kilkudniowym pobytem na oddziale okulistycznym. Inny wpis brzmiał jak scenariusz z horroru, po zabiegu keratynowego prostowania na wielokrotnie rozjaśnianych włosach i użyciu zbyt wysokiej temperatury, pasma po prostu „ugotowały się” i odpadły tuż przy skórze, zostawiając autorkę posta z popaloną kępką włosów na kilka dni przed własnym ślubem.
Posty i dyskusje na forach dają chwilowe wsparcie, ale same w sobie nie naprawią szkody. Gdy pierwsze emocje opadną, trzeba wiedzieć, jak przejść od wpisu na Facebooku do realnego pociągnięcia salonu do odpowiedzialności.
Pierwsze chwile po tragedii: jak skutecznie zabezpieczyć dowody?
W pierwszej chwili ma się ochotę po prostu wybiec z salonu, nie płacąc i nie rozmawiając z nikim. Z prawnego punktu widzenia to jednak najgorsze rozwiązanie. Żeby skutecznie dochodzić swoich praw, trzeba wykazać, co dokładnie ustalono przed zabiegiem i jak usługa została wykonana.
– Dlatego warto zachować korespondencję z salonem, zdjęcia przedstawiające stan przed i po zabiegu, potwierdzenie płatności, opis lub ofertę usługi, a także dokumentację reklamacji – wyjaśnia adwokat Natalia Seweryn z Kancelarii Adwokackiej w Warszawie. – Paragon nie jest jedynym możliwym dowodem zapłaty, pomocne może być również potwierdzenie przelewu czy płatności kartą.
Gdy dochodzi do uszczerbku na zdrowiu, poparzeń, ran czy ostrego stanu zapalnego, same zdjęcia zrobione smartfonem przed lustrem nie wystarczą.
– Jeżeli zabieg spowodował uszkodzenie włosów, skóry albo rozstrój zdrowia, szczególnego znaczenia nabiera dokumentacja medyczna, zdjęcia zmian oraz rachunki za leczenie czy zabiegi naprawcze. Przy poważniejszych następstwach warto także zabezpieczyć opinię innego specjalisty. Im szybciej klientka udokumentuje skutki nieprawidłowo wykonanej usługi, tym łatwiej później wykazać związek pomiędzy działaniem salonu a powstałą szkodą – zaznacza adwokat Natalia Seweryn.
Czego i w jakiej kolejności żądać?
Spór z salonem fryzjerskim warto prowadzić spokojnie i według określonych zasad. Prawa konsumenta wyraźnie wskazują, jak krok po kroku budować swoje roszczenia.
– W pierwszej kolejności klientka powinna złożyć reklamację i jasno określić swoje żądanie. W zależności od rodzaju i skali nieprawidłowości może domagać się przede wszystkim prawidłowego wykonania lub poprawienia usługi, obniżenia ceny, a w przypadku poważnej wady, również zwrotu zapłaconej ceny – tłumaczy mecenas Natalia Seweryn.
Sytuacja robi się poważniejsza, gdy wadliwy zabieg wywołał dodatkowe koszty, wizyty u dermatologa, specjalistyczne leki czy długotrwałe leczenie.
– Jeżeli wadliwy zabieg spowodował dodatkową szkodę, np. konieczność leczenia lub wykonania zabiegu naprawczego, opinii medycznej możliwe jest również dochodzenie odszkodowania, a w razie uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia, także zadośćuczynienia (od kilkuset do kilku tysięcy złotych). Warto gromadzić wszelkie rachunki (najlepiej imienne) za koszty poniesione w związku z nieprawidłowo wykonaną usługą – dodaje ekspertka.
Subiektywne niezadowolenie a realna szkoda w świetle prawa
Warto jednak pamiętać o chłodnej ocenie sytuacji. Sam fakt, że odcień tonera różni się od tego z inspiracji na Instagramie, nie oznacza automatycznie prawa do wysokiego zadośćuczynienia. Prawo odróżnia zwykłe niezadowolenie z efektu od ewidentnego nienależytego wykonania usługi czy wyrządzenia szkody na zdrowiu.
– Warto jednak pamiętać, że nie każda nieudana fryzura czy niezadowalający efekt zabiegu automatycznie uzasadnia zwrot całej ceny albo zadośćuczynienie. Kluczowe jest ustalenie, co konkretnie zostało uzgodnione z salonem, na czym polegało nienależyte wykonanie usługi i jakie rzeczywiste konsekwencje poniosła Klientka – podsumowuje adwokat Natalia Seweryn.
Karolina postanowiła nie odpuszczać. Zachowała wiadomości z rezerwacji, natychmiast zrobiła zdjęcia i udała się do dermatologa. Z kompletem dokumentów i rachunków zgłosiła sprawę do salonu. Po analizie dowodów ubezpieczyciel salonu zgodził się na polubowne pokrycie kosztów leczenia oraz wypłatę zadośćuczynienia za doznaną krzywdę. Włosy Karoliny wolno wracają do formy, ale najważniejsza wygrana miała dla niej wymiar psychiczny, poczucie, że nie dała się skrzywdzić i wywalczyła sprawiedliwość.
Czytaj także:
- Oszustwa w sklepach internetowych. Jak bezpiecznie kupować?
- Moja działka, moje zasady. Co wolno Ci na własnym podwórku (choć sąsiad twierdzi inaczej)
- Zabiegi piękności przestały nas relaksować, a zaczęły męczyć