Moja babcia, gdyby podejrzewała dziadka o zdradę, zapewne szukałaby śladów szminki na kołnierzyku. Moja mama mogłaby sprawdzić obcy numer zapisany w telefonie. My możemy zajrzeć partnerowi przez ramię i zobaczyć, że od godziny pisze z... ChatGPT. I właściwie nie wiadomo, czy jest się o co awanturować.

WIDEO…

player placeholder

Bo przecież to tylko program.

Tyle że ten program może wiedzieć, że pokłóciliście się w niedzielę. Może wiedzieć, czego partnerowi brakuje w waszym seksie, dlaczego denerwuje go twoja matka i że od kilku miesięcy zastanawia się, czy nadal cię kocha. Może też wiedzieć, że boi się odejść, bo macie dzieci i kredyt. A ty możesz nie wiedzieć żadnej z tych rzeczy. I tu robi się naprawdę ciekawie.

Przyznaję: sama dużo rozmawiam z ChatGPT

Pytam go o rzeczy zupełnie banalne i takie, które są dla mnie ważne. I zauważyłam coś, co pewnie zauważyło już wiele osób korzystających z AI regularnie: granica między "narzędziem" a "rozmową" potrafi się zrobić zaskakująco cienka. Nie dlatego, że nagle zaczynam wierzyć, że po drugiej stronie siedzi człowiek. Wiem, że nie siedzi, tylko kiedy coś odpowiada nam pełnymi zdaniami, odnosi się do tego, co powiedzieliśmy wcześniej, reaguje na nasze emocje i jest dostępne dokładnie wtedy, kiedy tego potrzebujemy, bardzo łatwo zacząć zachowywać się tak, jakbyśmy z kimś rozmawiali. Co więcej, jest to rozmówca pod pewnymi względami irytująco idealny.

Zobacz także:

Nie mówi: "Marta, możemy nie teraz?". Nie zaczyna oglądać filmu, kiedy jestem w połowie zdania. Nie przypomina sobie nagle, że właściwie to on też miał ciężki dzień. Nie muszę się zastanawiać, czy zanudzam. Mogę przyjść o 2.17 w nocy z pytaniem: "Czy ja przesadzam?", a odpowiedź dostanę, zanim zdążę odłożyć telefon. Spróbujcie zrobić to z człowiekiem przez siedem dni z rzędu i zobaczymy, jak długo potrwa ta relacja.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy AI wie więcej niż partner

Psychologia zna pojęcie zdrady emocjonalnej od dawna. Nie musi być seksu czy pocałunku, czasem nie musi być nawet spotkania. W uproszczeniu problem pojawia się wtedy, gdy intymność, która dotąd należała do relacji, zaczyna być budowana poza nią. Kiedy komuś innemu opowiadam najpierw, co mnie boli. Kiedy z kimś innym dzielę ekscytację. Kiedy ukrywam kontakt, bo wiem, że partnerowi byłoby przykro, gdyby zobaczył jego treść. Oczywiście nie każda bliska rozmowa poza związkiem jest zdradą. Na szczęście. Inaczej należałoby zakazać przyjaciół, psychoterapii i wieczorów z koleżankami. Ale w przypadku AI pojawia się zupełnie nowe pytanie.

Czy zdrada emocjonalna wymaga drugiego człowieka?

Wyobraźmy sobie kobietę, która od miesięcy codziennie wieczorem rozmawia z chatbotem. Opowiada mu o swoim małżeństwie. Pyta, czy mąż ją zaniedbuje. Wraca do rozmów o seksie. Kiedy dzieje się coś ważnego, pierwszą potrzebą jest otworzenie aplikacji i napisanie o tym właśnie tam. Mąż leży pół metra dalej. Czy ona go zdradza?

Nie mam prostej odpowiedzi. Ale jako psycholożkę znacznie bardziej niż pytanie "czy chatbot jest prawdziwy?" interesowałoby mnie inne: "Co stało się z intymnością między tymi dwojgiem ludzi?".

To nie jest już science fiction

Badacze naprawdę zaczęli przyglądać się naszym emocjonalnym relacjom z AI.

W 2025 roku OpenAI wspólnie z MIT Media Lab analizowało miliony rozmów z ChatGPT oraz przeprowadziło czterotygodniowe badanie z udziałem blisko tysiąca osób. Emocjonalne korzystanie z ChatGPT okazało się rzadkie w stosunku do całej masy rozmów, ale istnieje grupa użytkowników, dla których chatbot staje się czymś znacznie więcej niż narzędziem. Niektórzy deklarowali nawet, że postrzegają ChatGPT jako przyjaciela.

Co ciekawe, osoby, które korzystały z chatbota bardzo intensywnie, częściej deklarowały emocjonalną zależność od AI i problematyczny sposób korzystania. Badacze zastrzegają przy tym, że nie można z tego wyciągnąć prostego wniosku: "ChatGPT powoduje samotność". Możliwe przecież, że osoby bardziej samotne po prostu częściej zwracają się do AI.

Inne badania użytkowników chatbotów pokazują jeszcze coś ciekawszego - AI może pełnić bardzo różne role. Dla jednego człowieka będzie narzędziem, dla drugiego kompanem, dla kolejnego emocjonalnym powiernikiem. Są już także ludzie tworzący z AI relacje, które sami określają jako romantyczne.

Nie jesteśmy jeszcze społeczeństwem romansującym masowo z robotami, ale drzwi właśnie się otworzyły.

Kochanka ma jedną poważną wadę. Jest człowiekiem

I chyba to fascynuje mnie w tym wszystkim najbardziej. Człowiek ma własne potrzeby - obraża się, nie ma czasu, bywa zmęczony, źle interpretuje nasze słowa, czasem uważa, że nie mamy racji. AI nie musi tego robić.

Badacze zwracają uwagę właśnie na tę specyfikę cyfrowego towarzysza: jego stałą dostępność, cierpliwość i zdolność do reagowania w sposób, który odbieramy jako emocjonalnie dopasowany. I tu widzę większe zagrożenie dla związków niż w wizji człowieka zakochującego się w awatarze i biorącego z nim ślub. Możemy po prostu przyzwyczaić się do rozmówcy, który jest łatwiejszy od człowieka.

Partner powie: "Znowu zaczynasz" - AI zapyta: "Chcesz o tym porozmawiać?".

Partner może nie pamiętać, co powiedziałam mu trzy tygodnie temu - AI może korzystać z kontekstu wcześniejszych rozmów.

Partner czasami powie coś kompletnie nie tak - no dobrze, AI też i to nieraz, tylko przynajmniej nie zostawia potem brudnego kubka przy łóżku.

Czy kazałabym partnerowi skasować ChatGPT?

Nie. I sama też nie zamierzam go kasować. Byłoby zresztą dość zabawne, gdybym po godzinach rozmów z AI napisała tekst ostrzegający ludzkość, żeby natychmiast przestała z nim rozmawiać.

Nie sądzę też, żeby problemem była liczba godzin spędzonych z chatbotem. Można siedzieć z nim pół dnia, pracując, ucząc się języka czy planując podróż i nie mieć z nim żadnej "relacji". Można też spędzać przy nim dwadzieścia minut wieczorem i powiedzieć w tym czasie więcej o sobie niż partnerowi przez ostatni miesiąc.

Gdybym miała gdzieś postawić granicę, nie stawiałabym jej przy pytaniu: "Ile z nim rozmawiasz?", postawiłabym ją gdzie indziej: "Co mu mówisz, czego nie potrafisz już powiedzieć mnie?" i jeszcze jedno: "Dlaczego wolisz powiedzieć to jemu?".

Sprawdź, czy ChatGPT nie wszedł między was. 7 pytań, które warto sobie zadać

Nie jest to test psychologiczny ani narzędzie diagnostyczne. Nie będzie więc punktów ani wyniku, po którym wyskoczy komunikat: "Gratulacje, właśnie zdradzasz męża z algorytmem".

Potraktuj te pytania raczej jak małe lustro. Przeczytaj każde i odpowiedz sobie uczciwie.

  1. Kiedy dzieje się coś ważnego, czy mam ochotę najpierw napisać o tym do AI, a dopiero później powiedzieć partnerowi? 
  2. Czy opowiadam AI o rzeczach dotyczących mojego związku, których nie mówię partnerowi?
  3. Czy wracam do rozmowy z AI nie dlatego, że potrzebuję informacji, ale dlatego, że chcę poczuć się wysłuchana albo zrozumiana?
  4. Czy zdarza mi się porównywać sposób, w jaki odpowiada mi AI, z tym, jak reaguje mój partner (i partner wypada w tym porównaniu gorzej)?
  5. Czy nie chciałabym, żeby partner przeczytał moje rozmowy z AI nie z powodu zwykłej potrzeby prywatności, ale dlatego, że ich treść mogłaby go zranić?
  6. Kiedy jestem zła na partnera, czy zamiast porozmawiać z nim, wolę najpierw opowiedzieć o wszystkim AI i szukać tam potwierdzenia swojej wersji wydarzeń?
  7. Czy mam poczucie, że AI wie dziś o moich emocjach, lękach albo potrzebach więcej niż osoba, z którą jestem w związku?

I teraz najważniejsze - nie licz odpowiedzi "tak". Jedno "tak" nie oznacza zdrady. Siedem również nie jest diagnozą. Bardziej interesujące jest to, przy którym pytaniu "zrobiło ci się odrobinę niewygodnie", bo być może właśnie tam przebiega twoja granica. Nie między człowiekiem a maszyną, tylko między intymnością, którą nadal budujesz ze swoim partnerem, a tą, którą zaczęłaś przenosić gdzieś indziej.

Być może za kilka lat terapeuci par rzeczywiście będą słyszeli w gabinetach zdanie: "Nie, nikogo nie ma. Chodzi o jego rozmowy z AI".

A może okaże się, że ChatGPT wcale nie stworzył nowego rodzaju zdrady. Dał nam tylko zupełnie nowe miejsce, do którego możemy wynosić starą jak świat potrzebę - żeby ktoś nas słuchał, rozumiał i był po naszej stronie.

Nasze babki miały kochanków, listy chowane w szufladach i rozmowy prowadzone szeptem przez telefon. My mamy okienko czatu. I chyba po raz pierwszy w historii na pytanie: "Czy jest ktoś trzeci?" można zupełnie uczciwie odpowiedzieć: "Nie. Ale jest coś".