Wyobrażacie sobie Izabelę Łęcką w dresach Adidasa, podśpiewującą cichutko: „kawka na wynos dzisiaj towarzyszy mi”? A Stasia Wokulskiego przemierzającego ulice Warszawy w czarnym Laborghini? Ja jeszcze niedawno zupełnie nie spodziewałam się, że bohaterowie XIX-wiecznej powieści mogą być aż tak współcześni. I że z historii o pieniądzach, konsumpcyjnym stylu życia i awansie społecznym tak łatwo będzie można zrobić viralowy produkt XXI wieku.
WIDEO…
„Lalka” dostała drugie życie
Wielu komentatorów zastanawia się nad tym, czy „Lalka” wciąż jest aktualna. Czy problemy przedstawione w powieści Bolesława Prusa pokrywają się z problemami dzisiejszego społeczeństwa. Ja jednak uważam, że nie musimy już o to pytać. Wystarczy spojrzeć na to, jak łatwo stała się viralem.
Wystarczyło wziąć lekturę szkolną i stworzyć z niej dwie głośne premiery. Do komercjalizacji „Lalki” z pewnością przyczyniła się produkcja Netflixa, która pokazała nam tę historię w zupełnie nowym, dość kontrowersyjnym świetle. Już wtedy jednak dostaliśmy jasny sygnał, że ta XIX-wieczna opowieść bardzo polaryzuje społeczeństwo i dziś możemy spojrzeć na jej bohaterów z innej strony. Bo w 2026 roku Łęcka już nie wydaje nam się tak złą kobietą, a Wokulski to red flag, którego uczucie w cyfrowym świecie przestaje być romantyczne, a staje się obsesją.
Dopasowujemy, analizujemy, odkrywamy na nowo świat przedstawiony w „Lalce”, próbując go przyporządkować do tego, który znamy dziś. Trudno się zatem dziwić, że wykorzystują to marki, które dobrze wiedzą, że gdyby Iza Łęcka żyła w dzisiejszych czasach, piłaby kawę na wynos i robiła zakupy w galeriach handlowych, a Stanisław Wokulski zabrałby ją na randkę do najmodniejszej miejscówki w Warszawie.
Łęcka wyszła z książki i ma się dobrze
„Moda spotyka kino”, „Handel i kino łączą siły” – brzmią nagłówki wiadomości marketingowych, które pojawiły się w sieci wraz z premierą kinowej wersji „Lalki”. W kawiarniach So Coffee znalazła się dedykowana pozycja w menu – herbata „Różane Marzenie”. W skład tej kompozycji wchodzą: czarna herbata, płatki róż, owoce i miód. Brzmi jak coś, co chętnie wypiłaby prezesowa Zasławska. Z kolei w cukierni Lary Gessler, „Słodki Słony”, w weekendy dostępny jest czekoladowy deser „Lalka”. Spód z mlecznej czekolady z praliną i prażynkami, mus z czekolady deserowej z odrobiną soli, a na wierzchu mus z białej czekolady ze skórką pomarańczową. Deser podawany jest w przepięknej, porcelanowej filiżance, która z pewnością zachwyciłaby Izabelę Łęcką, gdyby ta zajadała się nim, siedząc przy drewnianym stoliku w swojej pięknej koronkowej sukni.
Apropos koronek. Jeszcze dalej poszła sieć sklepów H&M, która przygotowała dla fanów „Lalki” specjalny jesienny drop o nazwie Historical Romance. Ubrania, które się w nim znalazły, wzorowane są na XIX-wiecznej estetyce. Falbany, koronki, bufki – do wyboru, do koloru, żeby stworzyć stylizację na wzór Izabeli Łęckiej. Coś, czuję, że gdyby Iza żyła w dzisiejszych czasach, byłaby fashionistką, a najlepiej influencerką – na bank obecną na wszystkich możliwych eventach. I na pewno stworzyłaby niejeden viral, a tych o „Lalce” też już jest sporo.
Osobiście jestem ogromną fanką virali w mediach społecznościowych związanych z serialem oraz filmem na podstawie powieści Bolesława Prusa. Netflix ze Spotify udostępnili post, w którym dopasowali współczesne utwory do bohaterek serialu. „Ona czuje we mnie piniądz” w połączeniu z Łęcką wykreowaną przez Drzymalską to prawdziwy majstersztyk. Widziałam też post, w którym bohaterowie filmu zostali przerobieni na użytkowników Tindera. To wszystko pokazuje nam wyraźnie, że real-time marketing wchodzi na jeszcze wyższy poziom i dziś nawet XIX wiek może być viralowy, jeśli przeniesiemy go na współczesną modłę.
„Lalka” to marketingowy samograj
Moim zdaniem pozostaje nam jedynie odpowiedzieć sobie na pytanie – czy to faktycznie „Lalka” Bolesława Prusa jest tak uniwersalna, że łatwo wyciągnąć z niej współczesne smaczki, czy może to marketing w dzisiejszych czasach jest tak zaawansowany, że ze wszystkiego jest w stanie stworzyć produkt?
Bolesław Prus stworzył dzieło, do którego wielu z nas musiało dorosnąć. Pamiętam, jak w liceum, przygotowując się do matury, którą de facto zdawałam z fragmentu „Lalki”, nie mogłam przebrnąć przez pierwsze strony XIX-wiecznej powieści. Wydawała mi się nudna, pełna opisów, a fakt, że miała około 600 stron jeszcze bardziej mnie przytłaczał. Dziś, gdy wróciłam do tej lektury, widzę, jak wiele wtedy straciłam. Dostrzegam w bohaterach znacznie więcej kolorów, widzę odbicie współczesnego społeczeństwa (ten Prus serio wiedział, o czym pisze), a przede wszystkim dobrze się bawię, bo ta historia mnie wciąga. Myślę, że nie jestem odosobnionym przypadkiem, który właśnie dziś tak dobrze rozumie „Lalkę”, chce do niej wracać i… dostrzega w niej współczesność.
Marketingowcy wzięli po prostu samograja, któremu twórcy filmowo-serialowi dali nowe życie. I nie było tak trudno stworzyć produkty, które będą cieszyć się zainteresowaniem współczesnego odbiorcy. W trendach mamy bowiem styl „old money”, „quiet luxury”, retro i vintage – doskonale wpisujące się w stylistykę „Lalki”. Powieść Prusa zapewnia nam też coś, za czym tęsknimy – życie offline i slow life, co też sprawia, że chętniej dajemy się wciągnąć w marketingową iluzję, która ma nam taką rzeczywistość zapewnić – np. rytuał w postaci kawy z deserem.
„Lalka” daje nam gotowy świat. Nie trzeba go wymyślać od zera, ani tłumaczyć w kampanii całej historii, tylko wystarczy uruchomić skojarzenia. Bo ta historia tkwi już w zbiorowej wyobraźni Polaków, a teraz została odświeżona dzięki serialowi i filmowi. Wystarczy ją opakować. Tu sprawdzi się odpowiednia nazwa, postać, motyw czy po prostu odpowiednia estetyka, aby produkt osiągnął sukces. Tak jak koronkowa bluzka czy porcelanowa filiżanka z kremowym deserem w środku.
Czytaj także:
- Jeśli netfliksowa "Lalka" przyprawiła was o zawał, film Kawalskiego ukoi nerwy. Obejrzałam, ale mam jeden problem
- Jak kawa dyniowa bez dyni stała się symbolem jesieni? Pumpkin Spice Latte to marketingowa iluzja
- Wpadłam w pułapkę figurek „Friends”, bo jestem millenialsem. Ale nie zrobiłam tego z sentymentu