Porto, drugie największe miasto Portugalii, to nie Paryż czy Londyn, na których zwiedzenie nie wystarczy nawet intensywny tydzień. Tymczasem przylatując do Porto, warto zostać na dłużej niż 3-4 dni, by uciec z miasta i poznać lepiej północ kraju. Okolice Porto skrywają bowiem mniej znane miasta i miasteczka, do których można dojechać zaledwie w godzinę. Określenie “okolice Porto” brzmi zresztą jak gdybym przedstawiała rodzeństwo bardziej znanej osoby.
WIDEO…
Tymczasem w Guimarães de facto powstało portugalskie państwo, Braga to najstarsze miasto w kraju, zaś Barcelos kraj zawdzięcza ceramicznego koguta, który stał się nieformalnym symbolem Portugalii. Atrakcji i opowieści jest tu jednak więcej – kolejka na napęd wodny, historia wyjątkowo nieudanej współpracy matki z synem i pałac rodu, którego losy obejmują ucieczkę do Brazylii oraz nieudolne próby odzyskania tronu, w czym nie pomógł nawet poród w ambasadzie.
Jest jeszcze coś – zwiedzając wyłącznie Porto, turyści skupiają swoją uwagę przede wszystkim na mieście – monumentalnej poczekalni dworca kolejowego wyłożonej kaflami ze scenkami z życia rolników (oczywiście wymalowanymi, jak to w Portugalii, na niebiesko), fotogenicznych mostach nad rzeką Duero i licznych składach wina porto. Wyjazd z miasta pozwala z kolei lepiej zrozumieć samą Portugalię i jej historię. Ta, na lekcjach w polskiej szkole, właściwie się nie pojawia.
Barcelos. Świadek był już upieczony
Kogut z Barcelos ma niemal kubistyczne proporcje, a do tego folklorystyczne ornamenty, można go też uznać za miejscowy odpowiednik ciupagi – coś, co po prostu przywozi się do domu z danego miejsca. Dlaczego akurat kogut? Według legendy (a raczej jednej z jej wersji) do Barcelos przybył mężczyzna pielgrzymujący do Santiago de Compostela i zatrzymał się w gospodzie, której właścicielka się w nim zakochała. Ponieważ nie odwzajemnił jej uczuć, podrzuciła mu srebrne sztućce.
Pielgrzyma oskarżono w efekcie o kradzież i skazano na powieszenie. Przed egzekucją poprosił o spotkanie z ucztującym akurat sędzią, na którego stole leżał pieczony kogut. Pielgrzym po raz kolejny zapewnił, że jest niewinny, zgromadzeni jednak mu nie uwierzyli. Oświadczył wówczas, że jeśli mówi prawdę, pieczony kogut zapieje. Goście go wyśmiali, choć na wszelki wypadek nikt nie ruszył koguta.
Gdy przystąpiono do wykonania wyroku, ptak (aka kur) zapiał. Pielgrzyma podtrzymywał zaś pod szubienicą święty Jakub, chroniąc go w ten sposób przed uduszeniem. Mężczyzna miał po latach wrócić do Barcelos i ufundować kamienny krzyż w podzięce za ratunek.
Choć w opowieści pojawia się kogut, awans na symbol kraju zaliczył o wiele później, nie bez udziału aparatu promocji państwa Salazara, dyktatora Portugalii. W 1935 roku ceramika z Barcelos i kogut pojawili się na wystawie sztuki ludowej w Genewie; w kolejnych dekadach ptak rozgościł się na plakatach, dlatego też wygląda jak z obrazu kubisty, a nie spod strzechy. W 1974 roku reżim upadł, ale kogut już został.
Barcelos to portugalska stolica ceramiki. Tutejsze “figurado” to scenki z codziennego życia, postacie religijne i diabły, tworzące coś na kształt ceramicznego teatru. Figurki powstawały początkowo z resztek gliny, której w okolicy jest pod dostatkiem. Garncarstwo było męską profesją, figurki lepiły zaś kobiety – jako zabawki dla dzieci. Na wizytę w Barcelo warto wybrać czwartek. Na Campo da República odbywa się wtedy targ, na którym ceramika sąsiaduje z warzywami, owocami i tkaninami.
Braga. Do nieba pieszo albo na wodę
W Bradze można poczuć się młodo niezależnie od metryki, na przykład stając przy katedrze z 1089 roku, konsekrowanej zanim Portugalia stała się królestwem. Portugalczycy mają nawet powiedzenie “starszy niż katedra w Bradze”.
Spoczywają tu rodzice pierwszego portugalskiego króla, Alfonsa Henryka. Warto zapamiętać tę rodzinę, bo wróci jeszcze w Guimarães.
Nad Bragą wyrasta sanktuarium Bom Jesus do Monte z monumentalnymi schodami. Białe ściany, masa kwiatów i zapadające w pamięć detale. Przykładowo – na odcinku poświęconym pięciu zmysłom stoją fontanny, a przy tej symbolizującej węch, woda wypływa z nosa wyrzeźbionej postaci.
Nic dziwnego, że Bom Jesus do Monte, to najpopularniejsze w kraju miejsce ślubów – trudno o bardziej fotogeniczne miejsce. Na wolny termin czeka się tu ponad dwa lata. Tak długo, że zdarza się, że w międzyczasie narzeczeni się rozchodzą – a na ich termin wskakują inni szczęśliwcy.
Dodatkową atrakcją jest kolejka uruchomiona w 1882 roku. Jej zasadą działania jest przeciwwaga wodna. Zbiornik górnego wagonu napełnia się wodą; cięższy wagon zjeżdża, wciągając na górę drugi, połączony z nim liną. To najstarsza nadal działająca kolejka tego typu na świecie. Przy Bom Jesus do Monte można zachwycić się tak sztuką sakralną, jak siłą grawitacji.
Guimarães: miejsce narodzin Portugalii
Guimarães nie bawi się w skromność, jego mieszkańcy są przepełnieni lokalnym patriotyzmem i dumą z tego, jak pradawne jest ich miasto. Jednym z ważnych momentów dla powstania państwa była bitwa pod São Mamede (1128). Wtedy to Alfons Henryk, przyszły pierwszy król, pokonał siły swojej matki Teresy i przejął władzę nad okolicą. Gdy w grę wchodzi własne państwo, konflikty rodzinne najwyraźniej eskalują.
W historycznym centrum warto przyjrzeć się i domom: kamienne przyziemia podtrzymują lżejsze, drewniane konstrukcje wyższych kondygnacji – takie techniki budowlane wędrowały później z Portugalczykami do Afryki i Nowego Świata, być może to dlatego zwiedzając Portugalię, można odnieść czasem wrażenie, że jest się gdzieś w Ameryce Południowej.
Pretekst do dłuższej dygresji daje Paço dos Duques, pałac książąt Bragança (to też nazwa dynastii). W XV wieku kazał go zbudować Afonso, hrabia Barcelos, późniejszy pierwszy książę Bragança i nieślubny syn króla Jana I. To połączenie z poprzednim przystankiem, choć już bez kogutów.
Dzisiejszy wygląd pałacu potrafi zmylić. Budowla przez stulecia podupadała, a gruntowną odbudowę rozpoczęto dopiero w latach 30., za czasów dyktatury. Wnętrza urządzono tak, by przypominały zamieszkaną rezydencję. Jest jeszcze mały polityczny paradoks: dawny pałac książęcy został oficjalną rezydencją prezydenta republiki na północy kraju, choć by nie utrudniać zwiedzania, nocuje jednak w hotelu.
Królowie za oceanem, tron na chwilę
Losy rodu Bragança, jak do bywa zresztą w przypadku większości dynastii, są tyle burzliwe, co ciekawe. W 1807 roku rodzina królewska uciekła do Brazylii przed Napoleonem, który w przeciwieństwie do Polski, nie jest w Portugalii szczególnie lubiany. Przez Atlantyk przeprawił się dwór i ośrodek władzy nad imperium. Regent Jan VI, rządził Portugalią z zamorskiej posiadłości, zaś w Rio odtwarzano instytucje państwowe i rozwijano królewską bibliotekę.
Król wrócił do Portugalii w 1821 roku. W Brazylii został jego syn Pedro, który rok później stanął na czele niepodległego państwa jako cesarz. Rodzinny interes podzielił się więc na dwa kraje.
Po śmierci ojca Pedro odziedziczył także portugalską koronę, ale zrzekł się jej na rzecz swojej małoletniej wówczas córki Marii. Władzę zagarnął tymczasem jego brat Miguel, zwolennik absolutyzmu. Jakiś czas później Pedro zrezygnował z tronu Brazylii i wrócił do Europy, by walczyć o prawa córki – słowem ojciec na medal. Konflikt dynastyczny był jednocześnie wojną o ustrój: monarcha konstytucyjna vs. absolutna. W końcu zwyciężył Pedro (Maria), a opowiadający się za absolutyzmem Miguel musiał udać się na wygnanie.
Monarchia utrzymała się jeszcze przez dwa pokolenia, do 1910 roku. Dwa lata wcześniej w zamachu w Lizbonie zginęli wnuk Marii – król Carlos I i jego najstarszy syn Luís Filipe – królowa Amelia miała odpędzać zamachowców, zwolenników republiki, bukietem kwiatów. Tym sposobem królem został 18-letni Manuel, młodszy syn Carlosa I, władzy królewskiej jednak nie utrzymał. Zmarł bezpotomnie w Anglii.
Ostatnim spadkobiercą rodziny królewskiej i dzisiejszą głową rodziny jest Duarte Pio, książę Bragança, potomek wygnanego Miguela i pretendent do nieistniejącego już tronu. Urodził się w 1945 roku w Szwajcarii, gdy ród niegdysiejszych królów obejmował zakaz powrotu do Portugalii. Rodzice wciąż jeszcze wierzyli, że gdy upadnie dyktatura Salazara, ich syn zasiądzie na tronie, w tym celu musiał jednak wykazać się obywatelstwem kraju – stąd ambasada, którą uznaje się umownie za terytorium kraju na obczyźnie.
Duarte Pio nie jest ostatnim żyjącym przedstawicielem dynastii: z żoną Isabel ma troje dzieci. W Portugalii mają status nieomal celebrytów, często opisywanych przez prasę plotkarską. Brakuje im tylko stanowiska do odziedziczenia. Trudno przypuszczać, żeby coś się pod tym względem zmieniło, a monarchia ożyła jak pieczony kogut.
Portugalię znamy głównie z kilku instagramowych kadrów, co sprawia, że łatwo pomylić rozpoznawalność kraju z jego znajomością. Tymczasem Braga, Barcelos i Guimarães pokazują, ile można odkryć dokładając godzinę drogi do programu obowiązkowego. Szkoda byłoby zostawić te miejsca na bliżej nieokreślone “kiedyś”, zwłaszcza że północ Portugalii jest bezpieczna, sielankowa i dobrze skomunikowana z Porto – swoją perłą w koronie.
Polskie Linie Lotnicze LOT mają w swojej ofercie połączenia na trasie Warszawa (Okęcie) - Porto 5 razy w tygodniu w sezonie letnim i 4 razy w tygodniu w sezonie zimowym.
*Do Porto poleciałam na zaproszenie PLL LOT
Czytaj także: