Na niedzielne, rodzinne spotkanie ktoś ciągnie swoje dorosłe już dzieci, ktoś przynosi ciasto, ktoś nowego partnera, a kto inny niezręczne pytania. Wiśniewscy przynieśli do "Tańca z gwiazdami" właściwie wszystko oprócz ciasta. Mandaryna zatańczyła z synem Xavierem i swoim programowym partnerem, Michał zaśpiewał im do tańca z córką Etiennette (z innego małżeństwa), a za podkład posłużył przebój Ich Troje "Zawsze z tobą chciałbym być". Biorąc pod uwagę historię związkową twórcy, aż prosi się o przypomnienie, że po "na zawsze" w refrenie mamy "przez całe lato".
WIDEO…
Na parkiecie było uroczo i pewnie nie tylko na potrzeby telewizji, bo trudno odmówić ładunku emocjonalnego sytuacji, w której dorosły syn tańczy z mamą, a utwór śpiewa ojciec marnotrawny, który powrócił na łono rodziny (no, jednej z rodzin). Do tego rodzina patchworkowa, która trzyma się razem. I chętnie zostawiłabym tę scenkę w kategorii niedzielnej telewizji, gdyby nie tknęło mnie, że już to gdzieś widziałam. I nie chodziło o piosenkę Ich Troje w graną na żywo w prime time'ie.
Starzy zawodnicy, stare zasady
Gdy Michał Wiśniewski i Mandaryna ogłosili, że do siebie wracają, dostaliśmy historię niemal filmową. Dwadzieścia lat osobno, wspólne dzieci, kolejni partnerzy, inne dzieci (Michał) i nagła konstatacja, że to zawsze była miłość. Zwykły człowiek po takim doświadczeniu chciałby trochę pobyć z ukochaną osobą, sprawdzić, jak się z nią żyje po latach i przekonać się, czy to jest sentyment, czy to jest kochanie.
Wiśniewski dość szybko zadbał jednak o to, żebyśmy nie zdążyli zatęsknić. We wrześniu pojawił się wspólny utwór pary z teledyskiem i opowieścią o miłości, która wróciła po latach. Trudno o lepszy moment na wydanie singla niż ten, w którym mówią o tobie wszyscy i pół kraju zastanawia się, jak do tego doszło (nie wiem). Ciekawość przełożyła się na liczbę odtworzeń - na YouTubie 4,3 mln - i to w miesiąc. Dla porównania: ostatni utwór Michała Wiśniewskiego przez pięciokrotnie dłuższy okres doczekał się 300 tys. odsłon, zaś chwytliwy kawałek sprzed pół roku o końcu poprzedniego małżeństwa (w domyśle) - 438 tys.
Były też instagramowe czułości. W urodzinowym wpisie Michał dziękował Marcie: "Dla was Mandaryna, dla mnie po prostu Marta - osobiście najważniejsza. Mój skarb. Dziękuję, że jesteś". Że powiem złośliwie: dla nas Marta też mogłaby czasem być po prostu Martą.
Najpiękniejsze piosenki to te o miłości, artyści piszą o swoich związkach, rozstaniach i z tego żyją. Tyle że w tym przypadku kolejne czułe gesty aż nadto sprawnie przekładają się na promocję. Powrót do siebie zwiększa zainteresowanie piosenką, piosenka - przypomina o Mandarynie, która startuje w "Tańcu z gwiazdami", do którego można zaprosić swojego byłego męża i obecnego partnera w jednej osobie. Uczucie może być przy tym szczere, w show-biznesie miłość i promocja bez problemu mieszczą się w jednym poście.
Prywatność jako kapitał
Najbardziej niepokojące jest tu to, że Wiśniewski zdaje się traktować druga szansę w miłości także jako drugą szansę na powrót do grona najpopularniejszych artystów w kraju. Jeden i ten sam jest za to sposób na podbijanie zainteresowania. Zanim celebryci nauczyli się nagrywać poranne relacje z łóżka i ogłaszać rozwody na Instagramie, Wiśniewski już zapraszał Polskę do domu.
W reality show "Jestem jaki jestem" to właśnie życie rodzinne gwiazdora będącego wówczas u szczytu popularności stanowiło główną atrakcję. Marta, nie będąca wówczas osobą publiczną, trafiła przed kamery z dzieckiem na rękach, a pół Polski dowiedziało się, że mąż często traktuje ją lekceważąco i zobaczyło, jak płacze, wścieka się, czy budzi się potargana. Wiśniewski już wtedy świadomie kreował swój wizerunek i nie bał się kamer - co innego 25-letnia Marta.
Problemy w związku zaczęły się jednak nie od upublicznienia tego, co prywatne, ale w momencie, gdy kariera publicznej - jak na ironię dzięki programowi - Mandaryny zaczęła się rozwijać. Miało zawinić otoczenie zawodowe, ale i fakt, że to Michał chciał grać pierwsze skrzypce i jej nie wspierał. Po latach mówiła, że nie zdecydowałaby się na wpuszczenie kamer do domu ponownie, on z kolei wprost powiedział, że zrobił to tylko dla pieniędzy.
Minęły lata, sposób dystrybucji informacji się zmienił, ale kurtyna znów poszła w górę. Może i niedzielny występ w "Tańcu z gwiazdami" to tylko kilka minut, a nie kamery zainstalowane w domu. Tyle że przy wspólnym singlu i regularnych publicznych wyznaniach, trudno oglądać występ w oderwaniu od reszty. Znowu dostajemy rodzinę Wiśniewskich jako widowisko - Xavier zdążył nauczyć się chodzić i mówić (a nawet tańczyć i rapować), a rodzice po raz kolejny pokazują swoją miłość Polsce.
Mandaryna: emancypacja
W tym wszystkim śmierdzi jeszcze jedno - fakt, że pokazującym jest głównie Michał. Owszem, Marta nagrała z nim piosenkę, ale na temat samej relacji milczy - nie daje się ciągnąć za język dziennikarzom, nie wrzuca wspólnych zdjęć i ckliwych opisów. Myślę, że zasadnym byłoby tu pytania, czy tak, jak kiedyś Michałowi przeszkadzało, że wybija się na niepodległość, tak teraz na tej niepodległości nie chciałby przy okazji powrotu do byłej skorzystać.
Przez ostatnie 20 lat Mandaryna z dziewczyny wyśmiewanej jak kraj długi i szeroki za fałszowanie w Operze Leśnej i "byłej Wiśniewskiego" stała się postacią cieszącą się powszechną sympatią. Zamiast chodzić po ściankach, budowała sieć szkół tanecznych, które prowadzi do dziś. Z wywiadów, zwłaszcza tych późniejszych, wyłaniał się obraz osoby ciepłej, refleksyjnej, a jednocześnie z dystansem do siebie i poczuciem humoru. Do tego umiejętność funkcjonowania w obrębie patchworkowej rodziny, a nawet przyjaźnienia się z co i rusz stającym na ślubnym kobiercu byłym. Będzie to może śmiała teza - ale medialnie to Marta ma dziś silniejszą pozycję i nieporównywalnie lepszy PR.
Na marginesie i sam rodzinny odcinek "Tańca z gwiazdami" ma w sobie coś z konkursu, do którego nikt nie powinien stawać. Oficjalnie chodzi o taniec, a w praktyce - o przedstawieniu we wzruszający sposób opowieści o bliskości. Dodatkowe punkty dostają automatycznie ci, których bliscy naturalnie wypadają przed kamerą. Pecha mają tu uczestnicy, których relacje są mało widowiskowe, a jeszcze więcej ci, którzy mają opory przed pokazywaniem ich w takim zbliżeniu.
Konkurs na bliskość
Do niedzielnego odcinka Helena Englert zaprosiła ojca, którego nikomu przedstawiać nie trzeba. Dominik Rupiński zatańczył z babcią Aldoną (taki międzypokoleniowy mariaż zawsze wzrusza). Mandaryna miała syna na parkiecie, a Michała i jego córkę przy mikrofonach. Każdy z tych występów był wzruszający, ale ustawione jeden po drugim, w programie opartym w znacznej mierze na głosowaniu widzów, można odnieść wrażenie, że ten odcinek nie jest wcale tak family friendly, jak się wydaje.
Powszechnie znany i szanowany tata? Chłopak z pokolenia Z i jego ukochana babcia? A może para, która wróciła do siebie po latach? Telefony w dłoń, głosujemy! Takich emocji nie dostarczy najlepsza technicznie samba ani nawet ognista rumba.
Wobec nowego reality show z udziałem Wiśniewskich, mimo że tym razem, to oni kontrolują przekaz, mam coraz większą rezerwę. Przy pierwszym podejściu też byli zakochani i też pokazywali to całej Polsce. Teraz mówią o dojrzałości i doświadczeniu, ale w sposobie opowiadania o związku, Wiśniewski wraca do korzeni. Znowu wszyscy jesteśmy zaproszeni, znowu mamy się wzruszać, jak to Michał pokazuje, że kocha Martę.
Newsy mają to do siebie, że szybko się wypalają. Można chuchać i dmuchać, by podtrzymać płomyczek, ale knot - którym jest powszechne zainteresowanie - w końcu się kończy.
Pozostaje mieć nadzieję, że gdy to nastąpi, nie spadnie temperatura uczuć.
Czytaj także: