Wydaje nam się, że perfekcjonizm to nasza supermoc. W ogłoszeniach o pracę brzmi jak zaleta, w mediach społecznościowych wygląda jak pasmo sukcesów: piękna sylwetka, wymarzony dom i rewelacyjnie poprowadzona kariera. Wiele z nas nosi go jak niewidzialny medal za zasługi, powtarzając sobie, że po prostu jesteśmy ambitne i lubimy, gdy wszystko jest zrobione na sto procent.
WIDEO…
Ale co, jeśli pod tą błyszczącą powłoką kryje się ciągłe wycieńczenie, paraliżujący lęk i poczucie, że cokolwiek zrobisz, to wciąż za mało? Gdzie leży granica między zdrową ambicją a perfekcjonizmem, który zaczyna powoli przejmować kontrolę nad naszym życiem? Rozmawiam o tym z psycholożką i certyfikowaną psychoterapeutką Aleksandrą Jasińską z Pracowni Psychoterapii W RÓWNOWADZE.
Pułapka nieadaptacyjnego perfekcjonizmu
W psychoterapii poznawczo-behawioralnej niezdrowy, nieadaptacyjny perfekcjonizm wcale nie jest utożsamiany z wysokimi standardami. Kluczowe jest to, co tak naprawdę stoi za Twoim dążeniem do ideału. Zdrowa ambicja wynika z ciekawości, chęci rozwoju czy po prostu z naturalnej potrzeby podniesienia jakości swojego życia. Niezdrowy perfekcjonizm nie ma natomiast nic wspólnego z wolnym wyborem, staje się rozpaczliwą próbą załatania dziury w poczuciu własnej wartości.
- Większość trafiających do nas pacjentów to osoby z ogromnymi osiągnięciami zawodowymi i osobistymi. Choć zaszły bardzo wysoko, przychodzą z poczuciem, że to wciąż za mało, zupełnie nie potrafiąc docenić własnych sukcesów - zauważa Aleksandra Jasińska.
Jak wyjaśnia ekspertka, mówimy wtedy o dysfunkcyjnym perfekcjonizmie, który wynika bezpośrednio z głęboko zakorzenionych, negatywnych przekonań na swój temat.
Jeśli zrobisz coś na sto procent, a Twój wewnętrzny głos natychmiast przesuwa poprzeczkę na sto pięćdziesiąt i skutecznie odbiera Ci jakikolwiek zachwyt z sukcesu, to właśnie pierwszy wyraźny sygnał ostrzegawczy.
Prawdziwa granica i test odpuszczenia
Granica między zdrowym staraniem się a niezdrową presją nie leży w tym, ile godzin pracujesz ani jak idealnie czysty jest Twój dom. O wszystkim decyduje odpowiedź na jedno proste: co o sobie pomyślisz, kiedy tego nie zrobisz?
- Granicą między zdrową ambicją a niezdrowym perfekcjonizmem jest myśl, jaką na swój temat sformułujemy w momencie porażki lub braku realizacji celu - mówi Jasińska.
Psycholożka radzi, by uważnie przyjrzeć się własnym reakcjom na odpuszczenie.
- Jeśli nie przepracuję osiemnastu godzin dziennie i natychmiast czuje lęk oraz pojawia się myśl, że jestem niewystarczająca lub wadliwa, mamy do czynienia z dysfunkcyjnym przekonaniem o sobie. Wysiłek ten jest jedynie próbą zastąpienia braku, naklejeniem plastra na negatywną ocenę samej siebie.
Dla porównania, kobieta ze zdrowym poczuciem własnej wartości może zarabiać świetne pieniądze i pracować na wysokim stanowisku, ale doskonale wie, że jeśli z jakiegoś powodu jej dochody spadną albo zwolni tempo, jej wartość jako człowieka pozostanie nienaruszona. Dla nieadaptacyjnej perfekcjonistki sama wizja „bycia przeciętną” jest równoznaczna z życiową katastrofą.
Mit idealnego pracownika i paradoks sto pięćdziesięciu procent
Kultura korporacyjna i środowiska twórcze przez lata wykreowały groźny mit, według którego perfekcjonista to idealny pracownik. Praktyka terapeutyczna brutalnie weryfikuje ten schemat. Często boimy się, że gdy tylko odpuścimy kontrolę, zaczniemy zawalać obowiązki i staniemy się niedbałe. Tymczasem stałe funkcjonowanie na najwyższych obrotach przynosi dokładnie odwrotny skutek.
- Przekonanie, że tylko dążąc do perfekcji będziemy idealne w tym, co robimy, to zniekształcenie myślenia - podkreśla Aleksandra Jasińska.
Jak zaznacza psycholożka, zazwyczaj dzieje się coś wręcz odwrotnego:
- Gdy próbujemy narzucać sobie sto pięćdziesiąt procent normy, zaczynamy popełniać błędy. Tracimy energię, jesteśmy przepracowane i brakuje nam uważności. Żeby dobrze wykonywać swoją pracę, musimy być przede wszystkim wypoczęte i dbać o własne zasoby.
Perfekcjonizm nie chroni nas przed błędami, ale do nich prowadzi, bo drastycznie wyczerpuje nasze siły psychiczne i fizyczne.
Przyzwolenie na bycie człowiekiem
Powrót do równowagi nie wymaga rzucania pracy ani rezygnowania ze swoich celów. Chodzi o zmianę perspektywy i odzyskanie elastyczności. Dojrzałość psychiczna to nie bezbłędność, ale zdolność do łagodnego traktowania siebie w momentach potknięcia.
- Dojrzała psychicznie osoba daje sobie prawo do potknięć. Błędy jej nie definiują, bo są po prostu naturalną częścią życia - mówi psycholożka.
Jasińska wyjaśnia, jak budować zdrowe podejście do potknięć:
- O naszej dojrzałości świadczy to, jak potrafimy poradzić sobie z błędem. Spóźnienie czy przekroczenie terminu rzadko prowadzą do katastrofy - to zwykła codzienność. Musimy dać sobie na to przestrzeń, bo błąd mówi o nas tylko jedno: jesteśmy ludźmi.
Warto zacząć od oddzielenia swoich działań od własnej wartości. Osiągnięcia, wygląd czy stanowisko to rzeczy, które robisz lub posiadasz, a nie to, kim jesteś. Pozwolenie sobie na działanie „wystarczająco dobre” zamiast „idealnego” nie jest porażką - jest pierwszym krokiem do odzyskania spokoju i prawdziwej wolności.
Czytaj także:
- Czy to, co jesz, definiuje Twoją wartość? Psychodietetyczka wyjaśnia
- Żona premiera Wielkiej Brytanii: mówimy o jej brzuchu i sukience, milczymy o trzech językach, karierze i mastektomii
- „Przykro nam, że medycyna zawiodła. Popracujesz pięć lat dłużej.” Dlaczego emerytura za dzieci to cios w bezdzietne Polki



























