Nowy rok, nowa ja – ileż to razy mówiłyśmy tak 1 stycznia, przekonane o tym, że tym razem postanowienie noworoczne o pięknej sylwetce i samodyscyplinie się ziści. A jednak już kilka dni później odpuszczałyśmy, pokonane przez restrykcyjną dietę oraz słomiany zapał do codziennych ćwiczeń.
WIDEO…
Od dłuższego czasu mówi się, że postanowienia noworoczne po prostu nie mają sensu, co widać po tym, jak niewiele osób w nich wytrzymuje. Mnie co prawda kiedyś udało się jednego dotrzymać, ale niech pozostanie moją słodką tajemnicą, czego dotyczyło. Niemniej wszelkie postanowienia związane z „zacznę ćwiczyć od 1 stycznia”, kończyły się fiaskiem. Wydawać się mogło, że jesteśmy już ponad to, że postanowienia noworoczne nie mają dla nas znaczenia i rozsądnie podchodzimy do tematyki diety oraz aktywności fizycznej, co dla wielu stało się po prostu stylem życia. Okazuje się jednak, że ludzie wciąż potrzebują konkretnej motywacji i deadline'u, o czym świadczy najnowszy viral w social mediach.
Winter Arc – twój magiczny sposób na motywację w nowym roku
Na TikToku popularny stał się trend Winter Arc. To viralowe 90-dniowe wyzwanie rozpoczynające się 1 października, a kończące się 31 grudnia. Chodzi o to, aby przez te 3 jesienno-zimowe miesiące zbudować nawyki, które będą nam towarzyszyły też w nowym roku. Czyli takie jakby przygotowanie do postanowień noworocznych, które de facto jest postanowieniem bardziej starorocznym. Wciąż jednak mamy w głowie, że to wyzwanie, coś, co ma trwać od do i z jednej strony budować zdrowe nawyki, ale z drugiej strony wymaga od nas podjęcia konkretnych kroków, które dość mocno nas ograniczają. Co ciekawe, nie udało mi się znaleźć jednego, spójnego zestawu założeń Winter Arc.
Patrząc na to, co znalazłam w sieci, to wyzwanie ma się opierać na:
- minimum 4 treningach tygodniowo,
- samodyscyplinie – spaniu minimum 7 godzin dziennie przy jednoczesnym wstawaniu przed 8,
- zimnych prysznicach,
- „czystym jedzeniu” – ograniczeniu przetworzonego jedzenia i spożywaniu głównie naturalnych produktów jak warzywa, owoce, nasiona, chude mięso, zdrowe tłuszcze,
- rozwoju mentalnym – nauce skupienia na konkretnych zadaniach bez rozpraszaczy, ćwiczeniach umysłowych, prowadzeniu dziennika progresu, czytaniu minimum 20 stron tekstu dziennie,
- ograniczeniu czasu spędzanego przy ekranach,
- robieniu 10 tysięcy kroków dziennie,
- rutynie pielęgnacyjnej,
- odpowiednim nawodnieniu – minimum 2-3 litry wody dziennie.
Muszę przyznać, że wszystkie te punkty osobno brzmią racjonalnie i w ostatecznym rozrachunku faktycznie będą prowadzić do zdrowego stylu życia. Tylko jeżeli na co dzień twoje życie wygląda zupełnie inaczej i „rzucisz się” na wprowadzenie wszystkiego na raz, obracając swoją codzienną rutynę o 180 stopni, nie będziesz potrzebować nawet 3 miesięcy, żeby się poddać.
- Ludzie nieustannie szukają sposobów na zwiększenie swojej efektywności, skuteczności i ubierają to w coraz bardziej wyrafinowane trendy. Bo postrzegam to właśnie jako pewien trend, być może modę, w każdym razie jakąś narrację, która właśnie ma być tym magicznym sposobem na skuteczną zmianę. Coś w myśl „w końcu mam system na stanie się perfekcyjną, perfekcyjnym”. Tylko że jak wiele ekstremów jest w zdecydowanej większości skazana na niepowodzenia, podobnie jak postanowienia noworoczne – tłumaczy psycholog sportu Andrzej Staszczuk. – Wyjaśnienie jest dość proste – przeceniamy nasze możliwości, zasoby i energię w momencie planowania i rozpędzania się w działaniu. Później przychodzi pragmatyka życiowa i… nagle okazuje się, że jednak trudno pomieścić wszystkie reżimy treningowe, życiowe, biznesowe. Człowiek próbuje zmienić naraz kilkanaście rzeczy, wytrzymuje dwa tygodnie, a później dochodzi do wniosku, że zabrakło mu silnej woli.
Oj tak, znamy to, prawda? Ale przejdźmy do konkretnego planu dnia.
Oczekiwania kontra rzeczywistość
Weszłam na TikToka, wpisałam w wyszukiwarkę Winter Arc Woman. Wyświetlił mi się dość zabawny filmik. No dobrze, dla mnie zabawny, bo ogólnie to określiłam go mianem „całkiem cute”. Młoda dziewczyna przygotowuje cały plan na najbliższe tygodnie. Wstaje z łóżka, zapala świeczkę zapachową, po czym kładzie na pościeli terminarz i tablet, w którym przegląda kalendarz – mamy tu iście „girly vibe”, czyli wszystko pięknie i różowo. Potem w swoim iPhonie wypisuje w notatkach zasady, których musi przestrzegać, po czym odhacza kolejne punkty. Fikuśny bidon na wodę – jest. Budzik ustawiony na 6 rano? Zaznaczono. Potem otwiera swojego eleganckiego laptopa z jabłuszkiem i w Canvie wkleja zdjęcia posiłków, które będzie jeść w poszczególnych dniach – piękne, kolorowe grafiki na pewno zmotywują ją do przestrzegania diety. I nie mówię tego z przekąsem, pewnie tak będzie. Tylko ja bym miała dość tego całego planowania już w momencie zapalania świeczki po przebudzeniu.
Jak wyglądałby taki filmik w wykonaniu typowej kobiety w okolicach czterdziestki, która chce się zmotywować do zdrowego stylu życia? Budzik nastawiony na 6. To nic, że poszła spać wczoraj po północy, bo musiała naszykować sobie jedzenie na jutro do pracy, przygotować dzieci do szkoły, a do tego jeszcze wysłać raport, który miała zrobić kilka godzin wcześniej, ale akurat trzeba było przetransportować dziecko ze szkoły na zajęcia dodatkowe. Kończymy dzień, jutro 1 października, ruszamy z Winter Arc. Jest cała zwarta i gotowa. Budzik dzwoni o 6. Jest ledwo przytomna, ale resztki motywacji wciąż się tlą. Do momentu, aż mąż nie spojrzy krzywo w kuchni, a dziecko marudzi, że musi wstać do szkoły. Cała rodzina już jest spóźniona, bo co chwilę ktoś czegoś zapomina. Kawa wylała się na blat, prosto do zdrowego bowla, który przygotowała wieczór wcześniej. Po powrocie wieczorem do domu nie ma już siły ruszyć ręką ani nogą, nie mówiąc o wyjściu na siłownię, na którą karnet wykupiła już miesiąc temu z myślą o Winter Arc.
Ta katastroficzna wizja to oczywiście przerysowany obrazek, który ma nam uzmysłowić jedno – życie to nie TikTok czy Instagram. Nie da się go zaplanować skrupulatnie, a jeżeli nawet będziemy próbować, jesteśmy tylko ludźmi i łatwo się poddajemy, co wcale nie dziwi. Gdyby jednak udało nam się stopniowo budować nawyki, układanie posiłków stałoby się łatwizną i nie trzeba by było tworzyć żadnych grafik, aby się do tego motywować. A 15 minut ćwiczeń na macie w kuchni wykonywanych regularnie będzie znacznie skuteczniejsze niż miesiąc katorżniczych treningów na siłowni z doskoku, a potem całkowite odpuszczenie.
- Nie chcę nikogo zniechęcić do wprowadzenia zmian. Wprost przeciwnie, proszę je wdrażać, tylko zmienić sposób ich organizacji. Dzisiaj już wiemy z badań, że o wiele skuteczniejszym sposobem jest wdrażanie małych zmian, ustabilizowanie ich, a dopiero potem wprowadzanie kolejnych. Niezależnie od sezonu, trendu, mody czy pory roku. Każdy moment jest dobry. W sporcie zawodowym i w życiu sprawdza się jednak zasada – mniej znaczy więcej. Dobrze ustalić wersję minimum. Jeżeli normalnie robię godzinny trening, to w gorszym dniu zrobię 20 minut. Jeżeli chciałem przeczytać 30 stron książki, przeczytam 5. Dzięki temu uczymy się ciągłości, zamiast myślenia „wszystko albo nic”. Natomiast kompletnie nie kupuję wersji więcej treningu, mniej odpoczynku, pobudka o piątej, zimny prysznic i zero wymówek. W sporcie więcej oznacza przeciążenie, spadek jakości treningu, gorszy sen, większe ryzyko kontuzji i zwyczajnie mniejszą efektywność – podkreśla psycholog.
Trendy, postanowienia, twoje życie – co wybierasz?
Nie wiem, jak dla was, ale dla mnie największą motywacją jest moje zdrowie. Chęć długiego życia w pełnej sprawności. Żadne postanowienia noworoczne czy inne trendy z TikToka nie będą tak ważne. Ale oczywiście na co dzień też odczuwam spadek motywacji. Taki Winter Arc może być motywacją, ale dodatkową, jeżeli już zrobiliśmy pierwszy krok i zależy nam na fajnej zabawie motywacyjnej w sezonie jesienno-zimowym, który, nie ukrywajmy, czasami trzeba sobie po prostu pokolorować. Ale warto to robić z głową.
- Jeśli ktoś chce zrobić swój Winter Arc, to zachęcałbym raczej do wybrania 2-3 konkretnych rzeczy. Na przykład regularnego snu, trzech treningów w tygodniu i ograniczenia wieczornego scrollowania. Bez robienia z siebie projektu do naprawienia – podsumowuje psycholog sportu.
Ekspert przyznaje też, że wzięcie udziału w Winter Arc ma sens wtedy, jeśli faktycznie będzie to pretekst do spokojnego budowania zdrowych nawyków, a nie forma karania siebie i udowadniania czegokolwiek sobie oraz innym. Tej drugiej nikt z nas nie jest w stanie znieść, co pokazują nieudane próby wprowadzania różnych restrykcyjnych diet (ileż to mieliśmy już diet-cud, które miały zapewnić efekty, a przynosiły tylko efekt jo-jo i rezygnację) oraz poddawania się, gdy treningi okazują się zbyt intensywne jak na początek.
Pamiętajmy, że zdrowy styl życia zaczyna się od stopniowej zmiany codzienności – na początek zdrowe produkty w lodówce i spacery, później liczenie kalorii i stopniowe wprowadzanie mocniejszych ćwiczeń. W ten sposób możemy zauważyć progres, a nasze ciało ma czas na przyzwyczajenie się, który mu dajemy – zamiast serwowania terapii szokowej.
Czytaj także:
- Jesteś mocną „9”, a wciąż myślisz, że 2/10. Przyjaciółkę też tak ocenisz? Heurystyka dostępności nie pomaga
- „Jesteśmy uwięzieni w algorytmach i nie umiemy bez nich żyć”. Brak social mediów to wolność i ryzyko
- Bartek przepłynął Bałtyk, ale po co sobie to zrobił? Największy sukces w takiej chwili odnosi głowa