Badanie przeprowadzone przez prof. Magdalenę Formanowicz oraz Magdę Leszko z Centrum Badań nad Relacjami Społecznymi Uniwersytetu SWPS dostarcza niezwykle ciekawych danych na temat tego, jak mówimy o sobie. Badaczki śledziły wybory językowe tej samej grupy kobiet na przestrzeni dwóch lat (2023–2024), co pozwoliło sprawdzić, na ile nasze nawyki językowe są stałe.
WIDEO…
Wyniki okazały się jednoznaczne: zaledwie około 33% pracujących Polek używa żeńskich nazw zawodów do opisu swojej roli (np. „psycholożka” czy „architektka”). Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku ról społecznych niezwiązanych bezpośrednio ze specjalistyczną pracą zarobkową. Wśród kobiet nieaktywnych zawodowo odsetek stosowania form żeńskich wynosił aż 63,3%. Określenia takie jak „studentka”, „emerytka” czy „bezrobotna” przychodzą nam z łatwością i są w pełni oswojone. Gdy jednak w grę wchodzi stanowisko, awans czy prestiż zawodowy, feminatywy nagle ustępują miejsca męskim odpowiednikom.
Mechanizm awansu: jak zatrudnienie zmienia nasz język
Najbardziej wymownym odkryciem badania był fakt, co dzieje się w momencie zmiany statusu na rynku pracy. Większość badanych kobiet (77%) pozostała konsekwentna w swoich wyborach językowych na przestrzeni roku. Jednak wśród tych, które zmieniły zdanie, kluczowym czynnikiem okazało się podjęcie zatrudnienia.
Kobiety, które w trakcie trwania badania weszły na rynek pracy, masowo porzucały formy żeńskie na rzecz męskich, z dumnej „studentki” stawały się „specjalistą ds. marketingu” czy „analitykiem”. Z kolei te uczestniczki, które przestały pracować (np. przeszły na emeryturę), znacznie chętniej wracały do feminatywów. Pokazuje to jednoznacznie: to właśnie środowisko pracy i kultura organizacji wywierają na nas największą presję językową.
Strach przed utratą prestiżu i siła językowego nawyku
Z czego wynika ta powściągliwość? Ekspertki z Uniwersytetu SWPS wskazują na dwa główne mechanizmy psychologiczne i społeczne:
Obawa przed utratą profesjonalnego wizerunku: W wielu branżach wciąż pokutuje stereotyp, że męskie nazwy stanowisk brzmią „poważniej”, „bardziej kompetentnie” i gwarantują wyższy prestiż. Kobiety wybierają formę męską jako bezpieczną tarczę, która ma chronić je przed pobłażliwym traktowaniem, podważaniem ich kwalifikacji czy posądzeniem o manifestację poglądów politycznych.
Problem tzw. dostępności poznawczej: Słowa takie jak „nauczycielka” czy „krawcowa” są w polszczyźnie używane od pokoleń. Z kolei nowocześniejsze formy, takie jak „ekspertka”, „architektka” czy „dyrektorka”, wciąż dla wielu osób brzmią nietypowo. Barierą bardzo często nie jest uprzedzenie czy niechęć do samych feminatywów, lecz zwykłe przyzwyczajenie językowe.
Co ciekawe, naukowczynie zauważyły również, że w środowisku zawodowym nawet silna więź z innymi kobietami i wysoka świadomość społeczna nie przekładają się automatycznie na używanie feminatywów. W biurze górę bierze chęć dopasowania się do dominujących reguł i lęk przed wyłamywaniem się z szeregu.
Jak to wygląda w innych krajach?
Porównanie naszej sytuacji z innymi państwami pokazuje, że podejście do żeńskich nazw zawodów mocno zależy od stopnia dojrzałości debaty społecznej.
W Niemczech feminatywy funkcjonują w języku urzędowym i biznesowym od dawna. Co więcej, przeprowadzone tam badania pokazują, że kobieta, która w opisie swojego stanowiska używa formy męskiej, bywa oceniana jako mniej kompetentna, ponieważ jej język uznaje się za niepoprawny. W Polsce sytuacja jest na etapie przejściowym, choć Rada Języka Polskiego oficjalnie wspiera tworzenie form żeńskich, w przestrzeni biurowej feminatywy wciąż bywają postrzegane nie jako norma, lecz jako indywidualny deklaratywny wybór.
Dlaczego to, jak o sobie mówimy, ma znaczenie dla naszych dzieci?
Język, którym się posługujemy, nie tylko opisuje świat, ale też go tworzy. To, jakich słów używamy w domu przy kolacji, rozmawiając o naszej pracy, ma wpływ na wyobraźnię i poczucie sprawczości naszych dzieci.
Kiedy mała dziewczynka słyszy od mamy: „Jestem inżynierem”, „Pracuję jako dyrektor”, koduje w głowie przekaz, że najwyższe i najbardziej odpowiedzialne stanowiska są z natury męskie. Używanie form żeńskich pokazuje dzieciom - zarówno córkom, jak i synom - że świat sukcesu zawodowego jest w pełni otwarty dla kobiet, a profesjonalizm i wiedza nie mają płci. Oswajanie feminatywów to bezcenny krok w stronę budowania naturalnej równości, w której wykształcenie i pasja dziewczynek nie wymagają ukrywania się za męskimi końcówkami.
Czytaj także:
- Skóra typu “old money”. Wygląd bogatych kobiet jest mniej dostępny niż kiedykolwiek
- Era po Girlboss. Nowa definicja kobiety sukcesu
- Rzuciła etat bez planu B. "Nie romantyzuję rzucania pracy z dnia na dzień" – mówi dziś założycielka Luare



























