Zacznijmy ten artykuł jak typowy tekst o 1 listopada. W Święto Zmarłych jeździmy na cmentarze, aby odwiedzić groby bliskich nam zmarłych, pomodlić się za ich dusze, zatrzymać i pomyśleć chwilę nad upływającym życiem. Oddajemy się zadumie, starając się skupić na tych, którzy odeszli, jednak również to święto, jak wszystkie inne, zostało poddane komercjalizacji. Odkąd pamiętam przy cmentarzu, oprócz zniczy i kwiatów, można było kupić typowe dla tego „wydarzenia” słodkości – czy to pańską skórkę, czy szczypkę – w zależności od regionu. Była to głównie atrakcja dla dzieci, co można było sobie w jakiś sposób wytłumaczyć – ot wiadomo przecież, że dziatki nie przeżywają tego dnia w taki sposób jak dorośli, a znudzone spacerami „od grobu do grobu” mogą mieć ochotę na małe co nieco.
WIDEO…
Od kilku lat jednak dzieje się coś, czego nie jestem w stanie objąć swoim rozumem… Wszystkich Świętych stało się jarmarcznym folwarkiem, brakuje tylko, żeby przy straganach leciały świąteczne piosenki – w tym wypadku chyba byłby to „Anielski orszak”. A jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Tylko zastanawiam się nad moralnością – tak, to dobre słowo. I jak żadne inne pasuje do Święta Zmarłych.
„Z jaką chryzantemą wariacie?”
Gdy byłam dzieckiem, nie zwracałam na takie rzeczy za bardzo uwagi. Moi rodzice nigdy nie byli fanami kupowania słodyczy na cmentarzu i nawet, jak próbowałam ich namówić na szczypkę (pochodzę z Lublina), mama mówiła, że nie będzie mi to smakować i kupi mi coś słodkiego w sklepie, a nie na cmentarzu. Od zawsze miałam z tyłu głowy takie przeświadczenie, że cmentarz nie jest miejscem, gdzie kupuje się jedzenie… I tak mi zostało.
Nie ukrywam, że zdarzyło mi się spróbować tego cukrowego kolorowego specyfiku po latach i stwierdziłam: „mamo, miałaś rację”. Ni to smaczne, ni zdrowe, zwykły cukrowy ulepek z chemicznym barwnikiem. Dlaczego karmimy tym dzieci i to jeszcze przy cmentarzu? To zawsze przychodzi mi na myśl 1 listopada, ale od kilku lat jeszcze jedna rzecz nie daje mi spokoju.
W Lublinie na cmentarzach kupimy już nie tylko szczypki i ciepłe lody, które weszły z czasem jako rozszerzenie słodkiego asortymentu. Uśmiechnięta pani sprzedaje grillowane serki góralskie z żurawiną, pan wyłania się z foodtrucka z uroczym zielonym dinozaurem, oferując nam zapiekanki XXL. Nie zabrakło też najmodniejszego zakręconego ziemniaka i nawet regionalnych miodów w słoiku, które możesz zabrać ze sobą w podróż do domu. Przegięcie? Jak zobaczyłam, co dzieje się w Warszawie, pomyślałam: „co tak skromnie w tym Lublinie”.
Jarmark zaduszkowy, czyli Dziady w wersji współczesnej
W internecie zobaczyłam relacje z jarmarków zaduszkowych anno Domini 2025. I z każdą kolejną łapałam się za głowę. Relacja z jednego z warszawskich cmentarzy ukazywała stragany i food trucki rozstawione z każdej strony cmentarza. Pojedyncze skromne stoiska ze zniczami i kwiatami zostały przysłonięte przez parujące grille, na których można kupić kiełbasy, karkówki i szaszłyki. Tuż obok wielki kocioł z bigosem. Uśmiechnięci sprzedawcy prześcigają się w tym, kto nakarmi nas lepiej i taniej. Brakuje tylko tego, aby w gratisie wręczali nam chryzantemy. Wtedy już otrzymalibyśmy pełny pakiet na Wszystkich Świętych i obładowani przekąskami oraz grzanymi napojami moglibyśmy udać się na cmentarz, aby całą rodziną biesiadować przy grobie bliskiego nam zmarłego, czyli… współczesne Dziady czas zacząć.
To nic innego jak nasza kultura. Dziady wywodzą się z dawnych słowiańskich tradycji i były praktykowane przez setki lat. Wówczas ludzie odwiedzali w okresie jesiennym groby swoich zmarłych, zapalali światło, aby ogrzać ich dusze i urządzali uczty przy grobach, aby dzielić się jedzeniem z tymi, którzy odeszli. Nie brakło też symboliki. Zostawiali na mogiłach niewielkie ilości miodu, maku, kaszy czy chleba, aby dusze nie zostały głodne.
Tradycja zapalania zniczy za dusze zmarłych przetrwała, ale Kościół katolicki dość mocno zwalczał obrzędy związane z karmieniem dusz jedzeniem dla żywych i ogólnie spożywaniem posiłków na cmentarzach. Wprowadził też kultywowane do dziś święta – Wszystkich Świętych 1 listopada oraz Zaduszki 2 listopada. Podejście ludzi jednak zatoczyło koło i jak widać – jedzenie wróciło na cmentarze, choć w nieco innej wersji.
Czym jarmarki zaduszkowe różnią się od bożonarodzeniowych? Poza tym, że bożonarodzeniowe trwają dłużej i z reguły są organizowane na większą skalę, myślę, że niczym. Chodzi o to, żeby przyciągnąć jak najwięcej ludzi i zarobić. Bo ostatecznie zawsze chodzi o pieniądze. A jeżeli jest popyt, to zwiększa się podaż – tak działa prawo marketingu.
Cukierek na Halloween to zło, ale kebab na cmentarzu to co innego
I tu przechodzimy do najciekawszego zjawiska. Jest tyle głosów krytycznych, które sprzeciwiają się Halloween jako demonicznej zabawie, ale nikt nie krzyczy głośno na temat tego, że jarmarczny klimat Wszystkich Świętych nie sprzyja zadumie tego dnia. Bo tak patrząc całkowicie z boku, a jestem osobą wierzącą i myślącą jednocześnie, żadna z tych rzeczy nikomu krzywdy nie zrobi. Ale we mnie jednak większy niesmak wzbudza grillowana kiełbasa i kebab przy cmentarzu, niż dzieci przebrane za duszki i zbierające łakocie w przeddzień Święta Zmarłych.
Zdaję sobie sprawę z tego, że na Wszystkich Świętych zjeżdżają się ludzie z całej Polski. Że mogą chcieć zjeść coś, będąc w podróży. Wiem też jednak, że do niedawna jakoś sobie radzili bez tych wszystkich straganów. Można zrobić kanapki na drogę, wstąpić na coś ciepłego po drodze – np. na stacji. Myślę, że ten hot-dog może być nawet lepszy niż podrabiany kebab z budy przy cmentarzu.
Ostatecznie Wszystkich Świętych to idealny dzień do spędzenia go z bliskimi – także, a może przede wszystkim tymi żyjącymi. Aby docenić towarzystwo tych, którzy wciąż są z nami i wspominać tych, którzy odeszli. Dlatego odwiedźmy groby zmarłych, jak jedziemy dalej, zaopatrzmy się w kanapkę na drogę i zjedzmy ją w samochodzie, a chęć biesiadowania przełóżmy na domowy obiad w rodzinnym gronie. I wtedy jarmarki zaduszne odejdą w zapomnienie.
Czytaj także:
- Jak kawa dyniowa bez dyni stała się symbolem jesieni? Pumpkin Spice Latte to marketingowa iluzja
- Pojechałam do Berlina na kebaba i nie żałuję. Podróże kulinarne zmieniają nasz sposób zwiedzania świata, a jesienią smakują najlepiej
- Ta reklama (nie)powstała z wykorzystaniem AI. Prada celebruje święta i trafia w nasz czuły punkt