Po parówkach, kabanosach i perfumach król latino zagarnie kolejne przestrzenie naszej codzienności. Nawet jeśli Skolima się nie słucha i nie do końca wie się, kim jest, trudno nie zauważyć krzykliwych, fuksjowych opakowań.
WIDEO…
Gdyby mierzyć popularność artystów liczbą branż, w których można natknąć się na ich nazwisko, Skolim powinien mieć własny kod PKD - stał się wszak kategorią artysty oddzielnego - niepuszczanego w "szanujących się" rozgłośniach, a jednocześnie wkręcającego rekordowe wyniki na YouTubie. W jego oficjalnym sklepie kupimy perfumy, plecak szkolny, zeszyty, a nawet dziesięciolitrowy kanister.
Kilka dni temu do repertuaru merchu dołączyła pościel - rzecz jasna fuksjowa - i kurtki zimowe. Do tego dochodzi oferta spożywcza. Z samozwańczym królem latino można spędzić sporą część dnia, ani razu nie słuchając jego muzyki.
Majonez i czerwony pieprz
Teraz do tego zestawu dołączają hot dogi, których wyróżnikiem będzie różowy sos majonezowy z czerwonym pieprzem. Róż pasuje do maybacha, własnej stacji benzynowej, a klienci mogą dostać go w formie puszki energetyka, albo jako dodatek do bułki z parówką (w ofercie limitowanej, całkiem jak gdyby chodziło o designerskie buty).
Artysta pokazuje życie, na które większość jego odbiorców nie może sobie pozwolić, po czym firmuje przekąskę kupowaną jako tani zamiennik obiadu. Hipotetycznie mógłby sprzedawać rzeczy bliższe temu, czym sam się otacza. Ale luksus oglądany u idola i przedmiot z jego nazwiskiem zaspokajają trochę inne potrzeby.
Maybach i helikopter, którym lata na koncerty, mają potwierdzać, że mu się udało. Hot dog pozwala dołożyć do tego sukcesu coś od siebie, nawet jeśli będzie to tylko wybór sosu. Trochę tak, jak byśmy sami w tym sukcesie uczestniczyli. Daje też poczucie, że Skolimowi nie odbiło, że nie przestały mu smakować rzeczy, które wszyscy znamy i lubimy.
Trochę jak mit "dziewczyny z sąsiedztwa", na którym zostały oparte kariery Jennifer Aniston, ale i np. Kasi Cichopek.
Zamożność gwiazdora jest do przełknięcia, bo idzie za nią sugestia, że jego dawny świat, do którego należą jego fani, nie stał się zbyt obciachowy.
Sukces uziemiony
Parówki czy kanister uziemiają jego sukces. Polacy często kręcą nosem na zarabianie na szeroko pojętej sztuce - wystarczy przypomnieć awanturę o emerytury dla artystów - bo co to jest poezja, albo granie na jakiejś tam harfie, "to nie jest normalna praca". Skolim-przedsiębiorca jest w pewnym sensie bardziej wiarygodny niż Skolim-artysta.
Perfumy Skolima - jak wynika z jednego z wywiadów, to na nich zarobił najwięcej - kupuje się bez wąchania, online albo w automatach podobnych do tych, w których sprzedaje się napoje. Nie trzeba znać się na zapachach, żeby pachnieć "Bebecitą", wystarczy zaufać idolowi. Podobnie jak nie trzeba interesować się gastronomią, żeby spróbować różowego sosu.
Sam merch, czyli produkty związane z wykonawcą, od dawna pozwala zabrać coś z jego świata do swojego. Koszulka po koncercie może przypominać o udanym wieczorze, a później informuje innych, co lubimy. Marki kosmetyczne stworzone przez gwiazdy - jak Rare Beauty Seleny Gomez, Rhode Hailey Bieber czy Fenty Rihanny opierają się na ich wizerunku, guście, ale i jakości - nie bez przyczyny są sprzedawane w Sephorze zaraz obok marek takich jak Dior czy Estee Lauder.
W przypadku Skolima jakość jest nie tyle wątpliwa, co adekwatna w stosunku do produktów, po których nie oczekujemy cudów - bo i czego można spodziewać się po hotdogu z Żabki albo energetyku.
Skolim w domu i w za rogiem
W merchu chodzi też o to, że wykonawca zadomawia się w naszym życiu. Widzimy go na scenie, na Instagramie, a potem i w sklepie. Jego obecność staje się oczywista, a swojskość sprawia, że mamy wrażenie, że jest naszym znajomym, choć on o naszym istnieniu nie ma pojęcia. W tym układzie Skolim jest nie tyle gwiazdą - niedostępną, gdzieś wysoko na firmamencie, ale raczej lampką w pokoju. Kogoś takiego nie podziwia się jak gwiazdy, raczej się lubi.
Psychologia nazywa taką jednostronnie odczuwaną więź "relacją paraspołeczną". Nie jest to jednak kwestia, z którą należałoby udać się do psychologa. Przywiązanie do osoby znanej z mediów nie jest znakiem oderwania od rzeczywistości. Możemy doskonale wiedzieć, że nie jesteśmy znajomymi, ale lubić kogoś w analogiczny sposób. A takim ludziom chętnie daje się kredyt zaufania.
Wiedza, że ktoś chce na nas zarobić, nie wyklucza naszego przyzwolenia, tak jak parówka z pseudonimem idola nie musi być dowodem, że ktoś tu kogoś nabiera.
W rozliczeniu jest się klientem, ale we własnym odczuciu jednym z tych, dzięki którym Skolimowi się udało.
Dla beki i z oddania
Gdy dwa miesiące temu pisałam artykuł o fenomenie Skolima, dr Karol Jachymek, kulturoznawca i medioznawca z Uniwersytetu SWPS, powiedział, że kolejne rekordy bite przez Skolima, wynikają między innymi z bardzo zróżnicowanej grupy odbiorców, która odbiera go na różnych poziomach.
Z jego produktami może być podobnie. Ktoś kupi hot doga jako wierny fan, kto inny z ciekawości, a inna osoba dla żartu - np. żeby zrobić sobie zdjęcie i wysłać znajomym. Różowy sos spełni więc różne funkcje.
Ironia może też służyć w tym przypadku jako alibi - można dołączyć do skolimomanii, zachowując prawo do wyśmiewania całej sytuacji. W końcu jest dość absurdalna.
Książulo vs Skolim - pojedynek mrożonkowo-parówkowy
Znane nazwisko (a raczej pseudonim) nie zawsze daje jednak kredyt zaufania. Widać to na przykładzie pizzy Książula. Człowiek, którego widzowie polubili za bezpardonowe ocenianie restauracji (ale i bud z kebabami), zapragnął sprzedawać mrożonkę za 24,99 zł, opowiadając przy tym, jak bardzo jest dopracowana pod względem jakości i smaku. Tzw. konsumenci byli innego zdania. Nie zmienia to faktu, że negatywne recenzje napędzały kolejne zakupy - każdy chciał się ustosunkować, do najgorętszego tematu/produktu tygodnia.
Popularność Skolima wyrosła na innej kanwie - dostarczania ludziom rozrywki - różowy sos nie będzie więc raczej oceniany pod względem smaku i jakości, ale traktowany, jako element zabawy. Od króla latino można oczekiwać, że będzie wesoło i kolorowo.
W merchu Skolima jest jeden haczyk, z którego być może nawet on sam nie zdaje sobie sprawy. Przy tak rozbudowanej ofercie może się okazać, że przy tak rozbudowanym pakiecie dóbr i usług, nie do zmiany jest jego image. Co będzie, jeśli zapragnie nagrać smutną płytę albo znudzi mu się jego flagowy róż?
Co prawda pozostawanie latami w show biznesie wiąże się z nieustannym wymyślaniem siebie na nowo - wystarczy spojrzeć na wieloletnie kariery artystów takich jak Madonna czy Michael Jackson. Ale czy fani, a zarazem klienci będą gotowi przyjąć coś odbiegającego od tego, co czego przywykli? Śmiem wątpić.
Czytaj także: