Przez niemal trzy dekady to rodzina definiowała Sabienie całą codzienność. Posiłki, pranie, organizacja domowego życia – każda godzina miała swój jasno określony cel. Kiedy jednak syn i córka usamodzielnili się i wyprowadzili, w czterech ścianach gorzowskiego mieszkania pojawiła się psychologiczna próżnia. Sabina nie pracowała zawodowo. Nagle okazało się, że ma przed sobą dziesiątki wolnych godzin, z którymi nie bardzo wiedziała, co zrobić.
WIDEO…
Każde poranne wyjście po świeże pieczywo na osiedlowy rynek w Gorzowie kończyło się tak samo, wizytą w lokalnych lumpeksach, których w mieście nie brakuje. Dążenie do sprawiania radości bliskim znalazło nowy upust, kupowała swetry dla syna, sukienki dla córki, ubranka dla wnuków i bluzki dla siostry.
Dotyk tkanin i dreszczyk emocji towarzyszący wyłowieniu markowego płaszcza z kaszmirem za kilkanaście złotych stały się dla niej codziennym zastrzykiem dopaminy.
– Kiedy kupujemy impulsywnie, większą rolę zaczynają odgrywać struktury związane z emocjami i oczekiwaniem nagrody, przede wszystkim układ limbiczny oraz elementy układu nagrody związane z masowym wydzielaniem dopaminy. Jednocześnie drastycznie maleje rola kory przedczołowej, która odpowiada za planowanie i kontrolę impulsów – tłumaczy Milena Sucharska, psycholożka i psychoterapeutka z Centrum Terapii Dialog.
Kompulsywne kupowanie u Sabiny szybko wykraczało poza realne potrzeby rodziny. Pokój gościnny zaczął przypominać magazyn odzieżowy, a szafy w domu pękały w szwach.
Cyfrowy mentoring
Punkt zwrotny nadszedł w momencie, gdy córka Sabiny rzuciła pomysł: „Mamo, zróbmy z tego biznes. Sprzedajmy to w internecie”.
Pierwszą reakcją Sabiny był silny opór. Dla wielu osób z pokolenia 50+ e-commerce, aplikacje sprzedażowe, cyfrowe płatności czy Paczkomaty brzmią jak technologiczny mur nie do przebicia. Dochodzi do tego lęk przed oceną i klasyczny syndrom oszusta: „kto kupi coś ode mnie?”.
Córka nie poprzestała jednak na rzuceniu hasła , stała się jej cyfrową mentorką. Zaplanowały wspólne popołudnie: rozłożyły ubrania przy oknie, wykorzystując miękkie światło, i zrobiły pierwsze zdjęcia. Pokazała matce, jak krok po kroku założyć konto w aplikacji, jak mierzyć odzież i jak budować atrakcyjny profil.
I stąd płynie ważna lekcja, dojrzałe kobiety wcale nie są wykluczone cyfrowo, tylko potrzebują odpowiedniego impulsu.
– Jak podaje raport Social Media, osoby w wieku 55–75 lat stanowią dziś aż 25% wszystkich użytkowników mediów społecznościowych w Polsce. Co czwarty internauta jest w tym wieku. Co więcej, w tej konkretnej grupie aż 85% osób posiada aktywne konto na Facebooku. Dojrzałe kobiety są tam po prostu u siebie. Często mają wysokie kompetencje cyfrowe – zauważa dr Martyna Dudziak-Kisio, medioznawczyni i kulturoznawczyni.
Dlaczego klienci pokochali ofertę Sabiny?
To, co dla Sabiny było ucieczką od codzienności, na rynku cyfrowym okazało się unikalną wartością biznesową.
Dzięki dekadom doświadczenia Sabina intuicyjnie odróżniała akryl od czystej wełny, a poliester od jedwabiu. Na jej profil trafiały wyłącznie perełki o dobrym składzie.
Zapracowani 20- i 30-latkowie z dużych miast nie mają czasu na wielogodzinne szperanie w second-handach. Sabina sprzedawała im usługę selekcji, wykonywała za nich najtrudniejszą pracę.
Klienci docenili dbałość o detal. Paczki były starannie spakowane, pachnące i dołączano do nich ręcznie napisane podziękowanie.
Dr Martyna Dudziak-Kisio zwraca uwagę, że sukces dojrzałych kobiet w handlu internetowym wynika z przeniesienia dawnych nawyków do świata cyfrowego: – Dla starszego pokolenia jest to naturalna, technologiczna adaptacja ich tradycyjnych nawyków. To kobiety, które pamiętają czasy, gdy zakupy robiło się „u pani Krysi” w osiedlowym butiku, gdzie były one pretekstem do rozmowy i wymiany uprzejmości. Cyfrowe kanały dają im dokładnie to samo poczucie bliskości, tyle że bez konieczności wychodzenia z domu.
Od samotności do relacji paraspołecznej
Największa zmiana zaszła jednak w samej Sabinie. Kompulsywne kupowanie ustąpiło miejsca płynnej cyrkulacji ubrań. Sabina nie gromadzi już rzeczy, teraz nimi obraca.
Co ciekawe, wchodząc w świat e-commerce i relacji z kupującymi, Sabina sama zaczęła budować to, co w psychologii nazywa się relacją paraspołeczną, tym razem będąc po drugiej stronie ekranu.
– Relacja paraspołeczna powstaje wtedy, gdy regularnie obserwujemy daną osobę, słuchamy jej historii i z czasem zaczynamy mieć poczucie, że ją znamy – wyjaśnia psychoterapeutka Milena Sucharska. – Nasz mózg bardzo łatwo przywiązuje się do osób, które kojarzą nam się z pozytywnymi emocjami. Jako ludzie chętniej kupujemy od osób, które po prostu lubimy i którym ufamy, niż od anonimowych, wielkich marek.
Sabina nie jest już anonimową sprzedawczynią. Jej klientki wiedzą, że wyselekcjonowała dla nich rzeczy z sercem, podpowiada im na czacie, doradza w kwestii rozmiarów i pamięta ich imiona.
Srebrna rewolucja na własnych warunkach
Dziś 54-latka z Gorzowa Wielkopolskiego jest pełnoprawną mikroprzedsiębiorczynią. Sama robi zdjęcia, dba o logistykę i sama nadaje paczki.
Historia Sabiny to idealne case study rozwijającej się „srebrnej gospodarki” (Silver Economy). Pokazuje, że dojrzałe kobiety wcale nie muszą być tylko biernymi konsumentkami cyfrowego świata ani ofiarami samotności. Przekształcenie własnego nawyku w e-biznes dało jej trzy kluczowe rzeczy:
Uporządkowanie emocjonalne: Koniec z zalewaniem domu niepotrzebnymi ubraniami.
Niezależność finansową: Własny, stale rosnący budżet zarobiony własną pracą.
Poczucie sprawczości: Nową tożsamość i dowód na to, że na cyfrowy debiut nigdy nie jest za późno.
Jej przykład dowodzi, że do sukcesu w sieci nie trzeba ukończonych kursów ze marketingu cyfrowego. Czasami wystarczy życiowe doświadczenie, oko do jakości, wsparcie kogoś bliskiego i odwaga, by kliknąć przycisk: „Opublikuj ogłoszenie”.
Czytaj także:
- Dlaczego nie stać nas na tanie rzeczy? Plastikowe ubrania są droższe niż myślisz
- Najlepszy vintage shop na świecie? Szafa Twojego taty i kultowa moda retro
- Uzależnienie od zakupów na żywo. Dlaczego tak łatwo dajemy się złapać?