Pamiętam, gdy w liceum nie mogłam przebrnąć przez pierwsze strony tej powieści, a każda kolejna strasznie mi się dłużyła. Ostatecznie „Lalka” Bolesława Prusa stała się dla mnie traumatyczną lekturą i było tak do momentu matury, gdy opis Izabeli Łęckiej jako femme-fatale sprawił, że zdałam język polski śpiewająco. Długo jednak nie mogłam patrzeć na tę powieść i gdy dowiedziałam się, że w tym roku premierę będą miały aż dwie produkcje na jej podstawie, postanowiłam sobie ją odświeżyć. Sama zaczęłam śmiać się z tego, że dziś zupełnie inaczej rozumiem i interpretuję tę historię. Trudno mi się zatem dziwić, że serial, który ukaże się na platformie Netflix 16 września, a także film, który 30 września wejdzie do kin, będą zupełnie różnymi opowieściami. Co już wiemy na ich temat?
WIDEO…
Jedna „Lalka”, dwie różne perspektywy
O ile obie produkcje mają być oparte na historii napisanej przez Bolesława Prusa, o tyle to film będzie wierniejszy oryginałowi. Według informacji podanych przez producentów, filmowa wersja „Lalki” będzie przedstawiać pozytywistyczną historię tak jak autor, skupiając się głównie na życiu Stanisława Wokulskiego, w którego postać wcieli się Marcin Dorociński. Reżyserem kinowej adaptacji jest Maciej Kawalski, który współpracował już wcześniej z aktorem przy okazji „Niebezpiecznych dżentelmenów”.
Jeżeli natomiast chodzi o netfliksową adaptację powieści, twórcy postanowili puścić nieco wodze fantazji. Tym samym będzie to luźna adaptacja, w której główną postacią będzie Izabela Łęcka – w tej roli Sandra Drzymalska. A i Stanisław zostanie pokazany nieco inaczej.
Stanisław Wokulski – romantyk czy pozytywista naszych czasów?
Inne podejście twórców do historii przedstawionej w książce sprawia, że zupełnie inaczej będziemy patrzeć w obu produkcjach na głównego bohatera, którym jest Stanisław Wokulski. W książce jest on przedstawiony jako romantyk, dla którego nadrzędnym celem jest zdobycie serca Izabeli Łęckiej, a rozwój kariery oraz wzbogacanie się traktuje jako środek do celu. Tak też będzie przedstawiony filmowy Wokulski.
Z kolei w serialu nacisk ma być położony na przedsiębiorczość Wokulskiego. Tym samym zostanie nam przedstawiony bardziej pozytywistyczny obraz bohatera, pasujący do epoki, z której pochodzi książka. Zapowiedzi serialu pokazują, że będzie to człowiek pełen sprzeczności, dla którego awans społeczny i pieniądze będą się liczyć tak samo jak uczucie.
Dorociński vs. Schuchardt
Tu ciekawy jest także dobór aktorów, którzy wcielą się w postać Stanisława Wokulskiego. I to, który będzie nam bliższy jako widzom, zależy wyłącznie od tego, jak postrzegamy tego bohatera.
Osobiście na Wokulskiego o wiele bardziej pasuje mi Marcin Dorociński. Wyobrażam go sobie bowiem jako przystojnego amanta w średnim wieku, który jest dojrzały, doświadczony, a jednocześnie przeżywa wielkie emocjonalne rozczarowanie związane z miłością do Łęckiej.
Słyszałam też jednak opinie o tym, że Tomasz Schuchardt to doskonały wybór castingowy do zagrania Wokulskiego. I tym samym świetnie sprawdza się jako bohater w wyobraźni osób, które postrzegają tę postać jako przedsiębiorczego mężczyznę dążącego do osiągnięcia tego, czego zapragnie, bez względu na koszt, który musi ponieść po drodze.
Bo to wcale nie taka zła kobieta była
Podobnie sprawa ma się z główną bohaterką, którą jest Izabela Łęcka. W przypadku filmowej adaptacji mamy do czynienia z Kamilą Urzędowską, aktorką o posągowej urodzie. Jej Łęcka ma być dość mocno osadzona w świecie przedstawionym przez Prusa. Urzędowska zagra piękną arystokratkę, której świat i pozycja społeczna zaczną się wahać wraz z problemami finansowymi, którym przyjdzie stawić czoła jej rodzinie. Otrzymamy tu kobietę, z którą trudno sympatyzować, bo właśnie taka w pierwowzorze była Izabela Łęcka.
Ja jednak po latach widzę tę postać trochę inaczej i tak samo widzą ją twórcy serialu Netfliksa. Okazuje się, że Łęcka, w której postać wcieli się Sandra Drzymalska, zagra pierwsze skrzypce w tej produkcji. Będzie to kobieta z własnymi ambicjami i celami w życiu. Już według wcześniejszych zapowiedzi Netfliksa było jasno zaznaczone, że serial będzie „autorską, wielogatunkową i przewrotną” odsłoną klasyki, a postać Łęckiej ma być tym najbardziej przewrotnym punktem w całej opowieści. Nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa tej historii.
Czego potrzebuje współczesny widz?
I tu dochodzimy do najważniejszego punktu, który podsumuje nam to, co już wiemy o obu produkcjach. Można bowiem debatować nad tym, na ile warto zmieniać tak znane i popularne historie, jaką bez wątpienia jest „Lalka” Bolesława Prusa. Biorąc jednak pod uwagę współczesnego widza i jego oczekiwania, prawda może okazać się przewrotna.
Przez dekady ekranowa „Lalka” miała twarz Jerzego Kamasa i Małgorzaty Braunek. 2026 rok przynosi nam prawdziwą rewolucję i dwa różne podejścia do tej historii. W ciągu zaledwie dwóch tygodni będziemy mogli zmierzyć się z dwoma interpretacjami, ale dla każdego z nas to jedna z nich będzie tą prawdziwszą. To, która okaże się „Lalką” właśnie dla ciebie, zależy wyłącznie od twoich oczekiwań co do tej produkcji.
Moim zdaniem to już nie są czasy, gdy potrzebujemy wiernego odzwierciedlenia XIX-wiecznej lektury, która niewiele ma wspólnego ze współczesnymi realiami. Być może to właśnie produkcja Netfliksa zrewolucjonizuje nasze podejście do adaptacji i sprawi, że młodsze pokolenia przekonają się do tej historii, a starsze dostrzegą w niej coś więcej niż opowieść o przedsiębiorcy, którego dusza została uwięziona w poprzedniej epoce. Bo o tym, że Izabela Łęcka potencjał ma, nie trzeba już nikogo przekonywać.
Może się też jednak okazać, że netfliksowa adaptacja pójdzie o krok za daleko i interpretacja stanie się nie tyle oderwana od historii, co po prostu niestrawna. Wtedy będzie jak z „Wiedźminem” i awanturą o ciemnoskóre elfy, a Polacy przywiązani do swojej historii i związani emocjonalnie z legendarnymi powieściami mogą podnieść bunt, nie zostawiając na tej produkcji suchej nitki. Bez wątpienia to właśnie twórcy serialu mają tu znacznie więcej do stracenia. Bo film może się po prostu udać lub nie – nie widzę tu pola dla kontrowersji.
Czytaj także:
- „1670” już dawno wyszedł poza XVII wiek. A w nas wciąż tkwi więcej sarmaty, niż chcemy przyznać
- Serial „Wanderlust" wyprzedził swoje czasy. Nie bez powodu teraz wypływa na powierzchnię
- Koniec „Judytowania”. Brak Joanny Jabłczyńskiej niszczy nasz najważniejszy polski comfort movie



























