Reklama

Minęły 2 lata, minęło 5, 10 lat związku, a ty nagle budzisz się obok osoby, którą wydawać się mogło, że znasz już na wylot i zupełnie jej nie poznajesz. Zastanawiasz się, co was połączyło, gdzie popełniłeś błąd, kim jest człowiek, z którym spędziłeś ostatnie lata swojego życia. Właśnie to przytrafiło się bohaterom filmu „DRAMA”, który 10 kwietnia 2026 miał kinową premierę. Ale jego wydźwięk nie bez powodu jest słodko-gorzki. Bo takie sytuacje przytrafiają się wielu z nas na co dzień.

Kiedy relacja staje się więzieniem

Wszyscy doskonale znamy smak wolności, ale na pewnym pułapie relacji z drugą osobą może nam się wydawać, że jesteśmy ograniczeni. Że w naszym życiu pojawiły się bariery, których nie potrafimy przeskoczyć, sieci, w które zostaliśmy wplątani. I tak sobie tkwimy na tej pajęczynie, aż w pewnym momencie pojawia się wielki, tłusty pająk zmierzający w naszą stronę.

To może być różnica zdań wynikająca z nagłej sytuacji życiowej, o której nie pomyśleliśmy przed ślubem. Coś, co miało się nie wydarzyć, a nagle spadło na nas jak grom z jasnego nieba i przytłoczyło nas swoim ciężarem. Śmierć bliskiej osoby (np. dziadka, rodzica) to kaliber, z którym w pewnym momencie mierzy się każda relacja i właśnie tu widzimy wyraźnie, czy możemy liczyć na drugą osobę, jak nasz związek sprawdza się w kryzysowych sytuacjach. I wyciągamy wnioski, które często bywają dalekie od "żyli długo i szczęśliwie”.

- Takie rzeczy, które wychodzą nagle, to jest np. kwestia niedogadania się w jakiejś sprawie – decyzji chcemy dzieci czy nie chcemy dzieci, wyprowadzamy się czy nie wyprowadzamy się… - To różnica w wartościach, podejściu do życia. Najczęstszą trudnością są też finanse, trudności z nimi związane – np. ktoś traci pracę lub choroba, depresja jednej z osób. To są takie czynniki, które najczęściej zaburzają życie rodziny, pary i to powoduje kryzys – tłumaczy psycholożka Paulina Koszut.

Pająkiem mogą się okazać nowe role, w jakich się znaleźliście. Być może awans wpłynął na osobowość twojego partnera. Może rodzicielstwo wyzwoliło w was instynkty, które zamiast łączyć, dzielą. Wydawać się mogło, że macie wszystko poukładane – plany na dwójkę dzieci, wybrane imiona, być może nawet to, do jakiej pójdą szkoły, a tu przychodzą zupełnie nowe problemy dnia codziennego – bunt dwulatka, choroba, mały człowieczek, który nagle wymaga tyle atencji, że musicie zrezygnować z czasu dla siebie i… marzenia przykrywa rzeczywistość.

Wreszcie to mogą być tajemnice z przeszłości drugiej osoby. Myślisz, że „DRAMA” to tylko film, a wy znacie się z ukochanym na wylot? Przecież takie rzeczy się nie dzieją... Uderz w stół… może inny kaliber, ale twój partner może ukrywać rzeczy, o których ci się nie śniło i wbrew pozorom nie jest to takie rzadkie.

Tajemnice nie są złe, dopóki nie pojawia się kłamstwo

Pamiętasz film „Pan i Pani Smith”, w którym Angelina Jolie i Brad Pitt (tak, to od tej produkcji zaczął się ich sławetny romans) wcielają się w role agentów? Budują relację, ale nie mogą zdradzić swojej prawdziwej tożsamości, aż w końcu dostają zlecenie, które odsłania karty i czar pryska, a napięcie wzrasta z dnia na dzień. Podobny schemat przeszli bohaterowie „DRAMY”, poznając swoje największe sekrety. I jest to bliskie również nam, gdy otrzymujemy informację, której zupełnie byśmy się nie spodziewali.

Jesteśmy tylko ludźmi, każdy z nas skrywa sekrety, do których nie chce się przyznać. To mogą być błahostki, których się wstydzimy, np. przezwisko szkolne, co raczej nie powinno wpłynąć na trwałość relacji. Często jednak są to kwestie zupełnie innego kalibru – np. chęć posiadania dzieci, choroby genetyczne, coś, co może nas ukazać w krzywym zwierciadle. Dlatego wolimy to przemilczeć. Czy jednak słusznie?

- Teoretycznie, im bardziej jesteśmy transparentni, tym lepiej. Ale z drugiej strony pytanie, czy transparentność to jest omawianie każdej swojej myśli – zastanawia się Paulina Koszut. - Jest pewna część swoja, którą się ma, i nie mylmy tego z kłamstwem. Tajemnica to też kwestia własnego systemu wartości i wielu czynników, które na to wpływają. Mamy pewne sytuacje, że ktoś zataja chorobę psychiczną, orientację i inne kwestie uwarunkowane prawnie, to to jest nawet podstawa do tego, żeby małżeństwo unieważnić. Chodzi o skalę, że są pewne rzeczy, o których osoba, z którą jesteśmy w związku, powinna wiedzieć, bo to wpływa później na dalsze życie tej pary. I to traktujemy w kategorii kłamstwa – tłumaczy terapeutka.

Ukrywanie czegoś może zatem nie być złe, dopóki nie pojawi się kłamstwo. Jak odróżnić obie rzeczy? Tu należy po prostu usiąść, zastanowić się nad tym, co w nas tkwi, a następnie nadać tej rzeczy wartość – czy w jakikolwiek sposób jest ona w stanie wpłynąć na osobę, z którą jesteśmy oraz naszą relację?

- Jeżeli czegoś nie mówimy, a to siedzi w nas, wpływa na relację, to pytanie, czy już lepiej tego nie powiedzieć. Są takie rzeczy, które bardzo w nas siedzą i mamy wrażenie, że mogą skrzywdzić drugą osobę, to wtedy warto się zastanowić, czy to powiedzieć i co da wyznanie prawdy – dodaje psycholożka.

Czy po „DRAMIE” związki posypią się jak domki z kart?

Właśnie dlatego w związku najlepiej być transparentnym już od samego początku. Wielu z nas wydaje się bowiem, że zatajanie prawdy nie jest kłamstwem, ale potrafi być jeszcze gorsze i wręcz trujące dla relacji. I nigdy nie wiadomo, jak to się skończy. Gdy kończy się np. terapią i próbą przepracowania, wtedy jest dobrze. Gorzej, gdy zaczynamy dusić wszystko w sobie, udając, że nic się nie wydarzyło – podobnie jak było to w przypadku głównego bohatera filmu „DRAMA”.

- Jak pary nie pracują nad tym, problemy się nawarstwiają, emocje się nawarstwiają, wspólna złość się pojawia. Jest wiele obszarów, których my w życiu nie odkryjemy, nie dotkniemy, nie wypracujemy. Ale nie o to chodzi w życiu, żeby ciągle coś przepracowywać. Odkrywajmy, pracujmy nad tym, co jest w tym momencie dla nas ważne, przyjrzyjmy się relacjom, zobaczmy, co tu jest do zrobienia. Żyjmy, cieszmy się, korzystajmy, ale zwracajmy uwagę na siebie, bo wtedy jest łatwiej – podsumowuje Paulina Koszut.

W dzisiejszych czasach zapominamy o tym, że budowanie relacji wymaga czasu, cierpliwości i też zrozumienia drugiej osoby, a żeby tego dokonać, musimy rozumieć samych siebie. Sądzę, że „DRAMA” może być filmem-zjawiskiem, które zadziała na nasze relacje niczym swoiste katharsis. Może stać się dla nas motywacją, aby zadać pytania i poznać odpowiedzi. Bo jeżeli ukrywamy coś naprawdę ważnego, to prędzej czy później wyjdzie na jaw. I tu pojawiają się dwie drogi. Albo otrzymamy efekt domina i związki posypią się jak domki z kart niczym w pandemii. Albo wyjdziemy z tego egzaminu silniejsi i spokojniejsi o to, że za 10 lat po przebudzeniu powiemy: „Cieszę się, że budzę się obok ciebie”.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama