„Lalka” Bolesława Prusa w 2026 roku przechodzi swój renesans. Wszyscy wracają do tej lektury szkolnej, jednocześnie interpretując ją po latach i dostrzegając w niej znacznie więcej, niż byliśmy w stanie dostrzec w czasach licealnych. Sama dziś widzę wyraźnie, że coś, co wtedy wydawało mi się normalne, wraz z doświadczeniem życiowym nabrało szarości, a to, co wówczas uznawałam za toksyczne, w dorosłości przestaje być aż tak złe i staje się normalne. Zarówno jeśli chodzi o obraz warszawskiego społeczeństwa, jak i o zachowanie głównych bohaterów. Bo czy Izabela Łęcka faktycznie była aż taką femme fatale, a Stanisław Wokulski oddanym jej romantykiem? Po latach wydaje mi się, że postać Łęckiej miała znacznie więcej barw, a Wokulskiego określiłabym popularnym mianem „red flag”.
WIDEO…
Wokulski – największy romantyk w polskiej literaturze czy stalker?
„Lalka” to powieść, którą można interpretować na różne sposoby, o czym świadczy fakt, że wychodzący 16 września serial Netfliksa znacznie różni się od wersji kinowej, która będzie miała premierę dwa tygodnie później (tj. 30 września). Kluczowe w tym wypadku jest zachowanie głównych bohaterów. Jeszcze kilka lub kilkanaście lat temu stwierdzilibyśmy, że Stanisław Wokulski był biednym romantykiem, który zakochał się w okrutnej Izabeli Łęckiej. Dziś jednak, rozkładając ich relację na czynniki pierwsze pod kątem psychologicznym, możemy dostrzec znacznie więcej odcieni niż czerń i biel. Bo okazuje się, że Izabela, choć bywała okrutna, miała w sobie sporo z wyzwolonej kobiety, a Stanisław… miał więcej z bohatera serialu „Ty”, niż z niepoprawnego romantyka. A jeżeli nie wiecie, o czym opowiada ta produkcja Netfliksa, to po krótce – jej główny bohater jest… stalkerem.
W dzisiejszych czasach, gdy łatwo inwigilować drugiego człowieka poprzez jego aktywność w sieci, sporo mówi się o różnych typach osobowości. Coś, co kiedyś wydawało się romantyczne, dziś może być oznaką obsesji i bardziej niepokoi niż zachwyca.
- Przez lata kultura lubiła bohatera, który „nie odpuszcza”, jakby cudze „nie” było jedynie trudniejszym etapem zalotów. Dzisiaj znacznie więcej wiemy o granicach i zgodzie. A romantyzmu szukałabym gdzie indziej. „Oddałbym za ciebie życie” brzmi efektownie, ale „pamiętałem, że dziś masz trudny dzień” przydaje się częściej – tłumaczy psycholożka Anna Gajda.
Jesteśmy już nauczeni tego, że życie nie wygląda jak komedia romantyczna czy bajka Disneya, w której księżniczka spotyka swojego księcia na białym rumaku, a ten zasypuje ją kwiatami i pocałunkami od rana do wieczora. Ale zapominamy o tym, że w historii literatury pełno jest przykładów romantycznej miłości, które w rzeczywistości wcale romantyczne nie są.
Nie taki romantyzm fajny, na jaki wygląda
Miłosne historie często są przerysowane. Szczególnie jest to widoczne w literaturze z epoki romantyzmu. „Ballady i Romanse” Mickiewicza są głównie o miłości jako uczuciu skrajnym i destrukcyjnym. Jeszcze lepszym przykładem mogą być „Cierpienia młodego Wertera”, w którym to obsesyjne uczucie całkowicie dominuje życie głównego bohatera.
Gdy myślimy o wielkiej miłości ponad wszystko, do głowy często przychodzi nam też historia Shakepeare’a – oczywiście „Romeo i Julia”. Relacja głównych bohaterów miała pogodzić dwa zwaśnione rody, być ponad wszystkie przeciwności, ale zakończenie nie miało nic z romantyczności, bo… (uwaga, spoiler, jeśli ktoś faktycznie nie zna tej historii) oboje na końcu giną. Choć to najsmutniejsza i najbardziej tragiczna opowieść miłosna w świecie literatury, do dziś uznawana jest też za bardzo romantyczną, choć osobiście nie doszukiwałabym się w niej romantyzmu.
Podobnie jest z „Lalką”. Choć to powieść pozytywistyczna, ma wiele cech romantycznych – szczególnie widocznych w opisach uczuć głównego bohatera. Wiele osób, gdy myśli o Stanisławie Wokulski, wyobraża sobie przystojnego sklepikarza, który jest w stanie oddać wszystko dla ukochanej. Brzmi romantycznie, prawda? Dorobił się majątku, aby być dla niej dobrą partią, kupił kamienicę jej rodziny, aby nie trafiła w ręce osób postronnych, kupił dla niej konia, aby mogła nadal brać udział w prestiżowych wyścigach, pomógł jej ojcu, aby nie pogrążyli się w biedzie, aż wreszcie… śledził każdy jej krok, nieustannie o niej myślał, dostosowywał całe swoje życie pod zaimponowanie Izabeli… Nadal brzmi romantycznie? Już nie do końca.
Red flag i delulu XIX wieku
Dziewczyny, czas przyznać – gdybyśmy w dzisiejszych czasach miały przy sobie takiego Wokulskiego, który cały czas pojawia się tam, gdzie my, na siłę szuka kontaktu, próbuje wkupić się w nasze łaski, od razu uciekałybyśmy, gdzie pieprz rośnie. Dziwak? Mało powiedziane… Wariat, stalker? Znałabym jeszcze kilka mocniejszych określeń, ale bez wątpienia w jego zachowaniu było znacznie więcej z obsesji niż z miłości.
- Obsesyjny rys pojawia się u Wokulskiego wtedy, gdy rzeczywistość przestaje mieć wpływ na jego uczucie. Najbardziej niepokoi mnie to, ile od Izabeli zaczęło zależeć. Jej zainteresowanie dawało mu nadzieję, jej chłód odbierało poczucie sensu, a ogromna część jego energii służyła temu, żeby się do niej zbliżyć. Człowiek, który wcześniej miał mnóstwo powodów, żeby czuć własną wartość, nagle zaczął potrzebować potwierdzenia od jednej osoby. Współcześnie pewnie doszłoby do tego sprawdzanie telefonu i zastanawianie się, dlaczego ktoś był online, ale nie odpisał. Zmieniają się rekwizyty, mechanizm pozostaje podobny – tłumaczy Anna Gajda.
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że nie było warto. Izabela, choć sprawiała mylne wrażenie, zupełnie nie była zainteresowana Wokulskim, a on… nie kochał jej osobowości, bo nawet jej dobrze nie znał. Kochał wyobrażenie o niej, iluzję, którą wykreowała jego głowa – co także świadczy o tym, jak toksyczne było to uczucie.
- Chyba każdy zakochany robi to przez jakiś czas – podsumowuje psycholożka. – Na początku mamy mało informacji, za to wyobraźnia pracuje bardzo sprawnie. Wkładamy w drugą osobę także własne pragnienia i tęsknoty. Dlatego czasem po rozstaniu opłakujemy również wspólną przyszłość, która istniała wyłącznie w naszych planach. Wokulski widział w Izabeli nie tylko kobietę. Widział życie, którego bardzo pragnął.
Dziś młode pokolenie określiłoby taką osobę mianem „delulu” – człowieka oderwanego od rzeczywistości, żyjącego w świeci iluzji, mającego obsesję na czyimś punkcie. Znów dochodzimy do momentu, w którym zachowanie Wokulskiego możemy określić wyłącznie mianem obsesyjnego. Co nie znaczy, że nie kochał – mógł kochać na swój własny, pokręcony sposób. Ale zdrowej, prawdziwej miłości nie było tam za grosz.
Czytaj także:
- Film „Tylko jedna noc” pokazuje, że wciąż kochamy bajki dla dorosłych. Ale komu to przeszkadza? [recenzja]
- True crime nie fascynuje kobiet. Daje im poczucie kontroli
- „Pokazujemy wszystko, ale coraz rzadziej siebie”. Relacje mają być ładne. Prawdziwe emocje? Do zwrotu



























