W ten weekend na ekrany polskich kin wszedł “Tony” – trochę dramat, trochę komedia, ale przede wszystkim film biograficzny pokazujący moment zwrotny w życiu Anthony’ego Bourdaina. Na osiem lat po jego tragicznej śmierci, to przyjemny filmowy powrót. 

WIDEO

player placeholder

Licealna miłość na lata

Jest rok 1976, a 20-letni Tony jest zdruzgotany – właśnie dowiedział się, że nie dostał uczelnianego stypendium literackiego, na które liczył. Pod wpływem impulsu jedzie do Provincetown – kurortowego miasteczka na wysuniętym w Atlantyk półwyspie Cape Cod, wakacyjnym zapleczu Bostonu. Lokalizacja nie jest przypadkowa, lato spędza tam bowiem Nancy Putoski – o rok starsza dziewczyna, na punkcie której Tony ma lekką obsesję. Przerobił dwie klasy liceum w rok, tylko po to, by pójść z nią na prestiżowy Vassar College. 

Studia średnio go interesują, ale uczelnia jest marzeniem Nancy. Przez dekady Vassar kształcił najbardziej prominentne kobiety w Stanach – przyszłe polityczki, naukowczynie i artystki. Zapisy dla mężczyzn uczelnia otworzyła zaledwie siedem lat wcześniej, by uniknąć utraty niezależności i połączenia z męskim wówczas Yale. Dlatego Vassar przyciąga myślące niezależnie dziewczyny – nikt nie kwestionuje tam inteligencji kobiet, ani też nikogo nie dziwi ich ambicja, co w latach 70. wciąż nie jest standardem. Pięć lat wcześniej tę samą uczelnię z wyróżnieniem skończy Meryl Streep.  

Zobacz także:

Za dziewięć lat Nancy i Tony zostaną małżeństwem, które przetrwa brak pieniędzy, uzależnienie od heroiny i pracę po 12 godzin, ale nie przetrwa sławy – już nie Tony’ego – ale Anthony’ego Bourdaina.  

Tymczasem są wakacje ‘76. Nancy, umiarkowanie zainteresowana Tony’m, dorabia w pizzerii i ma w Providence własnych znajomych. Bourdainowi szybko kończą się pieniądze i tym sposobem trafia na zmywak do jednej z nadmorskich knajp. 

Film pokazuje moment, w którym rozpieszczony chłopiec zbuntowany głównie wobec tego, że nie ma przeciw czemu się buntować, odkrywa swoją drogę. Film, choć do wybitnych (zdaniem wyżej podpisanej) nie należy, ogląda się dobrze. Postać 20-letniego Bourdaina nie jest przesadnie pogłębiona, ale może nie bez przyczyny rozpoczyna się cytatem mówiącym o tym, że gnojkiem był raczej wkurzającym i należały mu się liczne fangi w nos (parafraza). 

Inteligent z przedmieść

Biografia Bourdaina nie dostarcza łatwego źródła gniewu. Urodził się w Nowym Jorku, ale dorastał w domu klasy średniej w New Jersey. Młodszy brat Christopher skończy później uniwersytet Browna i zwiąże się z nowojorskimi finansami. Wiadomo, że rodzice studiowali. Ojciec Bourdaina, Pierre, będzie dyrektorem w Columbia Records, matka, redaktorką i korektorką w “The New York Timesie” – i to ona podsunie znajomej artykuł Tony’ego, bez którego być może nigdy nie wyszedłby z kuchni. 

W domu są książki, płyty i filmy, ale też rodzinne wyjazdy do Francji. Miłości i uwagi mu nie brakowało. Był mimo to wściekły i nieszczęśliwy.
Koledzy mieli bogatych, nieobecnych rodziców albo rozbite rodziny, mogli więc robić właściwie wszystko. Jako dziesięciolatek żałował, że jest za młody, żeby pojechać do San Francisco, brać LSD i uprawiać seks z hipiskami.

W liceum (prywatnym, porządnym) palił marihuanę, współtworzył wywrotową gazetkę i testował, jak bardzo można łamać reguły, formalnie ich przestrzegając. Gdy szkolna drużyna piłkarska wprowadziła limit długości włosów, Bourdain i jego koledzy kupili krótkie peruki. Spadały im z głów przy uderzaniu piłki – bunt miał rekwizyty, ale nie bardzo miał sprawę.

Restauracyjna kuchnia była wulgarna, pełna używek i brutalnie hierarchiczna. Pracowali w niej ludzie, których później opisywał jako “zdegradowanych i zdeprawowanych”, ale którzy podczas serwisu wiedzieli dokładnie, co mają robić. Dla chłopaka, który potrafił przyspieszyć szkołę dla dziewczyny, ale nie potrafił wymyślić własnego planu, mogło to być objawienie. Na zmywaku nie trzeba było szukać sensu życia, ale wie się, jaki jest sens wieczoru. 

Anthony do Vassar już nie wróci, ale w 1978 roku skończy Culinary Institute of America. Później przez ponad dwie dekady będzie pracował w nowojorskich restauracjach, awansując od kucharza liniowego do szefa kuchni. Zdarzają się zawodowe porażki, a do tego heroina i kokaina. W pewnym momencie narkotyki przestają być romantyczne, a ludzie, z którymi ćpał, zaczynają umierać. Nancy, trwa obok. Kiedyś uważali się za współczesną wersję Bonnie i Clyde’a, ale po latach są głównie dobrym małżeństwem.

A jednak pisanie?

W 1998 roku Anthony zostaje szefem kuchni Les Halles, francuskiej knajpki przy Park Avenue. To miejsce kreatywej półbohemy, z którą dobrze dogaduje się i Bourdain. Żadne tam laboratorium smaków, ani też kulinarne imperium. Szacunek do prostych smaków i comfort foodu będzie zresztą tym, za co już wkrótce polubią go widzowie. Dziś w jego dawnej restauracji na jego cześć serwuje się steka z frytkami. 

Przez lata Anthony gotował, ale nie opuszczało go marzenie o pisaniu. Wydał dwie powieści kryminalne, które przeszły bez większego echa. Przełom przyniósł tekst “Don’t Eat Before Reading This” – felieton o sekretach restauracji. Gdy pierwsza redakcja zrezygnowała z publikacji, matka Bourdaina przekazała materiał znajomej z “New Yorkera”. W kwietniu 1999 roku esej ukazał się z podtytułem “Nowojorski szef kuchni zdradza kilka tajemnic”. Tony miał 42 lata, a jego tekst spodobał się tak bardzo, że podpisał zlecenie na książkę. 

Roku później ukazuje się “Kitchen Confidential”. Bourdain przedstawia tu kuchnię jako połączenie okrętu pirackiego, koszar i rodziny zastępczej dla ludzi, których na Manhattanie nie zatrudniłoby żadne biuro. Książka była dowcipna i bezwstydna, ale robiła z przemocy, seksizmu, używek i pracy ponad siły element branżowego folkloru. Po latach Bourdain przyzna, że zastanawia się, czy nie pomógł przedłużyć życia toksycznej, maczystowskiej kulturze kuchni. 

“Kitchen Confidential” zostaje bestsellerem, zaś anonimowy kucharz po czterdziestce okazuje się idealnym materiałem na gwiazdę: wysoki, wytatuowany i oczytany. Potrafił z równym przekonaniem opowiadać o Josephie Conradzie, co o świńskich podrobach.
Pierwszy program, “A Cook’s Tour”, wszedł na antenę w 2002 roku. Formułę Bourdain streścił przedstawicielowi telewizji mniej więcej tak: jeżdżę po świecie, jem najróżniejsze rzeczy i robię, co mi się podoba. Rozwinął ją w “No Reservations”, a pełnię możliwości osiągnął w emitowanym przez CNN “Parts Unknown”. 

Jedzenie służyło jako przepustka do mieszkań, przydrożnych barów i rozmów z ludźmi, których w innych programach tego typu kamera omijała. Anthony jadał z Barackiem Obamą, ale równie uważnie słuchał ulicznych sprzedawców, uchodźców i gospodyń domowych. 

Bourdain miał wizerunek cynika, ale na ekranie stale się czymś zachwycał. W opisie profilu na Twitterze umieścił tylko jedno słowo: “entuzjasta”. Najbliżej było mu chyba do ckliwego nihilisty, z zamiłowaniem do imprezowania i skłonnością do melancholii. 

Sukces otworzył mu świat, a zarazem zakończył pierwsze małżeństwo. Nancy przeżyła z nim okres, w którym nie było czego mu zazdrościć. Kiedy zaczął regularnie podróżować, widział coraz więcej możliwości, a ona – jak później opowiadał – traktowała jego nową karierę jak nowotwór. Rozwiedli się w 2005 roku. 

Żona numer dwa i 250 dni w podróży

Dwa lata później poślubi Ottavię Busię, Włoszkę pracującą w branży restauracyjnej, z którą zeswatali go znajomi. W 2007 urodziła się ich córka Ariane, zaś Ottavia wciągnęła męża w brazylijskie jiu-jitsu. Bourdain rzucił papierosy i zaczął ćwiczyć. Zasadniczy problem pozostał jednak ten sam – podróże, które miały pochłaniać nawet 250 dni w roku. Ottavia wspominała później, że Tony bywał w domu tak rzadko, że raz przestraszyła się w nocy, że “jakiś obcy facet” leży obok niej w łóżku. Mimo rozstania formalnie nigdy się nie rozwiedli.

W 2016 roku, podczas realizacji rzymskiego odcinka “Parts Unknown”, Bourdain poznaje Asię Argento. Włoska aktorka i reżyserka była od niego młodsza o 19 lat, a do tego bezkompromisowa i niespecjalnie zainteresowana rolą kolejnej pani Bourdain. Myliłby się ten, kto uznałby, że Argento była postacią mało znaną. We Włoszech była postacią powszechnie znaną, laureatką kilku najważnieszych nagród przemysłu filmowego, która dorastała na domiar w świetle reflektorów (jej ojcem był Dario Argento – klasyk horroru). 

Bourdain zakochał się ponoć jak nastolatek. Zaangażował się w jej walkę przeciwko Harveyowi Weinsteinowi (Argento oskarżyła go o gwałt) i stał się jednym z najbardziej zdecydowanych męskich głosów wspierających ruch #MeToo. Pisał, że staje po stronie kobiet bez wahania, a własny udział w utrwalaniu kultury maczyzmu oceniał ze wstydem. Do zmiany doprowadziło go uczucie, co nie czyni jej mniej prawdziwą.

Relacja z Argento szybko zaczęła pochłaniać go całego. Podporządkowywał spotkaniom z nią wszystkie plany, zaangażował ją nawet do programu, po czym zwolnił kumpla, po jego konflikcie z Asią. Im bardziej ciągnął, tym bardziej był niepewny miejsca, które zajmuje w jej życiu. Argento mówiła wprost, że dla niej pierwsze są jej dzieci, druga praca, a on trzeci. 

L'amour fou

Najbardziej intymne wiadomości Bourdaina poznaliśmy za sprawą nieautoryzowanej biografii Charlesa Leerhsena “Down and Out in Paradise”. Jej wiarygodność była kwestionowana przez rodzinę, a decyzję o publikacji prywatnej korespondencji trudno uznać za neutralną. Wyłania się z niej jednak człowiek coraz mniej podobny do gospodarza najlepszego programu podróżniczego na świecie. Niedługo przed samobójczą śmiercią pisał Ottavii, że nienawidzi sławy, fanów i własnej pracy. Czuł się samotny i żył w ciągłej niepewności.

W czerwcu 2018 roku był we Francji, gdzie razem z przyjacielem, szefem kuchni Érikiem Ripertem, realizował kolejny odcinek “Parts Unknown”. W prasie ukazały się akurat zdjęcia Argento z francuskim dziennikarzem Hugonem Clémentem. Młodym, przystojnym, a w dodatku pod ważnym niegdyś dla Bourdaina i Argento hotelem. 

“Nie jesteś moją własnością. Jesteś wolna” – pisał do niej Bourdain, by chwilę później dodać: “Lekkomyślnie obeszłaś się z moim sercem”. Gdy zapytał: “Czy mogę coś zrobić?”, Argento odpisała: “Przestań zawracać mi głowę”. Kilka godzin później odebrał sobie życie w hotelowym pokoju. Miał 61 lat.

Nie da się dopisać do tej śmierci łatwego zakończenia o dawnym nałogu, który wrócił po swoje. Równie łatwo byłoby obarczyć odpowiedzialnością Argento, na której punkcie – mimo że umawiali się na otwarty związek – miał coraz większą obsesję. 

W historii Bourdaina łatwo zobaczyć człowieka przerzucającego cały ciężar życia z jednej rzeczy na następną: najpierw Nancy, potem kuchnię, narkotyki, pisanie, podróże, ojcostwo, treningi i ostatnią wielką miłość. Każda nowa porządkowała świat, ale tylko na moment. Sława dała mu możliwość robienia dokładnie tego, co chciał, a przy okazji odebrała stałe miejsce, które mógłby nazwać domem, restauracyjny rytm pracy i anonimowość. Człowiek, którego miliony osób pokochały za ciekawość świata, pod koniec nie miał już najmniejszej ochoty do tego świata wychodzić. 

Może dlatego film o nim kończy się, zanim zaczyna się to, z czego dziś go znamy. W Provincetown nic nie jest jeszcze nieodwracalne. Jest Nancy, stos brudnych talerzy i następne zamówienie. Dwudziestoletni Tony po raz pierwszy trafił do miejsca, w którym był na swoim miejscu. 


Czytaj także: