Zacznijmy od tego, czym ten serial (premiera 16 września) nie jest. Nie jest "Lalką" z liceum, męczoną przed maturą. Nie jest też "Lalką" Hasa, tą uroczyście filmową, w której każde spojrzenie Wokulskiego było pełne symboliki. Klasyczną wersję już nakręcono, i to nie raz - najnowsza trafi do kin 30 września, więc kto tęskni za tradycją, będzie miał wybór. Netflix poszedł w zupełnie inną stronę. Ogląda się to jak romans, kostiumową komedię, jak detektywistyczny kryminał, czasem jak sensację o ludziach desperacko próbujących utrzymać swoje miejsce przy stole. Scenarzyści, Paweł Demirski i Jagoda Dutkiewicz, wspólnie z reżyserem Pawłem Maśloną, zostawili z Prusa rdzeń (m.in. zastawienie rodowych sreber, wyścigi, licytację kamienicy), a całą resztą bawią się bezczelnie i bez litości, narażając się zapewne na oskrażenia o szarganie narodowej świętości, budując na fundamentach książki coś nowego, z pełną premedytacją i rozpisując role niektórych bohaterów na nowo. - Stworzyliśmy w nim [serialu] przestrzenie, które tworzą momentami rewers znanych czytelnikowi wydarzeń - mówił P. Demirski w wywiadzie dla e-teatru.

WIDEO

player placeholder
Sandra Drzymalska i Tomasz Schuchardt
Netlflix

Bela wreszcie ma głos!

Nigdy nie lubiłam Izabeli. A ten serial mi ją odczarował - taką Belę lubię i chcę oglądać. Dzieje się tak za sprawą największego przewrotu, jakiego dokonuje ta produkcja, a jest nim zmiana perspektywy z męskiej na kobiecą. Nie widzimy już historii oczami zapatrzonego w Izabelę Wokulskiego. Monika Frajczyk, która gra lekarkę Zofię, ujęła to w rozmowie z "Twoim Stylem" bardzo dobitnie: - Patrzenie na tę historię tylko z pozycji Wokulskiego, ignorowanie perspektywy Izabeli, to było dotąd gwałcenie tej postaci.

Zobacz także:

Izabela Sandry Drzymalskiej jest butna i rozpieszczona, bezczelna, krucha i silna, pełna niemocny, ale sprawcza, wrażliwa i uważna - czuje, że życie, które prowadzi, nie jest jej własne, i chce robić coś dla siebie, choć jest to bardzo trudne. To, co uderza najbardziej, to fakt, że w tym serialu - w przeciwieństwie do czasów, które portretuje - kobiety rządzą, pociągają za sznurki, nadają ton i mają bardzo dużo do powiedzenia, również niecenzurowalnymi słowami. Bo tak, Wokulskiemu zdarza się przekląć, ale to Bela w ogóle nie gryzie się w język - kiedy ktoś wyprowadza ją z równowgi, potrafi wypalić: - Ty chujcu borsuczy!  To bardzo skraca dystans między bohaterami i widzem.

Bela i Wokulski
Netflix

Florentyna (w tej roli Monika Wyszyńska), zarządczyni domu Łęckich i jednocześnie dyskretka (strażniczką moralności Izabeli) jest kobietą, która dostraja się do otoczenia i jest pogodzona z rzeczywistością, bo inna rzeczywistość w jej czasach nie istniała. Kobiety wtedy były, jak to ładnie ujęto, "dożywotnio nieletnie" - prawnie i społecznie ubezwłasnowolnione. Ale w trakcie akcji Florentyna przechodzi dzięki scenarzystom Netfliksa przemianę - zaczyna marzyć, zaczyna widzieć możliwość zmiany.

Podobnie działa postać Zofii, lekarki, granej przez Monikę Frajczyk, wzorowanej na prawdziwej Annie Tomaszewicz-Dobrskiej - pierwszej Polce z dyplomem lekarskim, która w swoim kraju nie mogła legalnie praktykować medycyny. - Gdyby Prus widział sytuację kobiet w Polsce, trafiłby go szlag, że współczesne Izabele wciąż muszą walczyć o siebie, o swoje prawa - mówiła M. Frajczyk w "Twoim Stylu". Niestety pytania, które Prus stawiał sto lat temu, są niezaskakująco (!) aktualne. Nawet Marianna, pokojówka, która wcześniej pracowała w domu publicznym (w tej roli wspaniała, wspaniała! Maria Kania), dostaje przestrzeń, żeby być czymś więcej niż tłem.

Twórcy serialu wprowadzili do niego, niestniejący w oryginale, motyw kobiecego pisma "Bluszcz" i jego redaktorkę Elizę Orzeszkową (dostojna, surowa Agnieszka Grochowska), pod której wpływem pozostaje Izabela. To ustami Orzeszkowej wypowiadane są mocne słowa dotyczące praw kobiet. Eliza Orzeszkowa w wykonaniu Agnieszki Grochowskiej działa w tym serialu jak sumienie, do którego inne bohaterki wracają, gdy zdarzy im się zgubić kierunek. Smutne jest to, jak niewiele się zmieniło, skoro to, co mówiła Orzeszkowa o świecie, w którym kobiety nie muszą się bać i mają prawo do równego traktowania, wciąż brzmi jak rzeczywistość, a nie historia. Jej bohaterka wygłasza w serialu monolog o niezależności i prawie do decydowania o własnym ciele, który zapamiętam na długo.

Jest w tym serialu jeszcze jedna kobieta, która robi z Izabelą coś, czego nie robi nikt inny - pokazuje jej, że da się żyć inaczej. Kazimiera Wąsowska (Magdalena Cielecka) to charyzmatyczna ikona wolności, nieosiągalny wzór dla Łęckiej, kobieta żyjąca poza konwenansami i cudzymi oczekiwaniami. To również Wąsowska sprawia, że Bela zaczyna  inaczej myśleć o sobie, o życiu, o mężczyznach, zaczyna się zastanawiać, czy w ogóle jest możliwe, by sama kierowała swoim losem.

Bela i Wąsowska
Netflix

Mężczyźni na drugim planie

Jeśli mam się do czegoś przyczepić, to do samego Wokulskiego (Tomasz Schuchardt) - chciałabym od niego trochę więcej obsesji,szaleństwa, trochę więcej życia (pokazuje to dopiero w końcówce serialu), trochę więcej jego samego. Ale to naturalna konsekwencja przeniesienia ciężaru historii na Izabelę, bo nie da się oświetlić jednej postaci bardziej, nie przygaszając równocześnie innej. Przez większość czasu miałam poczucie, że zamiast Wokulskiego na pierwszy plan wysuwają się a to bezczelny baron Krzeszowski (świetny Piotr Adamczyk), a to całkowicie inaczej niż u Prusa sportretowany Łęcki (Jacek Braciak), który nie jest już dobrotliwym staruszkiem, ale zapijaczonym awanturnikiem bez klasy. Nowe życie twórcy serialu dają też Rzeckiemu (Dariusz Chojnacki), który z pozbawionego wigoru, zdziadziałego idealisty, staje się pełnym pasji, trzeźwo myślącym o życiu i biznesie mężczyzną.

Kadr z 'Lalki
Netflix

Kostiumy z duszą i Warszawa, która żyje

Za stroje odpowiada kostiumolożka Dorota Roqueplo, która do szycia kostiumów użyła tkanin mających ponad sto lat, kupowanych specjalnie na targach we Francji, czasem odbarwionych, ze śladami czasu wypisanymi w samej fakturze materiału. To się czuje na ekranie. Serial ma piękne kolory, imponującą scenografię, współczesną muzykę i zdjęcia, na których XIX-wieczna Warszawa nie jest kolorową, sentymentalną pocztówką do oglądania z odległości. Tutaj jest życie, nerw, bogactwo, ale też brud, krew, seks i mnóstwo emocji, manipulacje, które sprawiają, że serial tak dobrze się ogląda.

Ktoś zapyta, po co ruszać "Lalkę", która stała już spokojnie na półce od 136 lat. Odpowiedź jest prosta: bo klasyka, którą się tylko konserwuje, z czasem umiera pod kurzem nudy, a ta wersja daje jej nowe życie właśnie dzięki temu, że nie boi się dotknąć pomnika. Netflix nie próbuje przekonać nikogo, że to jest "ta sama" Lalka, którą znamy z książki Prusa. Można się z nią kłócić, można tęsknić za starą Izabelą. Ale trudno przejść obok tego serialu obojętnie, a to jest dziś rzadsza i cenniejsza rzecz niż wierność źródłu.

Premiera serialu "Lalka" na platformie Netflix 16 września.


Czytaj również:

Dawniej romantyk, dziś „red flag”. Romantyzowaliśmy zachowanie Wokulskiego, dziś wiemy, że to obsesja

„Baba od polskiego” obala mity o „Lalce” i tłumaczy, jak ją czytać (i oglądać) dziś [WYWIAD]