Liczy się proces, a nie osiąganie celów
Katarzyna Racławska: Od czego rozpoczęła się Pani pasja związana z jeździectwem?
Aleksandra Popławska-Ślązak: Można powiedzieć, że jest to pasja rodzinna, bo już mój dziadek był wielkim miłośnikiem koni i zaraził tą pasją moją mamę, z kolei ona zaraziła mnie. I jak miałam około 10 lat, zaczęłam jeździć konno, no i tak to w zasadzie bez jakichś większych przerw trwa do dzisiaj. Także to taka pasja rodzinna przekazywana z pokolenia na pokolenie.
WIDEO…
KR: A czy gdzieś tam z tyłu głowy miała Pani cały czas świadomość, że w pewnym momencie trzeba będzie połączyć tę pasję z prowadzeniem firmy? Czy to było marzenie od małego?
AP: Ja jako dziecko nie miałam ambicji sportowych. Jakoś rywalizacja na zawodach w ogóle mnie nie pociągała i nie szło mi też zbyt dobrze w tych wszystkich juniorskich kategoriach. Jak byłam młodzikiem, bardziej trenerzy mnie „wypychali” właśnie z mamą, ale nigdy nie miałam jakiegoś takiego zacięcia sportowego i podobnie było z pracą tutaj, w firmie - nie planowałam w ogóle pracy w firmie, raczej gdzieś tam planowałam swoją własną ścieżkę, niezależną od mamy. Ale w pewnym momencie to się po prostu samo wydarzyło. Więc nie był to jakiś większy plan, tylko po prostu życie tak mnie pokierowało i gdzieś tam się okazało, że mam te cechy, które są pożądane i w sporcie zawodowym i w zarządzaniu biznesem.
KR: Zatem jakie cechy sprawiają, że sprawdza się Pani i w sporcie zawodowym, jakim jest jeździectwo, i w biznesie?
AP: Przede wszystkim to jest konsekwencja, wytrwałość i takie trwanie w procesie cały czas. To jest najważniejsze - proces, czy to w treningu, czy to w prowadzeniu jakichś projektów, a nie osiąganie poszczególnych celów. Wiadomo, te cele są ważne, ale jeżeli są naszą główną motywacją i nie uda się jakiegoś celu osiągnąć albo odwlecze się on w czasie, to wtedy ta motywacja bardzo mocno spada. Natomiast jeżeli motywacją jest samo przebywanie w tym procesie, samodoskonalenie się i w ogóle robienie tego wszystkiego codziennie, to tak naprawdę ta motywacja jest nieustająca i nie brakuje nam w pewnym momencie tego paliwa do działania.
Jest to ważne szczególnie w sporcie. Bo zdarzają się kontuzje - czy moje, czy konia, jakieś wypadki losowe. Zawsze ktoś może być lepszy, więc no tutaj wystartowanie na dużej imprezie nie jest takie oczywiste i nie zależy w 100 procentach ode mnie. Zresztą w biznesie jest tak samo, bo te wszystkie sytuacje środowiskowe, gospodarcze, polityczne sprawiają, że nie zawsze możemy realizować te plany, tak jak sobie wymyśliliśmy. Czasami trzeba je zmienić, czasami po prostu odroczyć w czasie. I wtedy ta wytrwałość w procesie, pozwala finalnie osiągnąć sukces.
KR: Ok, czyli sport pomaga w sukcesach, ale czy może też pomóc w poradzeniu sobie z porażkami?
AP: Tak, zdecydowanie. Może tego nie widać w dzisiejszych czasach i w dobie Instagrama, ale sport to składa się z przeważającej ilości porażek. Sukces jest, powiedzmy, jeden na pięć porażek. I my, sportowcy, niekoniecznie uważamy to za porażki, tylko raczej za nieodłączny element tego sportu.
Na pewno w biznesie to bardzo pomaga, bo ma się taką szerszą perspektywę. Jeżeli się coś dzisiaj nie udało, to nie znaczy, że to jest porażka, to jest po prostu element jakiegoś większego planu i większego celu, który trzeba przejść, przełknąć, przeprocesować, wyciągnąć wnioski i pójść dalej.
Jak połączyć karierę z pasją?
KR: Ja mam poczucie, że trenowanie wyczynowego sportu, szczególnie takiego, jakim jest jeździectwo, wymaga sporego zaangażowania czasowego i emocjonalnego. Jak udaje się to Pani łączyć z biznesem?
AP: Duży wpływ na to mają zespoły - czy zespół w firmie, czy zespół w stajni umożliwiają mi to po prostu, bo sama nie byłabym w stanie raczej tego spiąć. Jeżeli w firmie jest mnie trochę mniej, bo akurat jestem na zawodach, to wiem, że mogę liczyć na resztę zespołu. To samo jest w stajni.
Ja jestem codziennie w firmie i w tym czasie ten zespół tam zajmuje się końmi, żeby one były w najlepszej formie. Konie to też są sportowcy i muszą być zaopiekowane. Oni tam je doglądają i robią te wszystkie zabiegi około treningowe, fizjoterapię, laser i wiele innych. Dzięki temu ja mogę się wtedy skoncentrować tutaj na prowadzeniu firmy. Więc da się to połączyć, ale na pewno wymaga to dużego nakładu – też finansowego, bo wiadomo, że im większy zespół, tym drożej. Ale bardzo ważne, aby zbudować zespół, który będzie zaangażowany. To są ludzie zaangażowani w ten proces, bardzo im zależy i oni też mają poczucie, że są częścią tego sukcesu.
Tak samo osoby tutaj w firmie muszą być zaangażowane i mieć poczucie, że bez nich to się nie uda. Więc da się to połączyć, ale nie pewno nie da się samemu. Trzeba mieć wsparcie, no i maksymalnie wykorzystywać dzień. U mnie tak naprawdę, już poza sportem i pracą nie ma czasu na dodatkowe aktywności. Ale według mnie warto to poświęcić.
KR: To jak wygląda taki najtrudniejszy dzień, kiedy musi Pani łączyć treningi z pracą?
AP: Jeżeli chodzi od najtrudniejsze dni, to na pewno jest to czas przed zawodami, kiedy wiem, że nie będzie mnie parę dni i z jednej strony muszę przygotować się do zawodów, a z drugiej strony muszę też tutaj w firmie dopiąć wszystkie tematy. Wtedy plan mam wypchany co do godziny i jest więcej stresu.
Zazwyczaj wstaję ok. piątej. Zaczynam dzień od jakiegoś treningu – czy to na siłowni, czy to jakiś taki wytrzymałościowy trening jak rower czy bieganie. Później jadę do firmy, po południu mam treningi w stajni i wieczorem wracam do domu. Spać staram się chodzić około 21. W międzyczasie jestem cały czas pod telefonem i cały czas załatwiam różne tematy - także jest dość intensywnie.
Jeżeli wiem, że mam bardzo dużo do zrobienia, to po prostu to dzielę na małe zadania i krok po kroku je realizuje. Jak sobie tak krok po kroku wszystko realizuję, to nagle się okazuje, że już połowa za mną i w sumie to jakoś w miarę się szybko to udało ogarnąć.
KR: Czy są jakieś cechy charakteru lub kompetencje, które pomagają w utrzymaniu tej rutyny?
Jeżeli chodzi o cechy charakteru, to na pewno taka konsekwencja, no i trzeba lubić taką rutynę. Największą przeszkodą do pokonania jest właśnie ta rutyna dnia codziennego i po prostu z tym trzeba się pogodzić. To trzeba zaakceptować i to trzeba w pewnym sensie polubić – tę powtarzalność, robienie tego samego codziennie w kółko, niezmienianie.
Zawody sprawiają, że są adrenalina i emocje, łzy radości albo smutku. I to jest taki bardzo mocny bodziec, ale na co dzień tych bodźców nie ma. Na początku jeszcze jest taki wyrzut endorfin, natomiast jak się przechodzi przez te kolejne etapy i dochodzi się już do takiego poziomu zawodowego, no to to jest bardzo nudne i przewidywalne. Jeżeli ktoś lubi zmiany i lubi, jak dużo się dzieje, to raczej ten sport zawodowy nie będzie dla niego atrakcyjny. Nawet bym nie powiedziała, że trzeba mieć talent, tylko bardziej być sumiennym i wytrwałym po prostu.
KR: Jeździectwo to sport, który kojarzy się raczej z ciepłymi dniami… Ale rozumiem, że przygotowania trwają cały rok?
AP: Tak, tak… Po sezonie zazwyczaj jest taki luźniejszy okres, bardziej spacerowy, terenowy - jeździmy z końmi do lasu i tam mnie jest tych treningów, a więcej takiego spędzania wspólnego czasu. Natomiast w zimie trenujemy po prostu na hali i wtedy przygotowujemy się do sezonu. Zazwyczaj to wygląda tak, że zima to jest czas, kiedy przygotowujemy się, poprawiamy to, co ewentualnie jest do poprawienia na kolejny sezon. Natomiast w sezonie startowym już po prostu trzymamy tę formę i raczej nic nie kombinujemy, tylko staramy się, żeby te konie jak najlepiej się czuły i jak najlepiej prezentowały się na zawodach. Także zima jest pracowita, ale przez to, że nie ma tych wyjazdów, no to łatwiej sobie te tygodnie po prostu rozplanować, jeśli chodzi o pracę w firmie i treningi.
„Robię to co uważam za prawdziwe i w to wierzę"
KR: Czy pamięta Pani moment, kiedy uświadomiła sobie, że to już nie jest zwykłe hobby, tylko coś, z czym chce Pani wiązać swoją przyszłość profesjonalnie?
AP: Ja w zasadzie całe życie jeżdżę konno, a to było wyjątkowo późno. Mam 33 lata, jeżdżę od tego 10. roku życia, więc bardzo długo, a tak zawodowo bardziej, profesjonalnie zajmuję się tym od jakichś 4 lat. Więc raczej wcześniej to było tak dla siebie, przez moment na studiach też pracowałam jako trener koni i jeźdźców. Ale to było tak dorywczo. Natomiast dopiero od 4 lat faktycznie idę w to i poświęcam dużą część mojego życia, żeby ten cel realizować.
KR: Słyszałam, że namawiano Panią do tego, żeby to jeździectwo rzucić, czy to prawda?
AP: W okresie studiów i liceum miałam jednego konia, a jak wiadomo, łączenie studiów i pracy nie było zbyt proste, jeśli chodzi o finansowanie pasji, bo utrzymanie konia jest dosyć drogą zabawą. Odmawiałam sobie wtedy w zasadzie wszystkiego, żeby tego mojego konia utrzymać i tu w tym kontekście padały takie komentarze: „po co ci to”. To nie był jakiś super wybitny sportowy koń, nawet trochę się z nim męczyłam, ale był mój i zadeklarowałam się, że będę o niego dbać, więc nie mogłam odpuścić – jak się mówi A, to trzeba powiedzieć też B. Podejmowałam różne dorywcze prace, żeby o tego konia zadbać najlepiej, jak się da. To mnie bardzo ukształtowało jako jeźdźca i w ogóle jako osobę.
Zawsze biorę odpowiedzialność za moje konie - nie tylko w takim kontekście sportowym, ale w ogóle. Dla mnie najważniejsze jest ich zdrowie i samopoczucie, sport jest na drugim miejscu. Zdarzało mi się, że zrezygnowałam z zawodów, bo uważałam, że mój koń nie jest gotowy albo nie czuje się dobrze i potrzebuje odpoczynku. Te zwierzęta to później oddają, potrafią dać z siebie wszystko. Czułam to np. gdy byłam na mistrzostwach z tym moim najstarszym koniem. On po prostu wszedł na tę arenę i był gotów zrobić dla mnie wszystko. To jest niesamowite uczucie – nawet jeżeli nie idą za tym wybitne wyniki sportowe.
KR: Czy takie podejście przekłada Pani też na markę i ludzi oraz produkty, które wychodzą spod Pani skrzydeł?
AP: Tak, ja mam takie podejście też do biznesu, że robię to co uważam za prawdziwe i w to wierzę. Niekoniecznie biorę się za to, co jest najbardziej opłacalne, ale za to, co jest takie najbardziej moje i w czym mogę wyrazić swoje wartości. Właśnie dlatego, jeśli chodzi o Clarenę, stawiamy na tę laboratoryjność, składniki aktywne, aby te produkty faktycznie działały. To się na pewno przekłada też na biznes, a myślę, że w dużej mierze ukształtowały to we mnie konie. One bardzo odbierają emocje, one wiedzą, widzą i czują, kiedy ktoś jest zestresowany, kiedy ktoś jest niepewny, więc obcowanie z nimi sprawia, że sama staję się bardziej transparentna.
Ta transparentność przejawia się u nas w biznesie, ale też czasami sprawia, że podejmujemy jakieś niekoniecznie biznesowo opłacalne decyzje. Ale myślę, że tak długo, jak jesteśmy zadowolone z mamą z efektów i czujemy, że jesteśmy w tej marce dalej widoczne, to i tak warto to robić i później przekłada się to na zadowolenie klientów.
KR: Czy przytrafiły się Pani momenty zawahania i chęć zrezygnowania ze sportu?
AP: Tak, ja zawsze przed najważniejszymi zawodami rzucam jeździectwo. To jest już standard. Za każdym razem twierdzę, że nie jadę, po co ja to robić i w ogóle bez sensu. Średnio 3 razy w roku przez to przechodzę. (śmiech) Ale to jest element tego procesu.
KR: To co w takim razie sprawia, że mimo wszystko dalej chce Pani uczestniczyć w tym procesie?
AP: Wracam do domu, spędzam trochę czasu z mężem, wstaję rano i znowu idę na trening. I już jest ok. Daję sobie czas, żeby te emocje po prostu się rozeszły same. To jest nawet trochę śmieszne, ale w firmie też, jak mam ciężki dzień, to daję sobie zawsze czas do następnego poranka na podejmowanie jakichś decyzji. Bo następnego dnia te same sprawy potrafią wyglądać zupełnie inaczej.
KR: Jak Scarlett O’Hara… (śmiech)
AP: Dokładnie! (śmiech) Nie odwlekałabym tego może o jakieś dni czy tygodnie, bo to też już jest przesada w drugą stronę. Ale myślę, że ten jeden czasami nawet dwa dni na przemyślenie i ochłonięcie, pozwala nabrać dystansu.
„Słabsze dni to proces"
KR: Co powiedziałaby Pani kobiecie, która rezygnuje z pasji, bo uważa, że nie da się tego połączyć z ambicjami?
AP: Pierwsza rzecz jest taka, że jeżeli ktoś decyduje się, że chce koncentrować się w 100 procentach na karierze, to dla mnie to jest ok. Ile jest ludzi, tyle jest dróg i każdy ma prawo do własnych wyborów. Ja nie uważam, żeby moja ścieżka była jakaś super-idealna, najlepsza i teraz wszyscy muszą sobie znaleźć pasję i wyżynać na maxa tę dobę.
Natomiast jeżeli ktoś chce połączyć karierę zawodową i sport, to uważam, że się da i tutaj jestem w 100 procentach, że każdy może to zrobić, bo znam też wiele kobiet na etacie, które łączą pracę z zawodowym sportem. Tylko do wymaga dużo samozaparcia.
Moja rada to na pewno nie odpuszczać - przy pierwszym zmęczeniu, przy pierwszym niepowodzeniu, przy jakimś pierwszym potknięciu. Zmęczenie przemija, organizm się adaptuje, dzięki temu z czasem jesteśmy w stanie więcej przyjąć, więcej znieść. Psychika ludzka się adaptuje, a adaptuje się tylko wtedy, kiedy daje jej się właśnie ten bodziec, czyli zadania.
To też jest bardzo dobra forma rozwoju siebie. Można się uczyć języków, można chodzić na jakieś szkolenia, ale można też właśnie rozwijać się w tym sporcie i to też bardzo rozwija charakter i bardzo rozwija nas jako ludzi.
Ja najlepiej siebie poznałam jako człowieka, dochodząc właśnie do granic w sporcie. Nagle się okazało, że mogę więcej, że nie doceniałam siebie, że jestem dużo silniejsza, niż mi się wydawało. To przesuwanie granic sprawiło też, że później w biznesie, w firmie, w zarządzaniu, w trudnych rozmowach mogłam więcej. Dzięki temu znam siebie dużo lepiej.
Dlatego ja bardzo polecam łączenie kariery zawodowej i sportu. Uważam, że to bardzo fajnie się uzupełnia i świetnie nas rozwija.
KR: Czy pomiędzy prowadzeniem firmy i uprawianiem sportu jest jeszcze Aleksandra Popławska prywatnie? Czy udaje się Pani znaleźć czas na odpoczynek?
AP: Ja preferuję aktywny wypoczynek i dzięki temu mogę tak spędzać czas też z moim mężem, bo on też ma takie bardzo mocno sportowe zacięcie. Jako treningi uzupełniające do mojej dyscypliny wiodącej wybrałam te dyscypliny, które mogę uprawiać razem z nim. On jest na dużo wyższym poziomie np. jeśli chodzi o kolarstwo, ale zawsze trochę mniej przyciśnie, ja trochę bardziej i nawet na urlopie możemy ten czas spędzić razem.
Nie jestem raczej osobą, która potrzebuje pasywnego relaksu. Ale mimo tego, że ta doba jest tak bardzo wypełniona, to gdzieś tam zawsze jest jakiś jeden dzień w tygodniu trochę luźniejszy i wtedy można pójść, czy to do kina, czy po prostu na spacer.
KR: Czy mogłaby Pani dać kobietom taką receptę, jak być ambitną i pracowitą, a jednocześnie nie zgubić w tym wszystkim siebie?
AP: Najważniejsze jest określenie jakichś takich założeń - na przykład moim założeniem jest, że ja chcę prowadzić firmę, ale chcę też realizować swoją pasję i wtedy, mając takie główne założenie, jesteśmy w stanie dopasować dzień do tego celu. Żeby mieć czas na firmę, ale też np. na te konie.
I też trzeba sobie dać trochę takiego buforu, że czasami tych koni będzie więcej, a czasami mniej i trzeba to przełknąć, nie panikować, jeżeli nie uda się tego planu idealnie zrealizować.
Warto tu kierować się taką sympatią do siebie. Trzeba ustalać te priorytety, ale też umieć odpuszczać, bo wszyscy jesteśmy ludźmi. Moja rada jest taka, że czasami lepiej odpuścić i czegoś nie zrobić lub zrobić to następnego dnia, niż robić dziś za wszelką cenę – do granic możliwości. Bo właśnie to sprawia, że później bardzo często nie jesteśmy już w stanie przyjąć więcej i finalnie to rzucamy – rezygnujemy z pasji lub nawet z pracy.
Słabsze, gorsze dni to jest proces. Trzeba myśleć o tym długoterminowo. Ten tydzień się zamknąć idealnie. To rok ma się zamknąć idealnie. Jak sobie w ten sposób na to popatrzymy i tak rozłożymy to w czasie, to nagle się okazuje, że gdzieś tam te wszystkie puzzle się da tak poukładać, żeby finalnie w długim terminie zrealizować obydwa te założenia, czyli i rozwijać się zawodowo, i rozwijać sobie tę pasję.
Aleksandra Popławska-Ślązak - jako Wiceprezes Zarządu Popławska Group oraz współwłaścicielka Clarena od lat współtworzy sukces jednej z największych polskich firm kosmetycznych. Łączy strategiczne zarządzanie z nieustannym poszukiwaniem innowacji, które wyznaczają standardy w profesjonalnej pielęgnacji. W codziennej praktyce skupia się na: rozwoju portfela marek i ekspansji na rynki międzynarodowe, zarządzaniu złożonymi procesami wewnątrz Grupy Popławska, tworzeniu trwałych partnerstw biznesowych opartych na zaufaniu i jakości.
Czytaj także:
- „Nie mów kobiecie: 'Możesz wszystko’, ona usłyszy: 'Musisz'”. Czy da się być silną i niezmęczoną?
- "Trudno byłoby robić spółkę z kimś, kogo się nie lubi". Monika i Ewa z Glov o przyjaźni w biznesie
- Samotna Polka na końcu świata i jadowite pająki w butach. A gdyby rzucić wszystko i wyjechać do Australii jak Patrycja?



























