Tu liczy się każdy centymetr twarzy
Festiwal w Wenecji to od dekad jedno z tych miejsc, gdzie kobieca twarz jest oglądana dosłownie pod lupą — w rozdzielczości 8K, w zwolnionym tempie, klatka po klatce, przez miliony ludzi jednocześnie. Wszystko skrojone pod perfekcję: retusz, filtr, dobre światło, godziny pracy zespołu wizażystów przed jednym wyjściem na dywan. Na tym tle Pamela Anderson pojawiła się w pomarańczowej, satynowej sukni na gali amfAR prezentując twarz, na którą nikt nie pracował. Bez podkładu, konturowania, z widocznymi piegami i zmarszczkami.
WIDEO…
Anderson konsekwentnie rezygnuje z makijażu na czerwonych dywanach od 2023 roku, kiedy, jak sama opowiadała, zabrakło jej czasu przed pokazem podczas Tygodnia Mody w Paryżu i wyszła "taka, jaka jest". Od tamtej pory robi to świadomie, gali po gali. Więc skoro robi to nieprzerwanie od trzech lat, to w którym momencie przestaniemy nazywać to "przełomem", a zaczyniemy nazywać po prostu... jej twarzą?
Gdzie się podziała męska wersja tej historii
Żaden 59-letni aktor nie pojawił się jeszcze na czerwonym dywanie owacyjnie oklaskiwany za to, że "odważył się" nie nałożyć podkładu, a mimo to nikt nie nazywa ich siwych skroni ani zmarszczek wokół oczu aktem buntu. Susan Sontag opisała ten mechanizm już w 1972 roku w słynnym eseju "Podwójny standard starzenia się". Zauważyła w nim, że kultura pozwala mężczyznom starzeć się w spokoju, a nawet nagradza ich za to większą powagą i atrakcyjnością, podczas gdy od kobiet oczekuje nieustannego, wyczerpującego "podtrzymywania lub symulowania wrażenia młodości". Pół wieku później ten sam mechanizm wciąż działa, tylko dziś zamiast w felietonie w papierowej prasie, obserwujemy go w komentarzach pod zdjęciem z Wenecji.
Polska badaczka dr Julita Czernecka z Uniwersytetu Łódzkiego, autorka badań nad tym, jak płeć i wiek kształtują podejście do wyglądu, pokazuje, że kobiety, niezależnie od tego, w jakim są wieku, są oceniane przez pryzmat wyglądu silniej i w większej liczbie sfer życia niż mężczyźni w tym samym wieku. Inaczej mówiąc: mężczyzna po pięćdziesiątce jest "dystyngowany". Kobieta po pięćdziesiątce musi się wciąż jakoś tłumaczyć ze swojej twarzy, czy to poprzez zabiegi, czy poprzez ich spektakularny brak.
Cena tego, że w ogóle musimy o tym rozmawiać
O ile bardzo chcę kibicować Pameli Anderson - i kibicuję - o tyle nie mogę przestać myśleć o tym, że sam fakt, że jej naturalna twarz stała się newsem, medialnym wydarzeniem, tematem tysięcy artykułów (łącznie z tym), jest dowodem na to, jak bardzo wygląd kobiet po czterdziestce i pięćdziesiątce wciąż jest traktowany jako coś, co wymaga komentarza. Badania psycholożek Grogan i Tiggemann, przywoływane w polskich pracach naukowych o ciele i starzeniu się, pokazują, że nawet 55–75 procent kobiet w średnim wieku deklaruje niezadowolenie z własnego ciała, a ponad 70 procent chciałoby być szczuplejsza, mimo że statystycznie rzadziej mają nadwagę niż rówieśnicy. Niestety jets to wwynik dekad słuchania, że ich wygląd jest towarem podlegającym nieustannej ocenie.
Pamela Anderson w Wenecji nie zrobiła nic spektakularnego. Wyszła z domu ze swoją prawdziwą, naturalną twarzą, tak jak większość z nas robi to codziennie, idąc po bułki. Różnica polega na tym, że ona zrobiła to przed kamerami, w sukni od projektanta, i będąc w wieku, w którym wciąż każe się kobietom "coś z tym zrobić".
Więc kiedy przestaniemy się temu dziwić? Nie sądzę, żeby Pamela Anderson chciała być bohaterką eseju o podwójnych standardach kulturowych. Prawdopodobnie chciała po prostu pojść na imprezę bez godziny siedzenia na fotelu wizażystki. Ale skoro to wystarcza, żeby zdominować nagłówki na całym świecie, to chyba najlepiej pokazuje, jak daleko nam jeszcze do momentu, w którym twarz kobiety po pięćdziesiątce przestanie być wydarzeniem, a stanie się po prostu twarzą.
Zobacz też:
Skóra typu “old money”. Wygląd bogatych kobiet jest mniej dostępny niż kiedykolwiek



























