Za każdym razem wieczorem obiecuję sobie, że położę się wcześniej, żeby się wyspać i nie przestawiać rano budzika o kolejne 5 minut. Nie wychodzi. Obiecuję sobie, że naszykuję dzień wcześniej ubranie do pracy, żeby rano nie biegać jak oszalała po całym mieszkaniu, kompletując office outfit. Znów to samo, więc ostatecznie stawiam na jeansy, koszulę w kratę i sneakersy. Przysięgam też sobie, że zjem śniadanie w spokoju, a nie na szybko, pomiędzy ubieraniem się i pakowaniem. Zgadnijcie co… To też się nie udaje.
WIDEO…
Mogłabym powiedzieć, że ten typ tak ma, ale wszystko da się wypracować. Szczególnie że w slow morning wcale nie chodzi o trend, tylko o styl życia. Wystarczą drobne zmiany, aby szybko przekonać się, że da się zwolnić te poranki. I warto to zrobić, bo to znacząco poprawi jakość naszego dnia, o czym przekonuje psycholog Filip Turowski.
„Jestem spóźniony, a dzień dopiero się zaczął”
Wszyscy słyszeliśmy o tym, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. To, co zjemy o poranku, warunkuje, czy długo jesteśmy nasyceni, a także, ile mamy energii w kolejnych godzinach. Pielęgnacja, jaką zastosujemy po przebudzeniu, również ma wpływ na cały nasz dzień – to, czy buzia wygląda na rozświetloną i wypoczętą, jak prezentuje się na niej makijaż… Bo poranek to bardzo ważny moment, który warunkuje dalszą część dnia.
- Poranek to niezwykle ważny moment - to moment przejścia ze snu, czyli względnego wyciszenia i odcięcia od świata, do działania, obowiązków i nieuniknionego kontaktu z kolejnymi bodźcami. Gdy zaraz po przebudzeniu zaczynamy biec, sprawdzać wiadomości i myśleć o wszystkim, co musimy zrobić, wysyłamy naszemu układowi nerwowemu bardzo czytelny komunikat: „już jestem spóźniony!”. A dzień się przecież dopiero zaczął – tłumaczy Filip Turowski.
Uwierz, że także to, jakie czynności i w jakim tempie wykonujesz z samego rana, może warunkować cały twój dzień i to, czy stanie się on produktywny oraz ile sił będziesz mieć na wykonanie czekających na ciebie zadań – choć zapewne nie zauważysz tego od razu i gołym okiem.
- W pierwszych kilkudziesięciu minutach po przebudzeniu naturalnie zwiększa się poziom kortyzolu. To tak zwana odpowiedź kortyzolowa na przebudzenie, która pomaga zmobilizować energię i przygotować nas do wymagań nadchodzącego dnia. Kortyzol nie jest więc wrogiem - problem pojawia się wtedy, gdy tę naturalną mobilizację od razu wzmacniamy: pośpiechem, powiadomieniami czy listą zadań – dodaje psycholog.
Sam powolny poranek nie zniweluje stresu, który później może pojawić się w związku z różnymi obowiązkami, jakimi będziemy musieli stawić czoła. Zdecydowanie jednak pozwoli nie dokładać ich sobie od samego rana.
Slow morning to proces, który wymaga czasu
Warto pamiętać, że slow morning to proces. To budowanie odpowiedniej rutyny, do której ciało i mózg muszą się przyzwyczaić. Bez tego trudno nam będzie zachować systematyczność w celebrowaniu poranków.
- Lubię mówić, że to, czym karmimy uwagę tuż po przebudzeniu, często staje się kierunkiem, w którym podąża ona przez kolejne godziny – tłumaczy Filip Turowski. - Te pierwsze chwile nie przesądzają o całym dniu, ale zwiększają prawdopodobieństwo, że będziemy wracać do podobnego sposobu funkcjonowania: pośpiechu zamiast obecności, chaosu zamiast intencji, reagowania zamiast świadomego wybierania.
I choć wielu z was może się to wydawać nierealne, faktem jest, że:
• wstawanie codziennie o tej samej godzinie ustawi nasz biologiczny budzik i po pewnym czasie będziemy budzić się samodzielnie o tej porze,
• codzienna taka sama rutyna pielęgnacyjna sprawi, że automatycznie będziemy wykonywać wszystkie czynności przed lustrem,
• poranne jedzenie śniadania nie będzie utrudnieniem, jeżeli faktycznie wprowadzimy posiłki o odpowiednich porach – organizm sam będzie się ich domagał poprzez odczuwanie głodu,
• odłożenie telefonu o poranku sprawi, że nie będziemy „karmić się” problemami innych,
• uchylenie okna, świeże powietrze i naturalne światło pomogą nam się dobudzić i dodadzą energii,
• poprzeciąganie lub lekkie ćwiczenia rozruszają ciało,
• a głębokie wdechy pomogą zachować spokój umysłu.
- Poranek jest wyjątkowo dobrym momentem do wykorzystania neuroplastyczności mózgu i i kontekstem do kodowania nawyków: powtarza się codziennie, ma wyraźny początek i może uruchamiać te same zachowania. A właśnie powtarzalność w stabilnym kontekście jest jednym z głównych warunków automatyzacji nawyku – instruuje ekspert. - Jeżeli więc regularnie zaczynam dzień od chwili ciszy, ruchu czy świadomego oddechu, uczę mózg: „zanim zacznę reagować na świat, najpierw wracam do siebie”. To jest właśnie praktyczne wykorzystywanie neuroplastyczności.
Powolny poranek ma wpływ na dalszą część dnia
Tego typu elementów można wymieniać bez liku. Dla wielu z was zapewne będzie to kolejny wymysł social mediów. Ale w rzeczywistości są to naukowo potwierdzone fakty, które przetestowałam na własnej skórze.
Krótkie ćwiczenia o poranku pomagają mi się dobudzić i sprawiają, że moje ciało jest gotowe na 8 godzin pracy przy komputerze. Kiedyś nie jadałam śniadań, bo nie miałam na to czasu i ochoty. Gdy zaczęłam wprowadzać małe posiłki o poranku, faktycznie odczuwam głód po przebudzeniu. Jako redaktorka beauty od lat stosuję kilkustopniową pielęgnację o poranku i wieczorami i weszła mi ona już w krew. Jedyny problem mam z tym budzikiem – jestem sową i po prostu lubię siedzieć do późna, przez co mam problem ze wstawaniem. Ale na pewno i tego da się nauczyć. A dlaczego warto?
Powolne poranki nie cieszą się coraz większą popularnością przez przypadek. To element mindfullness, czyli spokoju umysłu. Sprawia, że cały nasz dzień może być spokojniejszy i bardziej jakościowy. Pracują tu bowiem konkretne aspekty psychologiczne zapewniające długotrwałe efekty, o których przekonuje psycholog Filip Turowski.
- Po pierwsze, zmniejszamy przeciążenie bodźcami. Nasza uwaga ma ograniczoną pojemność. Każde powiadomienie, wiadomość i nagłówek konkuruje o jej kawałek. Im więcej rzeczy wpuszczamy do głowy od rana, tym szybciej możemy poczuć się tak, jakbyśmy byli zajęci od kilku godzin - nawet jeśli jeszcze nie wstaliśmy z łóżka. Po drugie, odzyskujemy poczucie sprawczości. W pośpiechu głównie reagujemy: na budzik, godzinę, wiadomości, potrzeby innych. Spokojniejszy początek dnia pozwala choć przez moment samemu zdecydować, na czym skupimy uwagę. I po trzecie, działa mechanizm nawyku. Powtarzane zachowania zaczynają się łączyć z konkretnym kontekstem - na przykład przebudzeniem, zaparzeniem kawy czy odsłonięciem zasłon. Z czasem mogą wymagać coraz mniej świadomego wysiłku i coraz bardziej nas wspierać. Nasz mózg bardzo lubi rytuały, a poranek nadaje się na nie idealnie.
Ograniczamy też jednocześnie chaos wywoływany przez multitasking – popularne pojęcie, które oddaje ducha naszych czasów. Bo każdego dnia jesteśmy wystawieni na ogrom bodźców, którym musimy stawić czoła. I poranek to może być dobry moment, aby się do tego przygotować, nie dokładając sobie jednocześnie pierwszych bodźców od razu po przebudzeniu. Uwierz, to nie przeszkodzi twoim sukcesom, a nawet im pomoże.
Zapewnij sobie sukces – zacznij od zwolnienia poranków
Gdy myślimy o karierze i sukcesach, w głowie mamy przede wszystkim ciężką pracę, szybkie tempo życia – wszystko to, co kojarzy nam się z korporacyjnym stylem. W rzeczywistości jednak głównym kluczem do sukcesu jest spokojny umysł. To właśnie on zapewnia nam przewagę, ponieważ pozwala zachować spokój także w późniejszych godzinach.
- Spokojny poranek nie zamienia nas automatycznie w mistrzów produktywności, ale jeśli oznacza on mniej rozpraszaczy, więcej świadomego ustalania priorytetów i mniej gwałtownego przełączania uwagi, może sprzyjać skuteczniejszej pracy. Czasami pięć minut zwolnienia rano pomaga później uniknąć godziny chaotycznego nadrabiania - a to już może pomóc nam działać efewktywniej – podsumowuje Filip Turowski.
Oczywiście, im dalej w las, tym może być trudniej zachować spokój umysłu, o który tak mocno dbaliśmy o poranku. Lepiej się na to nie nastawiać, bo tego po prostu nie da się osiągnąć. Warto jednak poznać pewne „sztuczki”, które pomogą nam się uspokoić i wrócić do porannego balansu. Filip Turowski wskazuje 5 takich elementów:
- Warto stworzyć w ciągu dnia kilka małych punktów powrotu. Mogą to być:
• jeden świadomy oddech przed odebraniem telefonu,
• minuta bez ekranu między spotkaniami,
• rozluźnienie szczęki i ramion,
• krótki spacer po obiedzie,
• zatrzymanie się przed odpowiedzią na trudną wiadomość.
Powolny poranek jest więc dobrym początkiem, ale nie musi dźwigać całego dnia – tłumaczy ekspert. - Spokój nie jest stanem, który zdobywamy tylko raz, rano. Jest umiejętnością wielokrotnego wracania do siebie.
Wolne poranki brzmią skomplikowanie i wydają się wymysłem tych od mindfullness. W rzeczywistości jednak warto dać im szansę i spróbować po prostu zwolnić na co dzień. Wtedy poranek będzie spokojniejszy, a to naprawdę może przynieść nam wiele pozytywnych efektów – od spokoju ducha i umysłu, przez mniej stresu i napięć w mięśniach, aż po sukces, który będzie skutkiem wszystkich tych aspektów. Daj sobie szansę, aby to dostrzec.
Czytaj także:
- Rano pozwól mózgowi działać na autopilocie. To dla niego komunikat: "Jesteś bezpieczna
- Instagram vs. rzeczywistość. Postawiłam na 7 poranków w stylu slow. I już wiem, że zawsze jest coś za coś
- Hygge, lagom, ikigai to „dobrostan” z importu. Ktoś obiecał ci iluzję szczęścia, ale jakim kosztem



























