Reklama

Wiele mówi się, jak ważne są randki ze sobą, ale wciąż o tym zapominamy lub... nie chcemy pamiętać. Takie sam na sam z własnymi myślami może bowiem przerażać i przytłaczać nadmiarem emocji. Wtedy randka ze sobą staje się udręką. A bez tego nie jesteśmy w stanie stworzyć udanych relacji z innymi ludźmi. O tym, jak powinno wyglądać jakościowe spotkanie z własnymi emocjami oraz w jaki sposób wpływa to na nasze związki, opowiedziała mi Paulina Koszut, psycholożka kliniczna oraz psychoterapeutka psychodynamiczna, znana na Instagramie jako @polski_psycholog_de.

Boimy się czuć, więc uciekamy przed sobą

Katarzyna Racławska: Randka ze sobą to temat ważny, ale wciąż pomijany w naszym społeczeństwie. Dlaczego nie potrafimy lub może nie chcemy poświęcać czasu samym sobie?

Paulina Koszut: Jest nam dzisiaj trudno się spotkać ze sobą dlatego, że być może boimy się tego, co zobaczymy, czego się dowiemy, co usłyszymy. Bo taka randka ze sobą, czy w ogóle zatrzymanie się, wymaga tego, żeby rzeczywiście spotkać się ze sobą, wsłuchania się w siebie, zobaczenia siebie, wsłuchania się w swoje myśli. My bardzo działamy, mamy bardzo dużo zajęć, ten plan dnia jest bardzo napięty. I mam wrażenie, że niezależnie od tego, z kim rozmawiam, czy jest to prezes firmy, mama, tata, mama pracująca czy nie, jesteśmy permanentnie czymś zajęci, ale nie sobą. Jak byśmy robili bardzo wiele rzeczy, żeby od siebie uciec, żeby się ze sobą nie spotkać i żeby siebie nie zobaczyć.

Ale co to znaczy siebie? Własnych potrzeb, własnych pragnień, trudności, własnych lęków. My mamy w sobie bardzo dużo lęku, a świat zewnętrzny nam tego nie ułatwia – wojny, pandemie, to zrobiło bardzo duże spustoszenie w relacjach, w naszym życiu, w naszych psychikach. Lęk jest bardzo nieprzyjemną emocją.

Czyli to jest strach? Oprócz tego, że boimy się wojny, straty pracy, to jeszcze boimy się własnych myśli?

Mamy bardzo dużo niepewności dzisiaj. Boimy się siebie, swoich myśli, a przede wszystkim swoich emocji. Bo myśli są pewnym wynikiem tego, co czujemy. Ja często słyszę, że ktoś chciałby sobie poradzić z tymi natrętnymi myślami, które przeszkadzają, utrudniają. Ale tak naprawdę to emocje wzbudzają te różne myśli.

Boimy się czuć nieprzyjemne, trudne emocji, które są w nas: wstyd, lęk, złość… Te emocje są wytłumione do tego stopnia, że wolimy ich nie dotykać, bo są tak bolesne, że nam przypominają o trudnych doświadczeniach. Więc na różne możliwe sposoby je w sobie tłumimy – poprzez działanie, dążenie do ciągle nowych celów, wchodzenie w różne substancje, aktywności, które pozwalają te emocje wytłumić i o nich zapomnieć.

Uciec od nich… To co zrobić, żeby od nich nie uciekać? Od czego zacząć i jak zmierzyć się z tymi emocjami, żeby pozwolić sobie na tę randkę ze sobą?

Przede wszystkim się zatrzymać – to jest podstawowa rzecz. I zauważyć siebie. Często spotykam się z tym, że ludzie w ogóle nie czują swojego ciała. W takim sensie, że ono jest, jakoś funkcjonuje, bo wiele rzeczy dzieje się automatycznie, ale nie zauważamy tego, co czujemy. A ciało jest pierwszym sygnałem, który nas informuje o tym, co się z nami dzieje. Więc przede wszystkim takie zatrzymanie i sprawdzenie, co tu się w ogóle dzieje, gdzie ja jestem, co ja czuję, dlaczego robię to, co robię, czy jestem w miejscu, w którym chcę być? Jak się czuję z osobami wokół mnie, w pracy z zadaniami, którym muszę sprostać, dokąd ja zmierzam? To są podstawowe pytania, które warto sobie co jakiś czas zadać.

A jeżeli na tym etapie pojawią się te negatywne emocje? Poczujemy, że wszystko jest złe i bez sensu... Jak nie poddać się tym negatywnym emocjom i spróbować znowu pozwolić sobie na to sam na sam ze sobą?

A ja myślę, że właśnie poddać się. Źródłem naszych problemów jest to, że my bardzo długo je przykrywamy czymś, udajemy, że ich nie ma… Wszyscy myślimy o tym, co zrobić z tą sytuacją, żeby mnie nie bolało. A to jest bardzo ważne, żeby ten ból poczuć. Bo jeżeli my tych emocji trudnych nie czujemy, nie dopuszczamy ich, to nie wiemy, co z nimi zrobić. A być może robimy, ale tak jakbyśmy działali po omacku. Ja o tym mówię też na swoich warsztatach – każda emocja o czymś nam mówi. Smutek przeżywamy, jeżeli coś tracimy – czy to jest strata bliskiego, czy to jest strata pracy, strata relacji. I to jest czas, w którym organizm nam mówi: zatrzymaj się, zobacz, co straciłeś, przeżyj tę żałobę.

To bardzo ważne, żeby żałobę przeżyć. Taka żałoba po stracie bliskiego trwa nawet do około roku i to jest normalny czas, że płaczemy, jest nam smutno, nie wiemy, co robić, mamy pustkę. Jest to bardzo nieprzyjemne uczucie, ale to nas też zachęca do refleksji, do pożegnania się. Strata pracy łączy się z ogromnym lękiem, niepewnością, żalem, wstydem. Tu też trzeba się zatrzymać i zastanowić. Są osoby, które nie dopuszczają tego, bo trzeba już zacząć szukać nowej. To jest zrozumiałe, ale ważne też, żeby się zastanowić, co doprowadziło do utraty pracy. Może to nie była posada dla mnie? Może to jest moment, żeby poszukać czegoś, co będzie mi dawało satysfakcję, w czym będę dobra, w czym się będę realizować?

W kontekście złości, której też nie lubimy czuć – złość kojarzy nam się z katastrofą, przemocą, tym, że czujemy się jak dzieci i nie chcemy konfrontacji. Natomiast złość jest ogromnie ważną informacją dla nas, że ktoś przekracza nasze granice, że czegoś jest za dużo. To bardzo istotne, żeby ją poczuć. Bo kiedy jej nie czujemy, pozwalamy, żeby ktoś te granice przekraczał. I to doprowadza do jeszcze gorszych konsekwencji.

Jak randka ze sobą wpływa na nasze relacje z innymi?

A jak ta randka ze sobą, poświęcanie sobie czasu, wpływa na to, jak wyglądają później nasze relacje z innymi?

Jeżeli ktoś nie ma dobrej relacji ze sobą, to nie ma też dobrej relacji z innymi. Jeżeli jesteśmy osobami, które nie trzymają granic, nie mają kontaktu ze swoją złością, trudno im być asertywnym, trudno im te granice stawiać, to inne osoby te granice przesuwają. A kiedy te granice są już mocno przesunięte, to symbolicznie mówiąc, staje nam się ciasno, jest nam niewygodnie, nie mamy jak oddychać. I to powoduje, że w tych relacjach nie jesteśmy sobą, czujemy się zagrożeni, mamy dużo lęku, czujemy się atakowani.

Jak te relacje mogą być dobre i równe? Wiadomo, że w relacji granica nigdy nie jest postawiona 50/50. Natomiast w momencie, kiedy my nie szanujemy siebie, nie lubimy siebie, nie stawiamy granic, nie wiemy, jakie są nasze wartości, mamy mocny, silny głos wewnętrznego krytyka, to widzimy to też na zewnątrz. Jeżeli ja siebie widzę jako osobę małą, nie na równi z innymi, to jak inni mają widzieć nas inaczej?

Są osoby, które nadbudowują to perfekcjonizmem, mówimy też o osobowościach narcystycznych, gdzie mamy fałszywe ja, które na zewnątrz jest odwrotnością tego, co wewnątrz. Ale wewnątrz tam jest bardzo dużo lęku, wstydu, niepewności, co powoduje, że to inne osoby odstrasza.

Czy ta relacja z drugą osobą jest takim odbiciem lustrzanym tego, co dzieje się w naszym wnętrzu?

Tak, ale to też nie jest odbicie 1:1. Zawsze podchodzimy do tego indywidualnie. Nigdy nie jest tak, że np. zawsze inne osoby będą wykorzystywać osobę z niską samooceną. To może pójść w dwie strony. Mogą ją wykorzystywać, ale też ona może te osoby odstraszać – będzie posługiwała się takimi metodami obronnymi, że te osoby będą się jej bać, będzie sabotować te relacje.

My powinniśmy mieć przyjacielską relację z samym sobą. Chodzi o widzenie siebie takim, jakim się rzeczywiście jest – z wadami i zaletami. Potrafimy siebie docenić za to, co dobre, ale też potrafimy dostrzec to, co jest złe i jest do pracy. Że potrafimy dać sobie czas, zadbać o siebie – nie tylko się eksploatować i dążyć do tego, żeby być lepszym, tylko zatrzymać się i docenić to, co już zrobiliśmy.

Ludzie różnie podchodzą do tego, jak wygląda jakościowe spędzanie czasu z samym sobą. Dla jednego jest to nałożenie maseczki na twarz, dla drugiego obejrzenie ulubionego serialu, a dla kolejnej osoby będzie to medytacja. Czy tu możemy w jakiś sposób stwierdzić, że coś będzie bardziej lub mniej jakościowe dla naszego dbania o siebie?

Warto mieć wachlarz różnych możliwości i stosować to, co w danym momencie jest potrzebne. Na moim własnym przykładzie: ja wypracowałam sobie różne metody i mam zasadę 30 minut dziennie. Te 30 minut to jest coś, co ja poświęcam wyłącznie sobie, coś, co ma mnie odstresować, zregenerować… Bardzo dbam o to, żeby to było zróżnicowane. Mocno pracuję głową i emocjami, więc dla mnie dobrym sposobem na to, żeby się zregenerować i zrobić sobie randkę ze sobą, są np. ćwiczenia fizyczne. I to mi załatwia dwie sprawy – pomaga mi zregenerować ciało, ale też jestem sama ze sobą.

Badania mówią, że z kolei dla osób, które na co dzień pracują fizycznie, dobrym sposobem na regenerację i zatrzymanie się jest kąpiel, pisanie dziennika, medytacja. To jest kwestia tego, czego w danym momencie potrzebujemy. Czasami będzie to poczytanie książki, czasami kąpiel, czasami wyjście na kawę i posiedzenie tylko ze sobą.

Skan ciała też jest bardzo ważny. Najlepszą metodą jest to, żeby usiąść i zobaczyć, co się dzieje, czy mnie głowa nie boli, czy mi się wygodnie siedzi, czy ja mam wygodne ubranie… Zwrócenie uwagi na to, co mi ciało pokazuje, czego ja potrzebuję. To nam już sporo wskaże. Jeżeli jestem spięta, to pewnie towarzyszy mi stres. Warto się zastanowić, czym ja się w tym momencie stresuję i jak sobie z tym poradzić. Dobrym sposobem w tym przypadku będą ćwiczenia oddechowe.

Podejdźmy do siebie z czułością – ciało to nie jest robot. To coś, co ma nam służyć, mamy o to dbać, co daje nam ważne informacje i istotne, żebyśmy z nich skorzystali, a nie udawali, że tych informacji nie ma.

W jednym z postów na instagramowym profilu wspomina pani o wypaleniu żony i ogólnie o wypaleniu w relacji. Czy ta randka ze sobą może temu zapobiec?

Bardzo! Ta randka ze sobą i to, że się ze sobą przebywa i się siebie lubi to jest fundament wszystkiego. Mam wrażenie, że wiele relacji mogłoby być uratowanych lub poprawionych w momencie, gdyby mężczyzna czy kobieta mieli lepszą relacją z samym sobą. I widzę to też u siebie w gabinecie.

Przychodzą osoby z problemem w związku, mają myśli o rozstaniu. Często jest tak, że praca nad sobą, zwrócenie uwagi na siebie i swoje potrzeby, komunikowanie tych potrzeb, mówienie o swoich potrzebach, egzekwowanie ich, ale też widzenie drugiego człowieka, dają najwięcej. W momencie, kiedy jesteśmy w stadium lęku, drugi człowiek też staje się dla nas zagrożeniem. Czujemy do niego dużą złość albo zaczyna się rodzić obojętność. Często ta druga osoba w ogóle nie wie, o co nam chodzi. W momencie, kiedy zaczynamy to wyrażać, stawiać granice, widać, czy ta relacja ma sens, czy nie – czy ta osoba jest w stanie odpowiedzieć i jesteście w stanie się dogadać.

Najgorszym, co można zrobić jest to, że relacja ze sobą jest kiepska, nie wiemy, jakie są nasze potrzeby i granice, nie potrafimy prosić o wsparcie i wyrażać swoich potrzeb, raczej spełniamy potrzeby innych osób. Druga osoba będzie z tym ok – jeżeli ktoś nam daje i nic nie potrzebuje w zamian, to super. Ale nie domyśli się, że my też możemy czegoś potrzebować. Musimy się usłyszeć, żeby móc zareagować, żeby doszło do kompromisu i wzajemnego zrozumienia.

Na czym nam zależy w relacji? Żeby była harmonia, żeby się rozumieć, żeby razem wzrastać, iść w jednym kierunku. W momencie, kiedy mamy kiepską relację ze sobą, trudno o tę bliskość, trudno budować relację.

Czy randka ze sobą może zagrażać relacji?

Czy to może zadziałać też w drugą stronę? Czy istnieje ryzyko, że nasz związek rozpadnie się przez relację z samym sobą? Przecież możemy dojść do wniosku, że w sumie jest mi dobrze ze sobą i nikogo więcej nie potrzebuję…

Tutaj jest bardzo dużo zmiennych. Jeżeli np. mamy osobę, która jest w przemocowej relacji, w relacji z osobą, z którą nie widzi przyszłości, z którą trudno się porozumieć, związek od wielu lat jest martwy, w momencie, kiedy zaczyna zauważać swoje potrzeby i pracować nad sobą, to może iść w różnym kierunku. To może być decyzja o rozstaniu – to naturalna reakcja.

Po rozstaniu też warto dać sobie czas na to pobycie samemu, zauważenie, jak jest żyć samemu. W momencie, kiedy potrafimy żyć ze sobą, dobrze nam ze sobą, wtedy pojawia się otwartość na to, aby się związać, bo to naturalne.

Z drugiej strony, gdy znamy siebie, wiemy też, czego oczekujemy od relacji…

Dokładnie, czego oczekujemy, czego nie chcemy, co możemy dać, jak ma ta relacja wyglądać… Jeżeli decyzja o tym, że chcę być sama, nie chcę mieć nikogo, się przedłuża, wtedy często spotykamy się w gabinecie, bo może pojawić się lęk. Niektórzy stresują się utratą niezależności, utratą siebie. Wtedy trzeba pracować nad tym, jak zachować siebie, będąc w związku.

Zawsze podchodzimy do tego indywidualnie. Bo jeżeli ktoś mówi, że dobrze mu być ze sobą i nikogo nie potrzebuje, to też nie ma sensu szukać na siłę – być może to jest czas na pobycie ze sobą, zbudowanie siebie.

Czy z psychologicznego punktu widzenia istnieje jeden, najlepsze sposób na jakościowe spędzenie czasu z samym sobą?

Myślę, że po prostu bycie ze sobą – bez innych. Taki sposób, który będzie dawał nam przyjemność, ale dzisiaj to może być spacer, jutro kąpiel, a pojutrze SPA. Każdy ma inną strukturę osobowości, tryb życia itd. Kluczową rzeczą jest to, żeby rzeczywiście odbywało się to w samotności – żeby było jak najmniej bodźców z zewnątrz i żeby było przyjemnie…

Żeby być otulonym?

Tak, tego trzeba szukać. Jeżeli jesteśmy po wielu latach odcięcia od siebie, oderwania od siebie, to będzie trudno. Bo co to znaczy? Ja nie znam tego uczucia otulenia siebie. Trzeba sobie wyobrazić, że jest się młodszą wersją siebie – dzieckiem – i bierze się to dziecko, przytula, próbuje się mu dać to, co najlepsze.

To bardzo ładna pointa naszej rozmowy, dziękuję.


Psycholog dla Polaków 🇵🇱 za granicą, najpopularniejsza influecerka z kategorii zdrowia psychicznego, Paulina Koszut jest psychologiem i psychoterapeutką psychodynamiczną w trakcie całościowego szkolenia w renomowanym ośrodku szkoleniowym – Laboratorium Psychoedukacji. Na co dzień prowadzi konsultacje psychologiczne oraz psychoterapię indywidualną osób dorosłych, zarówno stacjonarnie w miejscowości Essen, jak i online.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama