Reklama

O menopauzie przez wiele, wiele lat mówiono językiem strat. „Koniec młodości”, „jesień życia”, „przekwitanie” pojawiały się w kontekście utraty kobiecości i znaku szybko mijającego czasu. Samo „przekwitanie” jest słowem, które brzmi tak, jakby coś, co dotąd było pełne życia, miało stopniowo więdnąć. W takiej narracji kobieta po menopauzie staje się kimś, kto zostawia za sobą atrakcyjność, energię i seksualność. Zupełnie, jakby ostatnia miesiączka była końcem nie tylko etapu biologicznego organizmu, ale całej naszej tożsamości.

To wyjątkowo krzywdzące spojrzenie. Nie dlatego, że menopauza nie niesie zmian – nie da się ukryć, w tym okresie dzieje się w naszych ciałach bardzo dużo i wiele z tych rzeczy jest mocno odczuwalnych. Krzywdzące natomiast jest skupienie się w społecznej narracji na rzekomych stratach. W efekcie wiele kobiet zaczyna bać się tego etapu jeszcze zanim się on rozpocznie. W naszej świadomości menopauza jest jak granica, po której „nic nie będzie takie samo”, a to, co najcenniejsze – młodość, atrakcyjność, poczucie wartości – zostanie nam bezpowrotnie odebrane.

Zastanawiające jest to, jak inaczej opisujemy podobny moment w życiu mężczyzn. Ich kryzys wieku średniego bywa przedstawiany niemal z pobłażliwą sympatią jako „druga młodość”. To czas nowych decyzji, zmian, odkrywania siebie. Kobiety natomiast przez lata słyszały, że w tym samym okresie życia coś się w nich kończy. Że ustanie miesiączki oznacza utratę płodności, a więc – w domyśle – utratę ważnego elementu kobiecości. Że pojawiające się zmarszczki i zmiany hormonalne mają potwierdzać ich stopniowe „wycofywanie się” z życia.

A przecież rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

Menopauza to moment, w którym wiele kobiet zaczyna żyć po swojemu

Chciałabym bardzo, aby głosy kobiet, które menopauzę już przeszły lub są w jej trakcie, stały się bardziej słyszalne. Jedną z bardziej inspirujących kobiet pod tym względem jest dla mnie Katarzyna Nosowska. Gdy wysłuchałam wywiadów z nią, dotarło do mnie, jak bardzo jesteśmy społecznie skrzywdzone wizją „przekwitania”.

Wraz z upływającymi latami sama zaczęłam bardziej interesować się tematem menopauzy. Od dawna byłam karmiona mitami dotyczącymi końca”, ale kiedy zaczęłam bardziej zagłębiać się w ten temat, rozmawiać z kobietami z mojego otoczenia, odkryłam, że menopauza to nie jest utrata czegoś. Można nawet powiedzieć, że to uwalniający etap życia. W tym czasie wiele z nas po raz pierwszy od lat, a czasem nawet dziesięcioleci, przestaje myśleć tylko o tym, aby spełniać cudze oczekiwania i zadaje sobie pytanie: czego tak naprawdę chcę ja?

Nie chciałabym też idealizować tego okresu. Menopauza jest wymagająca fizycznie i emocjonalnie. Ale równocześnie to bardzo ważny moment w naszym życiu, który zmienia naprawdę dużo i… pozwala zrzucić z siebie presję, której wcześniej było nam się bardzo trudno pozbyć. Mówimy tutaj o presji młodego wyglądu, presji bycia zawsze miłą, presji spełniania wszystkich ról równocześnie: matki, córki, pracownicy, żony lub parnetki, a także presję podporządkowania własnych potrzeb innym.

Dlatego chcę, żeby wybrzmiało to bardzo dosadnie: menopauza to etap przejścia. Moment, w którym kobiecość przestaje być definiowana przez oczekiwania społeczne.

Jak stereotypy odbierają kobietom poczucie wartości?

Współczesna kultura bardzo długo utożsamiała kobiecą wartość z młodością, płodnością i wyglądem. Kobieta miała być atrakcyjna, opiekuńcza, dyspozycyjna i zawsze gotowa do spełniania oczekiwań innych. Gdy wchodziła w okres menopauzy, zaczynała słyszeć – czasem wprost, a częściej między wierszami – że jej „najlepszy czas” już minął.

Kiedy zaczynałam mieć pierwsze objawy menopauzy, usłyszałam od znajomej, że nadchodzi koniec, a jedyne, co zostanie, to wybierać trumnę
– zwierzyła mi się Dorota, mama jednej z moich przyjaciółek.

Chociaż miał być to jedynie niewybredny żart, to doskonale obrazuje mentalność społeczną, w której wciąż się obracamy. Muszę przyznać: rozmowa z mamą mojej przyjaciółki była dla mnie naprawdę mocnym przeżyciem, które uświadomiło mi, że to nie jest problem samej menopauzy, ale nas i naszego podejścia do niej. Zapytałam się o jej reakcję.

Przez chwilę myślałam, że może naprawdę za mną już ta lepsza połowa życia i nic dobrego mnie nie czeka. To miał być żart, oczywiście, ale ukłuł mocno, bo był jednocześnie jakby potwierdzeniem obaw, które i tak miałam. Tym bardziej, że usłyszałam te słowa od drugiej kobiety, która była praktycznie w moim wieku
– dodała.

Zresztą samo twierdzenie „mijania najlepszego czasu” jest niesamowicie okrutne. Wiele kobiet zaczyna przez nie odczuwać społeczną niewidzialność. Mniej uwagi poświęca się ich potrzebom, doświadczeniu, seksualności czy ambicjom. Tak, jakby po przekroczeniu pewnej granicy wieku miały ustąpić miejsca młodszym.

Narracja o menopauzie jako schyłku życia ma realne konsekwencje. Kobiety mogą odkładać marzenia, rezygnować z relacji, nie podejmować zawodowych wyzwań i wątpić w swoją atrakcyjność. Często przez lata funkcjonują w przekonaniu, że powinny być wdzięczne za to, co mają, zamiast pytać, czego naprawdę potrzebują.

Paradoks polega na tym, że właśnie menopauza bardzo często staje się momentem, w którym to myślenie zaczyna się rozpadać. I nie jest to strata, lecz odzyskiwanie siebie.

Co się naprawdę kończy, a co dopiero się zaczyna?

Kończy się miesiączka. Kończy się PMS. Kończy się planowanie życia wokół cyklu, bólu, dyskomfortu i konieczności bycia stale przygotowaną. Kończy się również – przynajmniej dla wielu kobiet – przekonanie, że ich wartość zależy od tego, ile są w stanie dać innym.

A zaczyna się coś znacznie ważniejszego: większa swoboda, większy dystans i głębsza wewnętrzna zgoda na zaspokajanie własnych potrzeb.

Mam ci powiedzieć szczerze? Menopauza to była dla mnie ogromna ulga. Całe życie miałam bolesne miesiączki, w trakcie których odczuwałam aż mdłości. Nie tęsknię za miesiączką ani trochę. Koniec bólu, koniec PMS-u, koniec pilnowania, żeby w torebce zawsze była podpaska. Wcale nie czuję, żebym coś straciła, wręcz przeciwnie: w końcu nie muszę dopasowywać mojego życia do cyklu
– powiedziała jedna z najważniejszych kobiet w moim życiu, moja mama.

Ile razy odmówiłaś sobie wyjścia, wyjazdu czy zrobienia czegoś, bo akurat wypadało to w okres? To właśnie w tym sensie menopauza może być kobiecą „drugą młodością”. Nie dlatego, że cofamy czas, ale dlatego, że przestajemy żyć według narzuconych definicji i biologicznego cyklu.

„Poczułam, że nie muszę już nikomu nic udowadniać”

Elżbieta, z którą również miałam okazję porozmawiać, pełniła kilka ról równocześnie: matki, żony, córki opiekującej się starzejącymi się rodzicami, a przy okazji wypełniała służbowe obowiązki. Przez lata przyzwyczaiła się do tego, że jej potrzeby znajdowały się na końcu długiej listy.

Kiedy utwierdziłam się w tym, że to menopauza, poczułam trochę stresu. Ale dzisiaj wiem, że nie było warto. Największa zmiana? Chyba nie w moim ciele, ale w głowie. To nie była nagła zmiana, nie obudziłam się nagle inna, ale w trakcie menopauzy zrozumiałam, że nie obchodzi mnie to, czy zadowalam innych. Chciałam po prostu zadowolić siebie. Po raz pierwszy od lat poczułam, że nie muszę już nikomu nic udowadniać.

W życiu Elżbiety zmieniło się całkiem sporo w trakcie tych kilku lat trwania menopauzy. Jej córka zdążyła się usamodzielnić, a ona została w domu sama z mężem, z którym zaczęła podróżować. Przygarnęła też psa ze schroniska.

Menopauzie nie towarzyszyło żadne poczucie straty. Wręcz przeciwnie. Jakbym zdjęła z pleców plecak, którego ciężaru nawet wcześniej nie zauważałam. Zwolniłam, zaczęłam się skupiać na sobie. To fajne uczucie, widzieć nie tylko innych, ale też siebie.

Nowe możliwości i przewartościowanie

Wiele kobiet opisuje menopauzę jako etap głębokiego porządkowania życia. To moment, w którym łatwiej odróżnić to, co naprawdę ważne, od tego, co robimy z przyzwyczajenia lub poczucia obowiązku.

Pojawia się większa świadomość własnych granic. Mniejsza potrzeba spełniania cudzych oczekiwań. Większa gotowość do zmian, które wcześniej wydawały się zbyt ryzykowne.

Dla jednych oznacza to nową pasję. Dla innych zmianę pracy, zakończenie niesatysfakcjonującej relacji albo po prostu codzienność, w której po raz pierwszy jest miejsce na odpoczynek.

„Zawsze byłam dla innych”

Dorota to mama dwójki dzieci. Pierwsze z nich urodziła mając 20 lat. Nie zdążyła pójść na studia czy rozwinąć swojej kariery, od razu weszła w rolę żony i matki.

Zawsze byłam bardzo empatyczna, często pytałam innych, czego potrzebują albo co mogę dla nich zrobić. Dopiero menopauza uświadomiła mi, że tak naprawdę połowa życia za mną, a ja nigdy nie zapytałam o to samej siebie.

Dla wielu kobiet usłyszenie od lekarza potwierdzenia, że jest się w okresie menopauzy, jest jak przebicie muru. Z początku bolesne, ale w głębszej perspektywie uwalniające.

Kiedy w trakcie konsultacji z lekarzem usłyszałam, że moje objawy oraz wiek jasno wskazują na menopauzę, poczułam lekkie ukłucie strachu i jakąś utratę. Ale z czasem zaczęłam się uczyć nowych rzeczy. Świadomość, że tyle czasu uciekło, a ja nigdy nie zajęłam się dobrze sobą otworzyła mi oczy
– usłyszałam od Doroty.

Dla Doroty menopauza oznaczała przede wszystkim naukę odmawiania i skupiania się na swoich potrzebach. Zapisała się na kilka kursów, zaczęła dzielić się obowiązkami domowymi z mężem. Odpuściła swoją rolę idealnej „strażniczki ogniska domowego” i… wcale nie okazało się to takie trudne.

Problem polegał na tym, że ja automatycznie zakładałam, że wszystkie domowe obowiązki powinny należeć do żony. Gotowanie, sprzątanie, zmywanie, budzenie się do dzieci, a później wyprawianie ich do szkoły. Nigdy nie prosiłam o pomoc, chociaż czasem czułam, że już nie mam siły. Ale w końcu się przemogłam. Zrozumiałam, że ja mogę robić rzeczy, ale nie muszę.

W tym jednym zdaniu zawiera się istota zmiany, którą przechodzi wiele kobiet. Menopauza nie odbiera możliwości. Ona przywraca wybór.

Relacje w okresie menopauzalnym – mniej oczekiwań, więcej autentyczności

Menopauza może być łatwiejsza, gdy kobieta nie musi przechodzić przez nią samotnie. Zrozumienie partnera, dzieci, przyjaciół czy współpracowników pomaga oswoić zarówno objawy fizyczne, jak i emocjonalne.

Jednak najważniejsza relacja często rozgrywa się wewnątrz. To moment, w którym wiele kobiet po raz pierwszy przestaje traktować siebie jak projekt do nieustannego ulepszania. Zamiast pytać, jakie powinny być, zaczynają pytać, jakie już są – i czy to wystarczy.

W związkach menopauza bywa czasem redefinicji. Otwiera przestrzeń do bardziej szczerej rozmowy o potrzebach, seksualności, zmęczeniu i bliskości. Relacje mniej opierają się na odgrywaniu ról, a bardziej na autentycznym spotkaniu dwóch osób.

Zwróć uwagę na historię Doroty, która zrobiła ogromne postępy w relacjach. Zaczęła więcej rozmawiać ze swoim mężem, dzięki czemu nie tylko odciążył ją w obowiązkach domowych, ale również ich relacja zmieniła się na bardziej parterską i nastawioną na wzajemne potrzeby.

Nigdy nie bałam się menopauzy”

Moja mama to przykład kobiety, która nigdy nie bała się menopauzy. Ma wykształcenie medyczne, więc doskonale wiedziała, co się będzie działo z jej organizmem i jakie zmiany ją czekają.

Nigdy nie bałam się menopauzy, bo po co? To dzieje się z każdą kobietą i jest nieuniknione. To zwykły proces biologiczny, chociaż bywa ciężki. Pamiętasz, jakie miałam uderzenia ciepła? Ze wszystkiego to chyba mi najbardziej dokuczały właśnie one. No i większa nerwowość. Całe to mówienie o kończeniu etapu jest zbędne i może straszyć. Nic się nie kończy. No, może poza menstruacją.

Specjalnie zostawiłam doświadczenia mojej mamy na sam koniec. To również dla mnie osobiste przeżycie, ponieważ mama przechodziła menopauzę, gdy mieszkałyśmy pod jednym dachem. Widziałam jej historię z boku, jako obserwatorka i jej oparcie w trudniejszych chwilach.

Menopauza nie jest wcale prostym procesem, który mija, zwłaszcza w okresie, w którym zaczyna się burza hormonalna.

To było trochę tak, jak przeżywanie drugi raz dojrzewania. Z początku nieregularne menstruacje, uderzenia ciepła, nerwowość.

Kobiety, które są w trakcie tych wszystkich zmian potrzebują wyrozumiałości i troski bardziej niż wcześniej. To również dla nich niełatwe, a niektóre objawy potrafią być naprawdę wstydliwe, jak chociażby wzmożona potliwość.

Co menopauza zmieniła w moim życiu? Chyba najbardziej sprawiła, że zaczęłam odpuszczać. Jestem taka, jaka jestem i jak komuś się nie podoba, to… już nie mój problem. Przestałam patrzeć na to, aby dogadzać innym, a zaczęłam patrzeć na to, czego ja potrzebuję.

Menopauza nie jest łatwa – i właśnie dlatego może tak wiele zmienić

Nie każda kobieta doświadcza menopauzy jako czasu ulgi. Uderzenia gorąca, bezsenność, wahania nastroju, zmęczenie czy obniżone libido mogą być realnym obciążeniem. To etap, który wymaga troski, wsparcia i często także pomocy medycznej.

Ale nawet te trudności mogą prowadzić do ważnego odkrycia: że ciało nie jest przeciwnikiem, lecz źródłem informacji. Że zmęczenie może być sygnałem do odpoczynku. Że drażliwość może wskazywać na przekraczane granice. Że potrzeba zmian nie jest słabością, lecz dojrzałością.

Menopauza nie jest końcem kobiecości. Nie jest utratą wartości ani zejściem ze sceny. Jest etapem przejścia, który skłania do zadania fundamentalnych pytań o to, kim jesteśmy, czego potrzebujemy i z czego chcemy zrezygnować.

To czas, w którym wiele kobiet odzyskuje własny głos, redefiniuje relacje i odkrywa, że nie muszą już spełniać wszystkich oczekiwań. Mogą wybierać. Mogą odpuszczać. Mogą żyć bardziej świadomie.

To moment, w którym kobieta może wreszcie zdjąć z siebie ciężar, którego przez lata nawet nie zauważała.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama
Loading...