Jako dziennikarka żyję z ważenia słów. Przez lata uczyłam się, gdzie postawić przecinek, jak uniknąć powtórzeń i które słowo najlepiej odda emocje mojego rozmówcy. A jednak, gdy po raz pierwszy weszłam do redakcji nowej firmy, miałam na sobie idealnie wyprasowaną koszulę i uśmiech numer pięć. Przez pierwsze dwa tygodnie grałam rolę stonowanej profesjonalistki. Przy ekspresie do kawy wymieniałam z zespołem uprzejme uwagi o pogodzie i planach na weekend.
WIDEO…
Aż przyszedł piątek, czternasta pięćdziesiąt. System zawiesił się i całkiem wyłączył, usuwając trzy dni mojej pracy nad materiałem.
Wpatrywałam się w czarny ekran. W powietrzu wisiała gęsta cisza. I wtedy, zanim zdążyłam włączyć w głowie jakikolwiek redakcyjny filtr, z moich ust padło jedno, głośne, soczyste: - Nie wierzę... no nie, no po prostu k...a nie wierzę.
Siedzący obok Marek powoli odwrócił głowę. Przez ułamek sekundy czułam, jak oblewają mnie zimne poty („Pierwszy miesiąc, a ja rzucam mięsem przy nowym zespole”). A potem Marek wybuchnął cichym, porozumiewawczym śmiechem, parsknął i odparł: - Nawet mi nie mów. Mój padł godzinę temu.
W tej jednej, dwoistej sekundzie zatarła się granica. Nagle przestaliśmy być dla siebie postaciami z korporacyjnego schematu. Staliśmy się ludźmi.
Mój bilet do strefy prywatnej
Współcześnie powtarzamy to jak mantrę: przekleństwa skracają dystans. Sama łapałam się na tym, że rzucam brzydkim słowem jak kostką do gry, licząc na natychmiastową wygraną, na to, że druga strona odetchnie z ulgą i pomyśli: „Oho, jest normalna, z krwi i kości, nie muszę przy niej pozować”.
Z perspektywy psychologii i lingwistyki to czysta chemia relacyjna. Uprzejmość chroni, ale i oddziela. Kiedy przeklęłam przy Marku, wpuściłam go za kulisy mojego emocjonalnego teatru. W językoznawstwie nazywa się to wspólnym łamaniem tabu. Przeklinanie w zaufanym gronie działa jak zakradanie się do cudzego ogrodu po jabłka, rodzi chuligańską, małą solidarność. To językowe zrzucenie ciasnych szpilek po długim dniu w biegu za tematem.
Światowe badania nad przeklinaniem (swearing research) pokazują zresztą coś niesamowitego: mocne słowa rzucone we właściwym momencie podnoszą próg fizycznego bólu. Sama, gdy kiedykolwiek przywaliłam małym palcem w krawędź łóżka, wiem, że swojska „cholera” działa szybciej niż jakakolwiek tabletka. To czysty, nieprzefiltrowany krzyk organizmu.
Ale jest tu pewien haczyk. Nazywa się: pułapka wyczucia.
Gdy zderzają się dwa światy
Kilka tygodni później, w tej samej firmie, próbowałam zastosować tę samą metodę wobec pani Hani - kierowniczki działu księgowości, kobiety po pięćdziesiątce, która w pracy ceni elegancję i ład.
Ja, chcąc „złapać luz” i przełamać lodowate procedury, rzuciłam przy kawie: - Pani Haniu, ten nowy raport jest po prostu zajebisty, no k...a, majstersztyk.
W powietrzu nie zawisł porozumiewawczy śmiech. Zawisła niezręczność. Pani Hania uniosła brwi, poprawiła okulary i chłodno odpowiedziała: – Cieszę się, że raport spełnia oczekiwania.
Dystans nie zniknął. Zamienił się w przepaść pełną niesmaku.
Badania prof. Jolanty Szpyry-Kozłowskiej z UMCS dobitnie pokazują to, co jako dziennikarka obserwuję na co dzień: żyjemy obok siebie w całkowicie różnych światach językowych. Dla dwudziestolatków fuck czy zajebisty całkowicie straciły dawny, gorszący ciężar. To dla nich słowa-przerywniki, tak naturalne jak „po prostu” czy „najlepszy”. Jednak dla pokolenia 40+, a zwłaszcza dla starszych kobiet, językowe tabu wciąż istnieje i ma się dobrze. Nie zaoferowałam pani Hani autentyczności - zaoferowałam jej zatarcie granic.
Bunt „grzecznych dziewczynek”
Moja sytuacja wpisuje się jednak w szerszy trend, gigantyczną zmianę pokoleniową, która dotyczy głównie nas, kobiet. Dzisiejsze młode kobiety przeklinają ponad dwukrotnie częściej niż pokolenie ich matek, zrównując się w statystykach z mężczyznami.
Czy to po prostu upadek kultury słowa? Jako obserwatorka rynku mediów i obyczajów widzę w tym coś głębszego. Dla wielu z nas mocne słowo rzucone w odpowiednim momencie bywa czymś więcej niż ekspresją - jest świadomym gestem. To zrzucenie narzuconego z zewnątrz gorsetu „grzecznej, ułożonej dziewczynki”. W męskim środowisku, na konferencji czy w twardych negocjacjach trafne przekleństwo bywa komunikatem: „Jestem tu, jestem twarda, grasz z równorzędną partnerką”.
Nawet na tle innych narodów wypadamy tu specyficznie. Nasi czescy sąsiedzi w chwilach emocji uciekają w łagodniejszy, bardziej humorystyczny styl. My wolimy pełną dramaturgię. Polski bluzg bazuje na ostrej, mięsistej sferze seksualnej - od zawsze miał w sobie coś z konfrontacji, emocjonalnej dogłębności i walki o przetrwanie.
Szczypta chili czy palący ból?
Problem w tym, że przekleństwo w ustach kogoś, kto operuje słowem, jest jak najsilniejsza przyprawa w kuchni.
Szczypta chili podbije smak potrawy i nada jej charakteru. Ale jeśli wsypiesz do garnka całą garść, przestajesz czuć cokolwiek innego, czujesz tylko palący ból.
Kiedy wulgaryzm staje się moim jedynym sposobem na wyrażenie gniewu, zachwytu, zmęczenia czy bezsilności, wcale nie pokazuję mojej autentyczności. Pokazuję ubóstwo mojego słownika. Prawdziwa autentyczność - i prawdziwy kunszt językowy - to dla mnie nie umiejętność głośnego przeklęcia przy ludziach, ale zdolność do precyzyjnego nazwania tego, co się we mnie dzieje: żalu, frustracji, bezradności czy dzikiej radości.
Czy wulgaryzmy robią ze mnie kobietę i dziennikarkę bardziej autentyczną?
Tak, ale tylko wtedy, gdy padają w relacji, w której obie strony czują się ze sobą bezpiecznie. Gdy rzucona „k...a” czy „cholera” jest czystym rzadkim podkreśleniem emocji, a nie stałym przerywnikiem co drugie słowo.
Jeśli mylę wulgarność ze swobodą i próbuję wymusić bliskość bluzgiem tam, gdzie nie ma jeszcze na nią przestrzeni, nie staję się swojska. Staję się po prostu głośna. A w moim zawodzie głośność bez treści to najgorszą z możliwych diagnoz.
Czytaj także:
- Pułapka prestiżu: Dlaczego rewolucja językowa wstydzi się tradycyjnych feminatywów?
- Skolimomania ogarnęła Polskę. Skąd się wziął król latino i dlaczego ludzie go pokochali?
- Era po Girlboss. Nowa definicja kobiety sukcesu



























