Phoebe Bridgers pojawiła się na weneckim czerwonym dywanie sukni Alexandra McQueena, na której widać ślady potu pod pachą i sama opublikowała w mediach społecznościowych takie zdjęcia. Wcześniej pozowała do zdjęć w czarnej garsonce Gucci, która odsłaniała jej naturalnie owłosione nogi. Te gesty szybko za normalizujący naturalny wygląd kobiecego ciała.
WIDEO…

Przypomina to inny moment, premierę „Notting Hill" w Londynie w 1999 roku, gdzie Julia Roberts, machając do fanów w sukience z krótkim rękawem, przypadkiem odsłoniła nieogolone pachy. Zdjęcie obiegło świat, tabloidy huczały od komentarzy przez wiele dni, a sama aktorka jeszcze dwie dekady później musiała tłumaczyć się z czegoś, co jak przyznała, nie było żadnym zaplanowanym manifestem, tylko zwykłym niedopatrzeniem. Świat zareagował tak, jakby kobieta popełniła zbrodnię przeciwko estetyce, a jej ciało kobiety na chwilę wymnęło się spod kontroli.

Te dwa zdarzenia, odległe o niemal trzydzieści lat, warto zestawić właśnie teraz – bo pokazują, jak zmieniła się reakcja świata na dokładnie ten sam gest. I zanim ktokolwiek zarzuci mi, że robię aferę z powodu włosów pod pachami: to właśnie skala tej afery, powtarzana z żelazną regularnością od blisko trzech dekad, jest tu prawdziwym tematem.
Madonna wiedziała to wcześniej
Madonna pokazywała owłosione pachy świadomie od czterdziestu lat, zaczynając jeszcze w liceum, gdzie za brak depilacji nazywano ją „owłosionym potworem". W 2014 roku, mając już 55 lat, wrzuciła na Instagram zdjęcie owłosionej pachy z podpisem „Long hair... Don't care". Reakcja internetu była wymowna - znacznie ostrzejsza niż przy jej dużo odważniejszych, młodzieńczych sesjach sprzed lat. W tej dyskusji chodzi znacznie mniej o higienę, a znacznie więcej o to, komu wolno decydować o własnym ciele.
Emily Ratajkowski w 2019 roku napisała w eseju dla „Harper's Bazaar": – Lubię się golić, ale czasami pozwalam moim włosom urosnąć, co sprawia, że czuję się seksownie. I dodała, cytując pisarkę Roxane Gay: – Nie ma dobrej odpowiedzi, nie ma wyboru, który czyni mnie mniej lub bardziej feministką, a nawet »złą feministką«. Ostatecznie tożsamość i seksualność jednostki zależą od niej samej i od nikogo innego. To zdanie powinno kończyć dyskusję. Nie kończy, bo internet uparcie chce z tego wyboru zrobić deklarację ideologiczną ,niezależnie od tego, czy dana kobieta w ogóle chciała cokolwiek deklarować.
Jest w tej historii też mniej wygodny wątek. Ashley Graham, po fali krytyki za owłosione pachy, wypuściła własną linię maszynek do golenia z hasłem, że wybór należy do każdej kobiety z osobna. Trudno nie zauważyć ironii, że bunt przeciwko rynkowi upiększania zamienia się w produkt sprzedawany przez ten sam rynek. Nawet najbardziej autentyczny gest wyzwolenia potrafi zostać błyskawicznie opakowany i sprzedany z powrotem tej samej publiczności, która go wcześniej wyśmiewała.
Co się właściwie zmieniło
Wracając więc do Wenecji: co naprawdę zmieniło się między 1999 a 2026 rokiem? Moim zdaniem – mniej, niż chcielibyśmy myśleć. Zmieniła się grupa kobiet, którym wolno bez większych konsekwencji odstąpić od normy: to zwykle gwiazdy o ugruntowanej pozycji, których kariera przetrwa falę hejtu. Nie zmienił się sam mechanizm – wciąż zakładamy, że kobiece ciało domyślnie wymaga interwencji, a jego naturalny stan trzeba dodatkowo uzasadnić. Bridgers w Wenecji dostała pochwały, bo ma na koncie Grammy i własną wytwórnię płytową. Przeciętna kobieta, która zrezygnuje z depilacji, wciąż usłyszy komentarz od cioci, sąsiadki albo nieznajomego w internecie. I dopóki to się nie zmieni, każdy kolejny gest w rodzaju tego z Wenecji będzie traktowany jak news – zamiast, jak być powinno, jak najzwyklejsza rzecz na świecie.
Zobacz też:
Bez makijażu w wieku 59 lat: co właściwie takiego "odważnego" jest w byciu sobą?



























