Duże miasto przemierzane piechotą, uważnemu obserwatorowi może powiedzieć dużo o aktualnych trendach. Jeśli mija się 14 nastolatków z gęstymi lokami na czubku głowy i podgolonymi bokami, można założyć, że nie jest to przypadek (więcej na ten temat TUTAJ). 

WIDEO

player placeholder

Styl młodych dziewczyn dobitnie pokazuje, że rurki odeszły do lamusa. Jeśli spacerujemy dość długo, napotkamy kilka kawiarni, które do nazwy na szyldzie mają dopisane “speciality coffee”. Kebaby jak zwykle trzymają się mocno. 

Od jakiegoś roku można zauważyć coś jeszcze – młodych ludzi chodzących z książką pod pachą, książką wystającą z torebki i wreszcie czytających w miejscach publicznych – przede wszystkim kawiarniach. Czyżby młodzież zwróciła się w stronę zapomnianej sztuki czytania? Tak i nie, ale nadreprezentacja książek noszonych jak dodatek nie jest przypadkiem, ale globalnym zjawiskiem. 

Zobacz także:

Performative reading, bo tak nazywa się zjawisko, to czytanie, które pełni też funkcję wizerunkową. Nie chodzi tu o to, że ktoś chwali się publicznie, że coś czyta. Właściwa książka komunikuje, że ma się dobry gust, jest się inteligentnym, ciekawym, “innym niż reszta”. Czytanie romansu albo kryminału odpada – to gatunki za mało prestiżowe. Performatywni czytelnicy dzierżą w dłoniach tzw. literaturę piękną, eseje, ewentualnie reportaż. 

Łatwo pokazać to w mediach społecznościowych – książka leży na stoliku obok matchy, wystaje z płóciennej torby kupionej w zagranicznym muzeum sztuki nowoczesnej albo pojawia się na zdjęciu z wakacji. Oprócz tego, co czytamy, liczy się to, że widzą to inni. Zwyczajna czynność zamienia się komunikat; trochę jak ubranie, tylko zamiast drogiej marki pokazuje dobry gust i kapitał kulturowy.

Tego, że czytanie stało się performatywne dowodzi też fakt, że na Instagramie (ale też w kawiarniach dużych miast) wciąż przewijają się w nim te same tytuły – są emblematem trendu – nie inaczej niż adidasy Samba czy Gazelle, które mieli “wszyscy”. 

Niewiele ma to wspólnego z popularnością “Harry’ego Pottera”, w którego świecie zakochało się pół świata, czy z “Czułą przewodniczką” Natalii de Barbaro, która trafiła na listy bestsellerów dlatego, że kobiety ją sobie polecały. Trend ma właściwie trzy wiodące tytuły.

“Szklany klosz” Sylvii Plath to jedyna powieść poetki, wydana w 1963 roku. Autorka nie chciała urazić bliskich, których łatwo było rozpoznać w fabule. Miesiąc po publikacji Plath popełniła samobójstwo, a książka z czasem dołączyła do klasyki literatury. Nie dlatego, że została wybitnie napisana – Plath była lepszą poetką niż pisarką. Młodym kobietom, także tym współczesnym, łatwo się było w niej odnaleźć. To opowieść o presji rodziny i społeczeństwa, niedopasowaniu i lęku, że każda podjęta w młodym wieku decyzja, przekreśla szereg innych dróg. 

Dlaczego właśnie “Szklany klosz” stał się modnym dodatkiem? Czytany przez mężczyznę wysyła światu sygnał “rozumiem kobiecą psychikę”, ma też dodatkowe punkty za sięgnięcie po klasykę, co sugeruje, że czytający zna się na literaturze. Przy tym książka jest przystępna i wciągająca – więc w ramach budowania wizerunku można ją nawet przeczytać. 

Kolejna perła w koronie performatywnego czytania to “Normalni ludzie” Sally Rooney (opcjonalnie “Intermezzo” – najnowsza powieść tej samej autorki). Powieść, łącząca sukces komercyjny i uznanie krytyków, uchodzi za “książkę dekady”, a serial na jej podstawie zrobił z Paula Mescala pierwszoligową gwiazdę. Rooney stała się głosem pokolenia młodych, wykształconych i trochę neurotycznych. 

Trzecia obowiązkowa pozycja to “All About Love” bell hooks (tak autorka chciała zapisywać swoje imię i nazwisko), która wyszła w 2000 roku. Prawdziwą drugą młodość przeżyła jednak dopiero po pandemii – sprzedaż w Stanach wzrosła z ok. 27 tys. egzemplarzy w 2018 roku do ponad 170 tys. pięć lat później.

Autorka była (zmarła w 2021 roku) znaną feministką, a przy okazji wykładowczynią akademicką, więc książka od razu sygnalizuje światopogląd czytającego. Jest też dość łatwa w odbiorze, jak na około akademicką literaturę feministyczną –  miesza psychologię, filozofię z osobistymi wtrętami hooks. Można rzec: poradnik o miłości dla intelektualistów. 

Co łączy wszystkie te książki? Są wystarczająco ambitne i wystarczająco znane, by otoczenie wiedziało, co mówią o czytającym. Czytanie “Ulissesa” wydaje się snobistyczne, co innego książek modnych, mądrych, ale przystępnych. Performative reading nie promuje więc książek najambitniejszych, czy najtrudniejszych, ale takie, które wysyłają sygnał społeczny. 

Zanim książka stała się rekwizytem na Instagramie, z czytaniem zaczęły obnosić się gwiazdy, a książki stawały się częścią ich publicznego wizerunku. Jedną z pierwszych osób, które zrobiły z czytania element własnej marki, była Oprah Winfrey, która w Stanach ma status porównywalny do połączenia Kuby Wojewódzkiego z Martyną Wojciechowską. Gdy zaczęła polecać książki, szybko okazało się, że jedna jej rekomendacja potrafi zrobić z nieznanej powieści bestseller. 

Gdy Reese Witherspoon wściekała się na brak ciekawych ról dla kobiet w jej wieku, mąż zasugerował, żeby spróbowała zrobić coś związanego z jej największą pasją. A że było nią czytanie, zaczęła kupować prawa do swoich ulubionych książek z ciekawymi i złożonymi postaciami kobiecymi. W ten sposób powstała “Zaginiona dziewczyna”, “Wielkie kłamstewka” czy “The Morning Show”. 

Najważniejszą postacią dla trendu jest jednak Dua Lipa, która zrobiła z książek element swojej marki. Fakt, że młoda, ładna dziewczyna czyta ambitną literaturę, był szokujący i przerodził się w lawinę newsów. Dziś Dua Lipa prowadzi własny klub książki i rozmawia z pisarzami, w tym – z Olgą Tokarczuk, której książek jest fanką. 

Książki w formie modnego dodatku przeniknęły do świata mody i to dość dosłownie. Jonathan Anderson, obejmując w 2025 roku stanowisko dyrektora kreatywnego Diora zaprojektował torby z nadrukiem przedstawiającym okładki klasyków literatury, m.in. “Niebezpiecznych związków”, wspomnianego już “Ulissesa” Joyce’a, “Kwiatów zła” Baudelaire’a czy “Dumy i uprzedzenia” Jane Austen. Ceny zaczynają się od 10 tys. złotych – można by za to kupić pokaźną kolekcję książek w twardej oprawie. Czytanie stało się na tyle aspiracyjne, że jeden z najważniejszych domów mody uznał, że będzie to znakomity dodatek. 

Jeśli kogoś nie stać na torebkę Diora, a co najwyżej na “Intermezzo” Sally Rooney, może do tego modnego dodatku dobrać strój czytelnika i w tańszej wersji. W Reserved znajdziemy obecnie tiszerty z hasłami takimi jak “Reading is hot” (ang. czytanie jest seksi) i “Take me to the bookstore” (ang. weź mnie do księgarni), z kolei Zalando Lounge miało ostatnio w ofercie ciuchy zebrane we wspólną kategorię “Mól książkowy”. 

Płócienną torbę, matchę i “Szklany klosz” można skompletować w jedno popołudnie, ale przeczytanie książki wymaga kilku godzin, podczas których nie pracujemy, nie scrollujemy i nie dostajemy nowej porcji dopaminy co kilkanaście sekund. Nawet jeśli performance może wydawać się z boku żałosny, ma swoje plus. 

Wysiłek nie od dziś podbija prestiż danego trendu. Weźmy bieganie maratonów, kolekcjonowanie winyli czy robienie chleba na zakwasie. To subtelniejszy rodzaj statusu niż logo na torebce. Przy okazji to o stokroć lepszy samorozwój, niż afirmowanie bogactwa do lustra i kupowanie e-booków o zarabianiu na Instagramie. 

Jeszcze kilkanaście lat temu modnym gadżetem był smartfon, podłączający nas 24 na dobę do świata. Dziś bardziej cool jest umiejętność odłożenia go na kilka godzin ekranem do dołu (nawet jeśli podniesiemy go na chwilę, by udokumentować, co wtedy robiliśmy). 

Nawet jeśli część osób zaczyna czytać wyłącznie dlatego, że dobrze wygląda się z książką w kawiarni, literatura raczej na tym nie traci. Ktoś kupi Plath do zdjęcia, a potem przez przypadek ją przeczyta. I jeszcze pogada o niej w kawiarni z innym performative readerem. W końcu wszyscy czytają to samo. 


Czytaj także:

Polki pokochały arabskie perfumy, a Lattafa stała się ich ulubioną marką. Czy jest się czym ekscytować?