Hejt jest zjawiskiem powszechnym i niemal od zawsze wpływa w szkodliwy sposób na młodych ludzi. Z roku na rok jest jednak coraz silniejszy. Dawniej nie wychodził poza mury szkoły. Później przeniósł się także do internetu. Hejt w sieci jest nieobliczalny, potrafi przybrać kolosalną skalę i nie sposób go zahamować. Tak było w przypadku 26-letniej Miny Chan, która się poddała… I odebrała sobie życie na żywo – w relacji na TikToku. 

WIDEO

player placeholder

26-latka odebrała sobie życie w relacji na TikToku

Zaczęło się od K-popowego koncertu. Mina Chan była jedną z wielkich fanek zespołu Enhypen. Stała się rozpoznawalną postacią wśród wielbicieli tej grupy. Regularnie uczestniczyła w koncertach i spotkaniach z zespołem, co relacjonowała na TikToku i stworzyła wokół siebie sporą społeczność fanowską – jej konto obserwowało ponad 80 tysięcy osób. 

Ten koncert nie miał być wyjątkiem. W lipcu grupa Enhypen wystąpiła w Stanach Zjednoczonych. 26-latka chciała wręczyć kwiaty swojemu ulubionemu artyście, Ni-kiemu, ale nie udało jej się do niego dotrzeć, więc poprosiła innego członka grupy, Sunoo, aby przekazał mu bukiet. Ten moment został zarejestrowany i pojawił się w sieci, po czym natychmiastowo wywołał lawinę krytycznych komentarzy. Internauci zarzucili dziewczynie, że krzyczała na artystę, była zirytowana. Niektóre słowa komentujących były wręcz agresywne. Dodatkowo w sieci pojawił się komentarz Ni-kiego. Choć nie wymienił Miny z imienia i nazwiska i aktualnie przedstawiciele grupy podkreślają, że nie mieli jej na myśli, podczas swojej transmisji w internecie stwierdził, że niektórzy chcą tylko zwrócić na siebie uwagę. Wielu fanów zespołu stwierdziło wówczas, że chodzi właśnie o sytuację z kwiatami. 

Zobacz także:

Mina Chan nie poradziła sobie z falą krytyki. Opublikowała przeprosiny, tłumacząc, że jej zachowanie nie było zamierzone. Hejt był jednak zbyt silny. Zagraniczne media podają, że 5 sierpnia 2026 nad ranem Mina Chan rozpoczęła transmisję live na TikToku. To właśnie podczas niej miała odebrać sobie życie. Zaniepokojeni widzowie oraz znajomi influencerki wezwali pomoc, ale było za późno. Dziewczyny nie udało się uratować. 

26-latka nie jest pierwszą osobą, która odebrała sobie życie, transmitując to w mediach społecznościowych. Wcześniej w 2019 roku głośno było o 19-latku z Brazylii, który też się poddał i relacjonował to na TikToku. Dziś media społecznościowe stały się nową formą proszenia o pomoc. 

- Forma komunikacji cierpienia zawsze podąża za dostępną technologią. Sto lat temu był list pożegnalny, trzydzieści lat temu – telefon do bliskiej osoby o trzeciej w nocy. Dziś jest smartfon i publiczność, która nigdy nie śpi. Transmisja live nie jest więc nową kategorią zachowania – jest nowym medium dla bardzo starego mechanizmu: potrzeby bycia zobaczonym w cierpieniu, zanim będzie za późno – tłumaczy psycholożka Karolina Klecka. – Kluczowe jest tu pojęcie „bezpieczeństwa bez zobowiązania”. Telefon do bliskiej osoby niesie ryzyko: zawodu, oceny, konieczności „bycia dla kogoś okej", obciążenia relacji. Anonimowy tłum tego ryzyka nie niesie — nie trzeba z nim żyć jutro. To paradoks: im bliższa relacja, tym wyższy koszt emocjonalny ujawnienia słabości, zwłaszcza gdy w przeszłości ujawnianie potrzeb spotykało się z odrzuceniem lub bagatelizowaniem.

Stąd coraz większa popularność kryzysowych relacji na TikToku. A młodzi ludzie bardzo łatwo wpadają w pułapkę algorytmu, który normalizuje im tego typu zachowania. 

Dojrzewanie w pułapce algorytmów

Odbieranie sobie życia live to wciąż sporadyczne przypadki. Ale na TikToku pełno jest treści, które normalizują depresję i robienie sobie krzywdy. Młodzi ludzie pokazują swoje cierpienie, ponieważ potrzebują uwagi. Chcą mieć poczucie, że ktoś się nimi interesuje. Dziś, zamiast pisania listów, wysyłają w świat rolkę, w której wołają o pomoc. 

- Nowością jest skala, natychmiastowość i brak filtra czasowego: dawniej między impulsem a jego wyrażeniem był dystans (napisanie listu, dotarcie do kogoś), dziś ten dystans zniknął. To zmienia dynamikę kryzysu – impulsywność ma dziś znacznie krótszą drogę do audytorium. Dla osoby przewlekle niewidzianej emocjonalnie nawet uwaga nieznajomych bywa dowodem na to, że się istnieje. To nie jest „szukanie poklasku" w potocznym, deprecjonującym sensie – to często desperacka próba potwierdzenia własnej wartości przez kogoś, kto przez lata nie doświadczał tego w bliskich relacjach. Anonimowość redukuje lęk przed wstydem i oceną, bo nie ma tu historii relacji, która mogłaby zostać „zniszczona" ujawnieniem – tłumaczy psycholożka. 

Dlatego coraz więcej młodych ludzi decyduje się na taką formę szukania pomocy. I stąd nowa bańka na TikToku, która przedstawia depresję w formie rozrywki. 

Kiedy cierpienie jest romantyzowane

Portal gazetaprawna.pl donosi, że Amnesty International oskarżyło TikToka o propagowanie treści związanych z samobójstwami i samookaleczeniami. Raport sporządzony przez organizację i upubliczniony w październiku 2025 roku dostarcza szereg dowodów na to, że algorytmy podpowiadają młodym ludziom treści normalizujące, bagatelizujące lub nawet idealizujące depresję i inne stany kryzysowe. A te są naprawdę niebezpieczne. 

- To ryzyko jest realne, i platformy – poprzez algorytmy premiujące silne emocje – czynią je bardziej prawdopodobnym, niezależnie od intencji twórcy treści. Ale trzeba oddzielić dwa zjawiska: świadomą instrumentalizację cierpienia dla zasięgu (rzadsze, choć się zdarza) od nieświadomego wciągnięcia osoby w kryzysie w logikę platformy, która nagradza intensywność, a nie zdrowie. To drugie jest znacznie częstsze i znacznie bardziej niepokojące – informuje Karolina Klecka. 

Z kolei to zjawisko doskonale już znamy. Kiedyś mówiło się, że im częściej widzimy coś w telewizji, tym bardziej się z tym oswajamy i to normalizujemy. Teraz dotyczy to TikToka. Im więcej wyświetla nam się osób, które wołają o pomoc, tym rzadziej faktycznie słyszymy to wołanie. Bo w tłumie zawsze łatwiej zrzucić odpowiedzialność na kogoś innego. 

- To jest cyfrowa wersja klasycznego efektu widza opisanego jeszcze w latach 60. – im więcej obserwatorów, tym niższe poczucie indywidualnej odpowiedzialności każdego z nich. W sieci ten efekt jest jeszcze silniejszy, bo dochodzi anonimowość i brak kontaktu wzrokowego, które w świecie fizycznym czasem wymuszają reakcję. Setki widzów mogą oznaczać, paradoksalnie, zero realnej interwencji – każdy zakłada, że „ktoś inny na pewno już zgłasza” – dodaje psycholożka.

Tylko, że ktoś inny prawdopodobnie myśli dokładnie tak samo jak ty. 

Nie czekaj na pewność 

- Inflacja emocjonalnej intensywności w sieci prowadzi do znieczulenia odbiorców – to, co kiedyś było sygnałem alarmowym, dziś jest jednym z wielu bodźców w strumieniu treści. To zjawisko określa się czasem jako „zmęczenie współczuciem” na poziomie zbiorowym. Paradoksalnie, im więcej cierpienia widzimy publicznie, tym trudniej nam rozpoznać to jedno, prawdziwie krytyczne wołanie – podkreśla psychotraumatolog. – Nie trzeba czekać na pewność. Reakcja nie musi być spektakularna – wystarczy bezpośrednia, prosta wiadomość: „widzę, że jest ci ciężko, jestem tu, chcę wiedzieć, co się dzieje”. Kluczowe jest unikanie dwóch skrajności: paniki, która przytłacza, i milczenia z niezręczności.

Najważniejsze, żebyśmy nie pozostawali bierni. Jako pojedyncze jednostki nie pokonamy bańki algorytmów. Nie ochronimy młodych ludzi przed wpadaniem w nie. Ale możemy, a nawet powinniśmy reagować, gdy widzimy, że ktoś potrzebuje pomocy.

Jeśli potrzebujesz pomocy lub zmagasz się z trudnym momentem, pamiętaj o darmowych i anonimowych telefonach zaufania, takich jak 116 111 dla dzieci i młodzieży (czynny codziennie przez całą dobę) lub 116 123 dla dorosłych (czynny 7 dni w tygodniu od 14 do 22). Centrum Wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego — 800 70 22 22 — czynne całą dobę.


Karolina Klecka – psycholog i psychotraumatolog, popularyzatorka wiedzy psychologicznej oraz ekspertka medialna. Prowadzi własny gabinet psychologiczny, w którym pracuje m.in. z osobami doświadczającymi kryzysów, trudnych relacji i następstw traumy. Ekspertka Polskiego Radia 24 oraz programów telewizyjnych, m.in. Sprawa dla Reportera i Pytanie na Śniadanie. Autorka artykułów eksperckich publikowanych m.in. w Onet.pl i Vogue.pl. W mediach społecznościowych jako @karola_psycholife przybliża psychologię w sposób przystępny, konkretny i oparty na wiedzy naukowej.


Czytaj także: