Reklama

Nie mam dzieci, ale mam wokół siebie dużo bliskich mi mam, które łączą pracę, dbanie o dom i rodzinę z wychowywaniem pociech. Często widzę, jak trudno jest im to wszystko pogodzić. I zdarza się, że też słyszę od nich, że znów „czegoś nie dowiozły”, „o czymś zapomniały”, „czują, że zawaliły”… A największe wyrzuty sumienia mają wobec własnych dzieci, choć są najlepszymi mamami na świecie. I wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Że to siedzi wyłącznie w ich głowie, bo nikt ich nie ocenia, a już na pewno nie dzieci, tylko presja społeczna jest tak duża, że wizerunek „idealnej mamy” nie zgadza się z tym, co weryfikuje życie.

Wyrzuty sumienia – popisowe danie każdej mamy?

Jedną z takich kobiet jest moja siostra Dorota – dla mnie siłaczka, kobieta, która potrafi udźwignąć wszystko i kocha swoje dzieci najmocniej na świecie, a one ją. I to właśnie ona głośno mówi: „Wyrzuty sumienia to moja specjalność”. Ale jak zaczynamy się zastanawiać nad tym, skąd to w ogóle się bierze, pada jedno magiczne słowo – presja.

- Wydaje mi się, że są większe oczekiwania i presja otoczenia. W mediach pokazuje się idealne rodziny, a w rzeczywistości wcale nie jest kolorowo i zastanawiasz się, czy to z tobą jest problem – mówi Dorota. I nie jest jedyną kobietą, która właśnie w tym dostrzega największy problem. Inna mama, Asia, która samotnie wychowuje dzieci, też wskazuje na presję społeczną. - Kiedyś mamy nie wymagały tyle od siebie. Była mniejsza świadomości i presja społeczna. Rozwój social mediów, gdzie widzimy najlepszą wersję innych, powoduje, że mamy często stawiają sobie zbyt wygórowane wymagania jeśli chodzi o macierzyństwo.

Idealny świat przedstawiony w social mediach to kreacja stworzona pod zdjęcie lub filmik. Niby wszystkie o tym już wiemy, staramy się nie porównywać, ale trudno o to, gdy w sieci widzimy uśmiechnięte mamy spędzające czas z dziećmi, w idealnie dopasowanych dresach, uśmiechnięte od ucha do ucha, a my wracamy z pracy z bólem głowy, zmęczone, musimy przygotować obiad na kolejny dzień i jeszcze kilka razy, bo raz to za mało, przypominać dziecku o niezrobionych lekcjach. I cyk, pierwsze wyrzuty sumienia pojawiają się w naszej głowie niespodziewanie.

- Zalewają nas zewsząd informacje na temat tego, co mamy robić, jak pielęgnować, w co się bawić i czym, jak wychowywać, czego używać, co kupować. Nawet zwykły wybór pieluszki urasta do rangi sprawy narodowej. Żeby wybrać pieluszkę czy jakaś przekąskę dla dziecka, trzeba się doktoryzować z danego tematu. Nie wystarczy już pójść do sklepu, kupić i gotowe. Mamy zastanawiają się nad składem jedzenia, nad składem ubrań, nad tym co eksperci polecają, a czego używają influencerki. Oszaleć można – tłumaczy Weronika.

Czyli idealny świat to jedno, ale do tego dochodzą „złote rady” ekspertów i otoczenia. Bo każdy najlepiej wie, jak powinnyśmy wychowywać nasze dzieci. A jeśli coś nie mieści się w bańce „parenting lifestyle”, jest gorsze i wytykane palcami – nie taki poród, nie takie pieluchy, nie taka kaszka, za dużo słodyczy, za mało warzyw… Wyrzuty sumienia-mama – 2:0.

Czas to pieniądz i… brak wyrzutów sumienia?

- Choć w dzisiejszych czasach jest większe zaangażowanie ojców niż kiedyś, miewam wyrzuty sumienia spowodowane np. krzykiem na dzieci, czasem też tym, że za dużo wymagam. Ale też tempem życia, życiem w stresie, ciągłą gonitwą za pieniądzem – tłumaczy Marta. A Kasia dodaje: - Obecnie dzieci są bardziej samodzielne, ale tak, wyrzuty dotyczą tego, że wszystko jest ciągle w biegu i na szybko.

„Ciągle w biegu i na szybko”, bo mamy coraz mniej czasu dla naszych dzieci. Obwiniamy się za to, że robimy nadgodziny, choć w rzeczywistości to nie jest zależne od nas. Czujemy się winne tego, że jesteśmy zmęczone, choć przecież w pracy nie siedzimy bezczynnie, tylko przez 8 godzin lub czasem nawet dłużej musimy być zaangażowane w wykonywanie naszych obowiązków. A nie oszukujmy się, bycie mamą to kolejny obowiązek. Bo choćbyśmy nie wiadomo jak kochały nasze dzieci, zajmowanie się nimi to praca na kolejny etat.

- Pamiętam, że kiedyś rodzice mieli więcej czasu. Osobiście mam nienormowany czas pracy. Praca w handlu wymaga ode mnie ciągłej dyspozycji. Niestety często kosztem czasu z bliskimi – tłumaczy Dorota.

Ten brak czasu mamy z reguły poświęcają na „wynagrodzenie” go swoim pociechom. Co to dokładnie oznacza?

- Obiecuję, że w weekend lub wakacje spędzimy więcej czasu razem i staram się dobrze zaplanować ten czas. Niedziela jest dniem, w którym staram się wynagrodzić brak czasu w tygodniu. Czasem jestem mniej wymagająca dla starszej córki. Odpuszczam jej wykonanie obowiązków, czy pozwalam na przykład na słodycze dla świętego spokoju – opowiada Asia. Swój indywidualny system wynagradzania opracowała też Dorota. - Każdą zachciankę staram się spełniać i w miarę możliwości (nawet kosztem odpoczynku) daję im swoją uwagę i wstyd się przyznać - spełniam zachcianki materialne. – A Weronika dodaje: - Czasem zastanawiam się, czy nie powinnam z nimi robić tych wszystkich drogich rzeczy, które widzę na wspaniałych kontach znanych osób. Chwilę później pukam się w czoło, bo wiem że za większość z tych atrakcji jednak płacą dane firmy.

A gdzie w tym wszystkim ja?

I tu pojawia się kluczowe pytanie – jak być mamą i nie zwariować? Nikt z nas nie jest w stanie być na etacie przez 24 godziny na dobę. Bycie mamą to ogromna odpowiedzialność. A presja społeczna i tak sprawi, że poczujemy się niewystarczające. Bo we wszystkim da się znaleźć drugą stronę. Jak pozwalamy sobie na odpoczynek, czujemy, że powinnyśmy poświęcić ten czas dziecku. Kiedy oglądamy razem z dzieckiem bajkę i wcinamy popcorn, możemy odnieść wrażenie, że ten czas powinien być bardziej „jakościowy”. A gdy kupujemy dziecku kolejny gadżet, który ma uciszyć nasze wyrzuty sumienia, z tyłu głowy pojawia się kolejny głos, że może to nie jest właściwe…

- Chociaż staram się nie biczować i podchodzić do wszystkiego racjonalnie, być świadomą, ale i po prostu taką wystarczająco dobrą matką dla własnych dzieci, która ma prawo do błędów, bo jest tylko człowiekiem, to wiem że nie jestem idealna. Że może chciałabym być bardziej wyrozumiała i cierpliwa dla własnych dzieci, że może niepotrzebnie wrzasnęłam, bo byłam zmęczona, że może zamiast oglądać z nimi jakiś film, powinnam spędzić ten czas jakoś bardziej kreatywnie – wymienia Weronika. - Mogę tak wymieniać w nieskończoność… I myślę, że większość z nas tak ma. Jak „siedzimy” z dziećmi w domu, to myślimy, że powinnyśmy być aktywne zawodowo i dawać im wzorzec kobiety sukcesu, jak pracujemy i spełniamy się zawodowo, to martwimy się, że przegapiamy ten czas z dziećmi, który już nie wróci. Mam wrażenie, że zawsze jest coś, co sprawia, że się zamartwiamy.

Dziewczyny, jesteście wystarczające. Jesteście najlepszymi mamami na świecie. Niech nadchodzący Dzień Matki będzie dla was momentem, kiedy uświadomicie sobie, że ten drobiazg czy laurka od pociechy nie jest tak po prostu – jest wyrazem największej miłości, którą czuje wasze dziecko. I dla niego jesteście wystarczające i idealne – nawet, jak czasami krzykniecie, jak nie macie czasu na spacer, tylko na 5 minut rozmowy, jak nie możecie teraz obejrzeć całej bajki razem, ale zapytacie, o czym była i chwilę o tym porozmawiacie. Bo wasze dziecko woli patrzeć na uśmiechniętą, wypoczętą mamę – nawet jeżeli ona nie poświęca mu 100% wolnego czasu. Bycie mamą to nie bycie na 100%, tylko bycie wtedy, kiedy faktycznie jesteście potrzebne.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama
Loading...