Węch to jeden z najbardziej niedocenianych zmysłów. Choć ewolucyjnie postawiliśmy głównie na wzrok, nasz nos nadal ma ogromną, bezpośrednią władzę nad tym, co dzieje się w naszej głowie.
WIDEO…
- W nosie mamy aż czterysta rodzajów receptorów - tłumaczy Jadwiga Tatarkiewicz. - Ale najważniejsze jest co innego: węch działa błyskawicznie i poza naszą kontrolą. Kiedy na coś patrzymy albo czegoś słuchamy, mózg najpierw to analizuje. A zapach? Zapach idzie prosto do tej części mózgu, która odpowiada za emocje i wspomnienia. Dlatego na zapach reagujemy natychmiast i bez zastanowienia.
To właśnie dlatego doświadczamy tzw. efektu Prousta, kiedy jeden przypadkowy zapach potrafi w ułamku sekundy przenieść nas w czasie. Jeden wdech i znowu jesteśmy w ogrodzie u babci na wakacjach. Albo wręcz przeciwnie, czujemy nagły niepokój, bo dany aromat podświadomie kojarzy nam się z czymś nieprzyjemnym z przeszłości.
- Mózg pakuje zapach i emocję do jednego woreczka - dodaje ekspertka. - Jeśli podczas trudnego, stresującego egzaminu w sali pachniało konkretnymi perfumami, możemy nie znosić tego zapachu do końca życia. Ale to działa też w drugą stronę: zapachy kojarzone ze spokojem i bezpieczeństwem potrafią błyskawicznie nas wyciszyć.
Jak stworzyć zapachową kotwicę na stres?
Dzięki wiedzy o tym, jak działa mózg, aromaterapia przestaje być postrzegana jako „szamańskie czary”, a staje się bardzo konkretnym narzędziem do pracy ze stresem i kortyzolem. Jednym z najprostszych sposobów jest stworzenie tzw. kotwicy zapachowej.
- Żyjemy w ciągłym biegu. Powiadomienia w telefonie, presja w pracy i szybkie tempo sprawiają, że poziom kortyzolu i adrenaliny jest wysoko przez cały dzień. A potem wieczorem nie możemy zasnąć - wyjaśnia założycielka Franèlle. - Mózg nie odróżnia szefa krzyczącego w biurze od goniącego nas tygrysa. Dla niego to po prostu zagrożenie. Żeby nauczyć go odpoczynku, musimy dać mu jasny sygnał.
Jak to zrobić w praktyce? Wybieramy naturalny zapach, na przykład uspokajającą kompozycję z lawendą, bergamotką czy drzewem sandałowym, i rozpylamy go codziennie wieczorem, poświęcając kilka minut na głębokie oddychanie z przepony, chwilę spokoju i relaksu. Po dwóch, trzech tygodniach mózg koduje prostą zależność: ten aromat oznacza, że jesteśmy bezpieczni i można się wyłączyć.
- Kiedy po takim treningu użyjemy tego zapachu w stresującym momencie w pracy, mózg od razu odpowie: „Okej, jesteś bezpieczny, nic się nie dzieje”. Tętno spowalnia, a poziom kortyzolu przestaje rosnąć. Na to, że wdychanie lawendy hamuje wyrzut hormonu stresu, są już nawet twarde badania naukowe - zaznacza Tatarkiewicz.
Zapach zamiast kolejnej kawy
Olejki eteryczne potrafią nie tylko wyciszać, ale też świetnie stymulować do działania. Ziołowe i cytrusowe nuty, takie jak mięta, rozmaryn czy tymianek, działają jak naturalny zastrzyk energii.
- Kawa działa tak, że po prostu blokuje w mózgu receptory zmęczenia. Mózg myśli, że nie pracował, ale „śmieci” przemiany materii nadal się w nim gromadzą. Gdy kawa przestaje działać, te receptory się odblokowują i nagle dopada nas potężny zjazd energetyczny. A zapachy działają inaczej. One stymulują naszą czujność bezpośrednio przez układ nerwowy, nie oszukując receptorów. W efekcie dostajemy pobudzenie bez późniejszego spadku formy - tłumaczy perfumiarka.
Co ciekawe, to, jak reagujemy na zapachy, bywa mocno indywidualne. Na przykład osoby neuroatypowe, chociażby z ADHD, na zapachy z założenia pobudzające (jak mentol z mięty) potrafią zareagować... głębokim spokojem i wyciszeniem.
Natura kontra syntetyki: Dlaczego sztuczne zapachy nas duszą?
W świecie kosmetyków od lat trwa spór między zwolennikami natury a fanami syntetyków. Z biologicznego punktu widzenia różnica jest jednak kluczowa.
- Świat natury buduje cząsteczki skręcone w lewą stronę.(to są enancjomery L, „skręcenie w lewą stronę” odnosi się do światła przepuszczonego przez roztwór substancji – bezpieczniej jest napisać, że natura ma jeden rodzaj klucza i budowy, a podczas syntezy chemicznej powstają dwie formy, aktywna i nieaktywna biologicznie) Nasza witamina C czy naturalne olejki są lewoskrętne i nasz organizm ma do nich idealnie pasujący, biologiczny „klucz” (to samo dotyczy witaminy C – kwas L-saskorbinowy akurat przepuszcza światło w prawą stronę ;) – dlatego lepiej napisać forma aktywna biologicznie) — wyjaśnia Jadwiga Tatarkiewicz. — Tymczasem w fabryce, podczas syntezy chemicznej, cząsteczki powstają pół na pół: lewo- i prawoskrętne. Dlatego czyste syntetyki często nas duszą, wywołują mdłości albo ból głowy. Nasz układ nerwowy istniał na długo przed tym, jak pod koniec XIX wieku wymyślono pierwsze sztuczne zapach, i po prostu nie miał czasu, żeby się do nich przyzwyczaić.
Mimo to wokół naturalnych olejków wyrosło sporo mitów. Najpopularniejszy? Przekonanie, że to, co naturalne, na pewno nie uczula.
- To absolutna nieprawda - prostuje twórczyni Franèlle. - To właśnie naturalne olejki eteryczne zawierają najsilniejsze alergeny, takie jak limonene czy eugenol. Unijne przepisy nakazują nam wypisywać je na opakowaniach, co czasem dziwi klientów, bo myślą, że to jakaś sztuczna chemia. A prawda jest taka, że naturalna lawenda czy rumianek mają potężną moc działania. Potrafią wspaniale wspierać emocjonalnie i wyciszać, ale wymagają po prostu szacunku, wiedzy i głowy na karku.
- Rzuciła aptekę po 20 latach, by zostać perfumiarką. „Ludzie pytają, dlaczego na moim olejku jest trupia czaszka”
- Byłam na warsztatach perfum naturalnych. Upojona zapachami wyszłam z trudną prawdą o moim węchu
- Asymetria starzenia się twarzy. Ekspertka: ,,Żaden krem tego nie zmieni''