Cichy zapach w open space. Dlaczego „office perfumes” to nowa forma biurowej elegancji?

Na forach internetowych trwają zaangażowane dyskusje: czy w ogóle mamy prawo pachnieć w pracy? Wystarczy wejść na Reddita lub jakiekolwiek forum poświęcone pracy i urodzie, by natrafić na gorącą dyskusję. Część osób kategorycznie uważa, że intensywne, ciągnące się kilometrami  ogony perfum należy zostawić wyłącznie na wieczór, z kolei inni żarliwie bronią swojego prawa do noszenia ulubionego zapachu w biurze. Pytanie, gdzie leży granica naszej wolności, gdy w grę wchodzi wspólna przestrzeń i cudzy komfort oddechowy?  

WIDEO

player placeholder

Szwedzki minimalizm, czyli strefa wolna od zapachu

To, co u nas wywołuje internetowe debaty, w Szwecji przybrało formę oficjalnych regulacji. Funkcjonuje tam szeroko rozpowszechniona polityka firmowa określana jako "doftfri policy" lub "parfymfri arbetsplats" (bezzapachowe miejsce pracy). Choć szwedzkie prawo nie zakazuje noszenia perfum odgórnie, pracodawcy mogą wprowadzać wewnętrzne zakazy. Z tego prawa chętnie korzystają przede wszystkim instytucje publiczne, takie jak urzędy, szkoły, szpitale czy przychodnie.  Działania te aktywnie wspiera Szwedzkie Stowarzyszenie Astmy i Alergii (Astma- och Allergiförbundet). Organizacja nie tylko udostępnia gotowe wzory regulaminów i plakaty z napisem „doftfritt” do wywieszenia w przestrzeniach biurowych, ale również rekomenduje pracodawcom zakup bezzapachowych mydeł i środków czystości. Stowarzyszenie poszło zresztą o krok dalej, organizując ogólnokrajową kampanię „Non Fragrance Week” (Doftfri vecka). Wspierana przez lokalnych blogerów i influencerów akcja zachęcała do rezygnacji z perfum w przestrzeni publicznej na rzecz naturalnego zapachu ciała. W praktyce takie rozwiązania stają się codziennością – w sztokholmskiej organizacji MÄN całkowity zakaz używania perfum wpisano wprost do regulaminu pracowniczego, o czym od razu informuje się nowych pracowników oraz gości.  

Czy jednak taki rygor sprawdziłby się na polskim gruncie? Czy perfumy w biurze mogą być aż tak wielkim faux pas, jak klapki japonki?. A może zapach jest integralną częścią naszej tożsamości i narzucanie odgórnych zakazów byłoby bolesną ingerencją w osobistą wolność?.  – Dyskusja o tzw. office perfumes robi się coraz ciekawsza, bo ścierają się w niej dwa zupełnie różne podejścia – wyjaśnia Monika Bernasiak, właścicielka perfumerii niszowej Sillage i stylistka zapachowa. – Z jednej strony mamy rosnącą świadomość tego, że niektóre osoby bardzo źle reagują na intensywne zapachy. Z drugiej – perfumy od setek lat są elementem stroju, wizerunku i sposobu, w jaki chcemy być odbierani przez innych. I ja zdecydowanie jestem po stronie rozsądku, a nie zakazu.  

Zobacz także:

Złoty środek polskiej elegancji

Aby zbadać nastroje, ekspertka przeprowadziła ankietę na swoim profilu na Instagramie, pytając wprost, czy obserwatorki chciałyby wprowadzenia zakazu używania perfum w miejscu pracy. Odpowiedź była jednoznaczna.

 – Zdecydowanie dominowało: „nie”, „absolutnie przeciw”, „nie wyobrażam sobie siebie bez zapachu”. Jedna z obserwatorek napisała wręcz, że zapach jest częścią jej duszy – przyznaje Monika Bernasiak. – Ale pojawił się również bardzo ważny głos: „złoty środek”. I to jest odpowiedź, z którą identyfikuję się najbardziej. Były osoby mówiące: mocnym perfumom w biurze – nie, delikatnym – tak. Inne zwracały uwagę na migreny i nadwrażliwość. Ktoś napisał, że w jego miejscu pracy perfumy są już ograniczane właśnie dlatego, że jedna z osób cierpi na silne bóle głowy. Czyli Polacy niekoniecznie chcą przestać pachnieć. Chcą raczej, żebyśmy pachnieli z wyczuciem.

Nie da się ukryć, że relacja Polek z perfumami wymyka się suchym regulaminom i jest mocno zakorzeniona w kulturze.  

– Z mojego doświadczenia Polki mają bardzo silną potrzebę zadbania o swój wizerunek. Lubimy dobrze wyglądać, interesujemy się kosmetykami, fryzurą, modą. I lubimy pięknie pachnieć. Perfumy bardzo często są dla nas ostatnim elementem stylizacji – zauważa ekspertka. – W tym sensie bliżej nam chyba do południa Europy, choćby do Włoszek, dla których moda, elegancja, makijaż i wyrazisty zapach mogą tworzyć jedną całość, niż do skandynawskiego modelu minimalizmu i ograniczania bodźców. I nie widzę w tym nic złego.  

Ekspertka podkreśla, że zamiast całkowicie wyrzucać perfumy z biur, powinniśmy raczej nauczyć się zapachowego savoir-vivre’u. – Tak samo jak nie przychodzimy na spotkanie biznesowe w stroju na plażę, tak nie każdy zapach, który kochamy wieczorem, powinien towarzyszyć nam o dziewiątej rano w dwudziestoosobowym open space.  

W poszukiwaniu "office perfumes"

Czym więc w praktyce są idealne biurowe zapachy? To wcale nie jest zamknięta rodzina olfaktoryczna, ale przede wszystkim sposób, w jaki kompozycja funkcjonuje wokół człowieka.

 – Dobry zapach biurowy powinien zostać zauważony przez osobę, która podchodzi do nas na odległość rozmowy. Nie przez człowieka siedzącego sześć biurek dalej – radzi Monika Bernasiak. – Powinien być jak świetnie skrojona marynarka: podkreślać osobę, ale jej nie zastępować.

To właśnie dlatego w korporacyjnych realiach perfekcyjnie sprawdzają się tzw. skin scents, czyli zapachy bliskoskórne. W branży coraz częściej mówi się wręcz o "perfumach introwertycznych". To kompozycje, które otulają noszącego, zamiast agresywnie wypełniać całe pomieszczenie. Ten trend to naturalne przedłużenie estetyki quiet luxury, która z wybiegów gładko przeniknęła do flakonów. Przez lata luksus w perfumerii kojarzył się z wielkimi, ciężkimi i niezwykle projekcyjnymi zapachami. Dziś paradygmat się zmienia. Jak trafnie ujmuje to ekspertka: – Nie muszę pachnieć najgłośniej, żeby pachnieć najdrożej.  

Jak skomponować biurową garderobę zapachową?

Jeśli szukamy zapachów, które uchodzą za najbezpieczniejsze, warto skierować nos ku kompozycjom transparentnym. W tej grupie brylują miękkie piżma, delikatne drewna, irys, herbata, jasne kwiaty, nuty ryżu oraz subtelne akordy pudrowe czy mineralne.  

Nie istnieje jednak twarda lista „zakazanych składników”. Cały sekret tkwi w konstrukcji i projekcji. – Oud może zostać podany niezwykle subtelnie, a pozornie niewinny biały kwiat może mieć gigantyczną projekcję – ostrzega stylistka zapachowa. – W biurze ostrożniej podchodziłabym natomiast do bardzo gęstych kompozycji oudowych, ekstremalnie słodkich gourmandów, potężnej tuberozy, mocnego kadzidła, skóry i ciężkich bursztynowych baz – szczególnie jeśli jesteśmy miłośniczkami dziesięciu czy piętnastu psiknięć. Bo czasami problemem nie są perfumy. Problemem jest ich ilość.  

Znakomitym przykładem nowoczesnego, "cichego" podejścia do luksusu jest marka d’Annam. Ten azjatycki dom perfumeryjny otwarcie deklaruje, że tworzy zapachy, które nie są głośne, a jednak prezentują niezwykle wyraźny punkt widzenia. To kwintesencja azjatyckiego myślenia o elegancji: spokój, precyzja i detal stojące w opozycji do krzykliwej demonstracji.  

Monika Bernasiak wytypowała kilku biurowych faworytów:

  • White Rice: mój modelowy przykład perfum biurowych, tworzących efekt miękkiej, zadbanej skóry. Zapach jest dyskretny, komfortowy i nie wchodzi do pomieszczenia przed nami.  
  • Kimono: magnolia, jedwab, mąka ryżowa i pudrowo-kosmetyczne akordy. Niezwykle elegancki, intymny, bliskoskórny. Na stronie Sillage opisujemy go wręcz jako zapach w estetyce quiet luxury.  
  • Arashiyama: chłodna zieleń, bambus, deszcz i świeża trawa. Bardzo czysty i uporządkowany, ale bez banalnego efektu „świeżaka”.  
  • Pomelo Oolong: pomelo, herbata oolong, osmantus, porcelana i białe piżmo. Jest świetlisty i świeży, ale zamiast krzyczeć cytrusami, daje wrażenie eleganckiej czystości.  
  • Hinoki Meditation: dla osób, które wolą zapachy drzewne. Hinoki, cedr, sandałowiec i delikatne kadzidło tworzą spokojną aurę, a nie wielki zapachowy ogon.

To właśnie definicja "cichych perfum" – są obecne, uwodzą pięknem i mają charakter, ale absolutnie nie zawłaszczają przestrzeni innych.  

Świadomość zamiast zakazów

Nie jestem zwolenniczką zakazywania perfum. Byłoby mi trudno zaakceptować świat, w którym jeden z najpiękniejszych sposobów wyrażania siebie staje się czymś niestosownym – podsumowuje Monika Bernasiak. Jednak, jak sama zaznacza, istnieje wyraźna granica między manifestowaniem własnego stylu a zmuszaniem całego piętra biurowca do uczestniczenia w naszym wyborze.  

Zamiast promowanego w Skandynawii perfume-free office, warto dążyć do modelu perfume-conscious office – biura świadomego zapachowo. Wystarczą jedno, dwa, maksymalnie trzy psiknięcia. Zapach musi być dobrany do metrażu przestrzeni. Należy też zapomnieć o poprawianiu perfum przy biurku w połowie dnia oraz o zostawianiu za sobą gęstego, trzyminutowego ogona w windzie. I co najważniejsze: z pełnym szacunkiem przyjmujmy komunikaty od współpracowników, którzy mówią nam, że nasz zapach wywołuje u nich ból głowy.  

Zapachowa etykieta nie sprowadza się bowiem wyłącznie do pięknego pachnienia. – Kultura perfum polega również na umiejętności pachnienia adekwatnie – puentuje ekspertka. I właśnie tak powinniśmy definiować polskie office perfumes: jako niezwykle wyrafinowaną formę nowej elegancji. – Perfumy mają być naszym podpisem. Nie megafonem.


Zobacz także:

Bez tych 7 kosmetyków nie wyobrażam sobie pielęgnacji po wakacjach. Dzięki nim skóra odzyskuje formę

Dyktat laminacji. Czy kształt brwi stał się gorsetem współczesnej kobiecości?