W świecie celebryckim ostatnio głośno jest o bohaterce programu „Królowe życia”. 29-letnia Julia von Stein wzbudziła zainteresowanie wszystkich swoim wyglądem. W ubiegłym roku poddała się zabiegowi liftingu twarzy, który jej zdaniem nie był udany. Odważnie powiedziała o tym, że nowy wygląd jej się nie podoba. Wówczas spotkała się z wieloma krytycznymi komentarzami. Teraz opublikowała na swoim kanale na YouTubie film, w którym opowiada całą historię, a także zdradza, jak radzi sobie z krytyką swojego wyglądu, z którą mierzy się od miesięcy. Zapowiedziała też kolejną operację, która ma naprawić skutki wcześniejszej. – To będzie trudne. Każda kolejna poprawka w każdej dziedzinie jest trudniejsza – komentuje dr Agnieszka Bliżanowska, specjalistka dermatolog i ekspertka od medycyny estetycznej. I wspólnie z panią doktor zastanawiamy się, czy wykonywanie zabiegów na prośbę młodych osób w ogóle jest etyczne. 

WIDEO

player placeholder

Nie znasz powodu? Nie oceniaj 

Hejt, który wylał się na Julię za jej wygląd, jest przerażający. Wielu komentujących udaje psychologów, proponując jej terapię, inni rozkładają na czynniki pierwsze jej wychowanie przez rodziców. Są też oczywiście typowe chamskie komentarze wprost komentujące jej wygląd. Mało kto potrafi zatrzymać się, spojrzeć na jej nieszczęście i zastanowić nad tym, w czym tkwi podłoże problemu. Bo wszystko zaczęło się od decyzji, że jako młoda i piękna kobieta chce poddać się operacji plastycznej.

- Dorosłam, zaczęłam zarabiać pieniądze i większość pieniędzy, które zarabiałam, od początku wkładałam w swój wygląd, bo siebie po prostu nie akceptowałam – tłumaczy Julia w opublikowanym przez siebie nagraniu. – Liczyłam na cud, liczyłam na to, że wszystko się zagoi, liczyłam na profesjonalizm lekarza. Wierzyłam, że jeżeli wydaje się wór pieniędzy na jednego z najlepszych lekarzy w tym kraju, to wystarczy. Ale ten cud się nie zdarzył. W lustrze, w odbiciu widziałam po prostu obcą osobę, paskudną. 

Zobacz także:

Brak akceptacji samej siebie to najczęstsza przyczyna, które prowadzi do wizyty w gabinecie chirurga plastycznego. Często jest ona związana z presją otoczenia danej osoby. Koleżanki robią, influencerki na Instagramie, dlaczego ja mam nie zrobić. Ale w przypadku tak młodych osób w dużej mierze ta decyzja może być podyktowana emocjonalnym podejściem do wyglądu, a nie faktycznym problemem. Czy da się to w ogóle rozróżnić? 

- Jest to bardzo trudne. Przytoczę tutaj dla przykładu historię opowiedzianą podczas pewnej konferencji przez chirurgów jednej z klinik. Mieli oni duży problem z pozwami ze strony kobiet, które zgłaszały reklamację, bo im się nie podobały efekty zabiegów. Oni do tej pory standardowo zajmowali się tą stroną techniczną – poprawianiem konkretnych partii ciała. Aż w końcu zatrudnili psychologa, który na co dzień rozmawiał z pacjentami i już na początkowym etapie sprawdzał ich oczekiwania i motywacje. I wszystko się zmieniło. To było takie sito, które potem już pozwalało robić zabiegi tylko tym pacjentom, którzy mieli realne podejście i realne oczekiwania w stosunku do zabiegów – tłumaczy dr Bliżanowska. – Sami pacjenci nie są w stanie tego zrobić, bo te osoby, które już idą i chcą sobie te zabiegi wykonywać, często mają tak zaburzone poczucie własnej wartości, mają zaburzone postrzeganie siebie i dodatkowo mogą już też być uzależnione od tych zabiegów, więc trudno im stanąć z boku i ocenić swój wygląd obiektywnie. 

Tutaj warto odróżnić dwie rzeczy. Bo możemy mieć mankamenty w swoim wyglądzie, których nie lubimy i chcemy je zmienić. Gorzej, gdy patrzymy na siebie w lustrze i nic nam się nie podoba. Gdy myślimy i mówimy o sobie wyłącznie krytycznie. Lub gdy podążamy za trendem liftingowania twarzy, bo wykonała go jedna czy druga celebrytka. 

Poproszę nos na Kim, a podbródek na Kardashian 

W gabinetach lekarzy medycyny estetycznej pojawia się coraz więcej młodych dziewczyn, które chcą wykonać sobie „modny” zabieg. Często przychodzą ze zdjęciami danej celebrytki, pokazując przykład, jak chciałyby wyglądać. 

- To jest bardzo silnie związane jedno z drugim, szczególnie u młodych osób, gdy jeszcze dochodzi ta presja social mediów. Gdy presja jest już tak duża, że chcą wyglądać inaczej, ale czy lepiej? Jest dużo modnych zabiegów, które wykonują inni, więc młode dziewczyny chcą je wykonać też sobie. I to jest pierwszy podstawowy błąd. 20-30 lat temu wszystkie dziewczyny chciały sobie nosy poprawić. Teraz się dużo mówi o tych wielkich operacjach plastycznych, to sobie je robią. I to jest dramat –  tłumaczy dr Bliżanowska. 

Problem polega na tym, że nawet identyczny zabieg nie sprawi, że będziemy wyglądać jak kopia np. Kim Kardashian.

- Nie zdają sobie sprawy, że jest to niewykonalne do końca. To jest tak, jak z włosami, że to, że obcinamy je podobnie do kogoś, wcale nie oznacza, że będziemy podobnie wyglądać. I tutaj też tak to wygląda, bo to jest jakiś element twarzy, a nie cała twarz. Nie jesteśmy przecież w stanie zmienić się całe – informuje ekspertka. 

Wiele kobiet wierzy jednak, że są w stanie zmienić się od stóp do głów i co gorsza – najwyżej poprawić efekty, przecież to nic takiego. Nic bardziej mylnego. 

Z zabiegiem jest jak z tatuażem – nigdy nie masz dość

Wiele kobiet, które zdecydowały się na zabiegi medycyny estetycznej, podkreślało, że chce kolejny i jeszcze jeden… To jak z tatuażami, gdy zrobimy jeden, nigdy nie mamy dość i wiecznie nam mało. A niestety w przypadku zabiegów medycyny estetycznej, im dalej w las, tym większe ryzyko wystąpienia powikłań.

- Każda kolejna poprawka w każdej dziedzinie jest trudniejsza. Jak już coś nacinamy, to potem mamy mniej skóry, mniej kości, mniej tkanki. Coś zostało spiłowane, coś wyjęte, jest coraz trudniej – podkreśla dr Bliżanowska. – Wyobraźmy sobie, że mamy sukienkę czy spódnicę z jakiegoś materiału, i jak już raz ją dotniemy, to potem kolejne docięcia i kolejne szycia nie wrócą tego, co było wcześniej. 

Tym bardziej przerażający jest fakt młodego wieku pacjentek. Coraz częściej w gabinetach pojawiają się dwudziestoparolatki, które chcą wykonać operację. Czy etyka lekarska powinna przyzwalać na takie zachowania? W którym momencie lekarz powinien powiedzieć nie? 

Kiedy lekarz powinien powiedzieć „nie”?

Technicznie rzecz ujmując, zabieg może się powieść, ale kobieta, widząc swoje odbicie w lustrze, nadal może być niezadowolona z efektów. Bo to, jak siebie postrzega, jest utkwione nie na jej twarzy, tylko w głowie.

- Są pacjentki, które robią za dużo. Są krytyczne pod kątem każdego aspektu swojego wyglądu. Jeżeli dostrzegają jakiś drobiazg, to już zawsze będą go widzieć – nawet po udanym zabiegu, nawet po korekcie i kolejnej też… One zawsze będą niezadowolone, bo to ich głowa, a nie błąd, jaki popełnił lekarz – tłumaczy dr Bliżanowska.

Tu warto podkreślić jeszcze jedną istotną kwestię – w gabinecie kobiety spotykają się z lekarzem. To właśnie on powinien wyjść z perspektywy autorytetu i wykazać się etycznym podejściem. Gdy przychodzi do niego nastolatka czy dwudziestoparolatka z chęcią wykonania zabiegu, bo ma taki kaprys, warto dokładnie ocenić, zadać dodatkowe pytania, które sprawią, że po pierwsze – taki lekarz pozna dokładną motywację młodej dziewczyny do przeprowadzenia operacji, a po drugie – młoda dziewczyna nakierowana przez niego na pewien tok myślenia być może zastanowi się jeszcze przynajmniej dwa razy nad tym, czy na pewno tego chce i potrzebuje. 

- Tu istotna jest cała rozmowa, która pokaże, jakie pacjent ma nastawienie i w jakim jest nastroju. Często na przykład pacjenci depresyjni są skupieni na swoim wyglądzie i to aż za bardzo. Więc to nigdy nie jest takie zerojedynkowe. Ale jeżeli przychodzi młoda osoba, to wtedy powinno się zawsze zapalić lekarzowi czerwone światło. Na pewno są przypadki, kiedy przeprowadzenie zabiegu jest ok, np. jak pacjentka ma duży, garbaty nos, który przeszkadza jej w życiu, czuje się źle w swoim otoczeniu przez niego, to dlaczego nie? Tylko tu zawsze ważne jest indywidualne podejście – podkreśla ekspertka. 

Świetnym przykładem jest tu opowieść dr Bliżanowskiej o chirurgach, którzy zatrudnili psychologa do swojej kliniki. Nie każdy lekarz musi mieć bowiem holistyczną wiedzę na ten temat. Warto jednak, aby w takich placówkach były osoby, które w jakiś sposób nakierują te młode dziewczyny na dokładne przemyślenie sprawy. Bo podążanie za modą nie jest niczym złym do momentu, gdy wszystkie zmiany możemy cofnąć. Kolor paznokci zmienimy za kilka tygodni, przedłużone rzęsy odpadną, doczepy zdejmiemy, nawet tatuaż usuniemy. Ale efektów operacji plastycznej nie cofniemy. Dlatego decyzja o pójściu na zabieg powinna być dojrzała, świadoma, dobrze przemyślana. I nie może wynikać z podążania za trendem, czy nacisku społeczeństwa. 


Agnieszka Bliżanowska - specjalista dermatolog i członkini Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego. Lekarz medycyny estetycznej o wieloletniej praktyce zabiegowej z zakresu odmładzania i korekcji rysów twarzy. Coroczny uczestnik najważniejszych światowych kongresów z zakresu medycyny estetycznej. Dr Bliżanowska wykonuje nawet najtrudniejsze zabiegi estetyczne i specjalizuje się w terapiach łączonych, którymi osiąga najlepsze, synergiczne efekty. Zaprasza Pacjentów do świata smart aiging, gdzie chodzi o to, by wyglądać zdecydowanie lepiej, podkreślić nasze naturalne piękno i unikalność naszej urody, a nie o odmładzanie o 20 lat. Jest orędowniczką mimalistycznej - zrównoważonej medycyny estetycznej. Założycielka butikowego gabinetu Medycyny Estetycznej i Dermatologii WellDerm w Warszawie, którym zarządza jako główny beauty designer. Ceniona przez pacjentów za kompetencje estetyczne, połączone z maestrią techniczną wykonywanych terapii.


Czytaj także: