Reklama

– Zrozum, nie mogę. Obiecałem chłopakom, że obejrzymy razem mecz – odpowiedział Grzegorz, kiedy zadzwoniłam, że udało mi się kupić bilety na spektakl, z którym do przyjechali do nas aktorzy ze stolicy.

– Jak to nie możesz? – zdziwiłam się.

Mój dobry nastrój prysł. Okazało się, że była żona Grzegorza zadzwoniła, że wyjeżdża za granicę w delegację i nawet gdyby nie ten mecz, i tak nigdzie nie mógłby się ruszyć, bo musiał zająć się synami. Młodszy miał pięć, a starszy siedem lat – za mało, żeby zostawić ich samych nawet na jeden wieczór

Zdenerwowałam się, ale nie dałam po sobie niczego poznać. Zależało mi na tej znajomości. Nie chciałam, żeby Grzegorz się zorientował, jak bardzo byłam rozczarowana, dlatego pod byle pretekstem skończyłam rozmowę.

– Nie rozumiem cię – skwitowała moja przyjaciółka, do której jeszcze tego wieczoru poszłam się wyżalić.

Wiedziałam, że jest przeciwna tej znajomości. Według niej dla faceta po przejściach, w dodatku obarczonego dziećmi, nigdy nie będę naprawdę ważna.

Starałam się dostosować

Ja jednak uważałam, że nasze uczucie jest na tyle wyjątkowe, że poradzimy sobie nawet z jego przeszłością. Pogodziłam się już z tym, że Grześ spędza z synami co drugi weekend, połowę ferii zimowych i wakacji. Wydawało mi się, że potrafię wczuć się w jego sytuację.

Teraz więc, nie strojąc fochów, odstąpiłam bilety koleżance z pracy i postanowiłam nie wracać do tematu. „To nie koniec świata” – uspokajałam sama siebie w myślach. Jednak parę dni później zachowanie Tomek znowu wyprowadził mnie z równowagi.

– Nie wiem, czy polecimy do Turcji, bo chciałbym parę dni spędzić z chłopcami w Grecji – powiedział, kiedy położyłam przed nim folder z biura podroży.

Od dawna planowaliśmy ten wyjazd. To w Turcji poznaliśmy się ubiegłego lata… Po roku chciałam odwiedzić stare kąty i poznać nowe zakątki tego kraju. Z radością odliczałam dni do urlopu.

– Będziemy mieli dwa tygodnie tylko dla siebie! – mówiłam przyjaciółce.

Teraz jednak Grześ zmienił zdanie.

– Mam tylko dwa tygodnie urlopu. Nie mogę powiedzieć chłopcom, że nigdzie z nimi nie pojadę – bezradnie rozłożył ręce. – Po prostu nie mogę tego zrobić.

Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, dodał, że gdyby nigdzie ich nie zabrał, pewnie całe lato spędziliby na podwórku pod blokiem, bo jego była żona nie planowała żadnego wakacyjnego wypadu.

– Rozumiem – westchnęłam, bo nic innego mi nie pozostało.

Byłam zła

U przyjaciółki dałam jednak upust narastającej frustracji.

– Jest tylu wolnych chłopaków, zajmij się którymś z nich! Na przykład mojemu kuzynowi niczego nie brakuje – radziła mi z serdecznym uśmiechem, wycierając łzy płynące po moich policzkach.

Mimo to dalej tkwiłabym przy Grzegorzu, gdyby nie pewne zdarzenie. Otóż pewnego wieczoru mój brat mieszkający w Dublinie zadzwonił, że jego ślub planowany na kwiecień przyszłego roku odbędzie się wcześniej.

– Będziesz tatą! – odgadłam w mig przyczynę nagłej zmiany terminu i szczerze pogratulowałam Czarkowi.

– Ślub i wesele będą pod koniec listopada – zakomunikował mi radosnym tonem i dodał, że zaprasza mnie razem z Grzegorzem, o którym często mu opowiadałam.

Mój facet jednak się nie ucieszył.

Koniec roku to dla mnie gorący okres – stwierdził, jakbym nie wiedziała.

Faktycznie, kiedy przyszło co do czego, od razu wycofał się z wyjazdu. A ja zakończyłam ten związek.

– Czy twój kuzyn nadal jest do wzięcia? – zapytałam przyjaciółkę, wściekła, że zmarnowałam rok na faceta, który najwidoczniej nie traktował mnie poważnie.

Bardzo się ucieszyła.

– Zobaczysz, na pewno nie będziesz żałować! – powiedziała.

Konrad okazał się chłopakiem, z którym można konie kraść. Świetny tancerz, dowcipny i opiekuńczy towarzysz zabawy. Może nie tak przystojny jak Grzegorz, ale oddany i szczery.
Kiedy już więc na dobre opłakałam mój poprzedni związek, zrozumiałam, że Konrad miał jeszcze jedną niezaprzeczalną zaletę: był wolny i poza mną nie miał żadnych zobowiązań.

A ja marzyłam o ślubie, normalnej rodzinie i czasie wspólnie spędzanym z moim mężczyzną, którym nie musiałam się z nikim dzielić. Grzegorz nigdy by mi tego nie dał… Dobrze, że w porę to zrozumiałam. Dzięki przyjaciółce. Od tamtego czasu jestem z Konradem i już szykuję suknię ślubną.

Nina, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama