Reklama

Od zawsze marzyłam, by zobaczyć Włochy. Oglądałam programy podróżnicze, czytałam książki o toskańskich winnicach, małych kamiennych miasteczkach i polach kwitnących słoneczników. Niestety, moja skromna pensja, a potem emerytura ledwie wystarczała na opłacenie rachunków i podstawowe zakupy. Wyjazd za granicę był dla mnie luksusem, o którym mogłam jedynie śnić. Aż do dnia, gdy w osiedlowym sklepie spotkałam dawną sąsiadkę, panią Halinę.

Marzyłam o słońcu Italii

Pani Halina opowiedziała mi o młodej, zamożnej parze, Monice i Igorze, którzy szukali kogoś do pomocy przy wyjeździe do wynajętej willi w Toskanii. Ich propozycja brzmiała jak spełnienie moich marzeń. W zamian za przygotowywanie posiłków i lekką pomoc w utrzymaniu porządku, oferowali darmowy transport, wyżywienie oraz własny pokój w pięknej posiadłości.

Spotkałam się z nimi w kawiarni w centrum miasta. Monika była elegancką kobietą o chłodnym spojrzeniu, a Igor sprawiał wrażenie człowieka wiecznie zajętego swoimi sprawami biznesowymi.

– Pani Danuto, to będą dla pani prawdziwe wakacje – zapewniała mnie Monika, popijając kawę z filiżanki. – Będziemy zwiedzać, odpoczywać. Zależy nam tylko, żeby ktoś przypilnował domu, posprzątał, zrobił śniadanie i czasem przygotował kolację. Będzie pani miała mnóstwo czasu dla siebie.

Brzmi to wspaniale – odpowiedziałam z uśmiechem, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście. – Z przyjemnością państwu pomogę.

Spakowałam swoją wysłużoną walizkę, wzięłam kilka letnich sukienek i kapelusz przeciwsłoneczny. Byłam pełna nadziei i radości. Nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo dałam się zwieść miłym słowom i obietnicom bez pokrycia.

Wyszło prawdziwe oblicze „wakacji”

Podróż samochodem minęła w dziwnej atmosferze. Monika i Igor rzadko się do mnie odzywali, traktując mnie raczej jak powietrze. Jednak kiedy dotarliśmy na miejsce, zaniemówiłam z zachwytu. Willa z jasnego kamienia otoczona była cyprysami, a z tarasu roztaczał się widok na zielone wzgórza. Moja radość prysła jednak w momencie, gdy pokazano mi mój pokój.

Było to małe, duszne pomieszczenie na tyłach domu, przypominające dawną spiżarnię. Zamiast szafy stał tam jedynie plastikowy stojak na ubrania, a przez maleńkie okienko wpadało zaledwie kilka promieni słońca.

– Proszę się rozpakować, pani Danuto, a potem przygotować nam coś lekkiego do jedzenia. Jesteśmy zmęczeni po podróży – powiedziała Monika tonem, który nie znosił sprzeciwu.

Od tego momentu mój koszmar zaczął się na dobre. Zamiast obiecanej „lekkiej pomocy”, stałam się pełnoetatową pracownicą fizyczną. Wstawałam o świcie, by przygotować skomplikowane śniadania, których wymagała Monika. Potem musiałam sprzątać całą ogromną willę, prać, prasować i gotować wykwintne obiady. Kiedy oni wygrzewali się nad basenem, ja szorowałam podłogi. Kiedy oni jechali na wycieczkę do Sieny, ja musiałam zostać, by wyprasować stosy ich lnianych ubrań.

Pracowałam po czternaście godzin dziennie. Moje nogi puchły z wysiłku, a dłonie stały się szorstkie od ciągłego używania detergentów. Nie miałam czasu, by wyjść choćby na krótki spacer poza bramę posiadłości.

– Pani Danuto, te ręczniki są źle złożone – rzuciła pewnego ranka Monika, zrzucając cały stos świeżo wyprasowanych ręczników na podłogę. – Proszę to zrobić jeszcze raz. I pamiętać, że na obiad chcemy świeże owoce morza. Trzeba po nie pójść na targ do miasteczka.

– Ale to trzy kilometry w jedną stronę, a nie mam samochodu – wydusiłam z siebie, czując łzy bezsilności w oczach.

– Spacer dobrze pani zrobi – skwitowała z obojętnym uśmiechem.

Jedna kropla przelała czarę

Tygodnie mijały, a ja czułam, że opadam z sił. Traktowali mnie z góry, bez odrobiny szacunku. Zrozumiałam, że zostałam sprowadzona tutaj tylko po to, by stanowić darmową siłę roboczą, której nie musieli płacić ani szanować.

Pewnego wieczoru zaplanowali wielki wyjazd do Florencji. Mieli spędzić tam całą noc w ekskluzywnym hotelu, a ja miałam w tym czasie przeprowadzić gruntowne porządki w całej willi. Tego dnia byłam potwornie wyczerpana. Upał dawał mi się we znaki, a po wielogodzinnym staniu przy desce do prasowania czułam, że zaraz zemdleję. Zrobiło mi się słabo.

Usiadłam na chwilę w kuchni, by napić się wody. Właśnie wtedy do pomieszczenia weszła Monika, w pełni uszykowana do wyjścia, w eleganckiej wieczorowej sukni.

Co pani robi? – zapytała ostro, mrużąc oczy. – Przecież salon nie jest jeszcze odkurzony, a moje rzeczy na jutro nie są gotowe.

– Pani Moniko, błagam... – zaczęłam cichym głosem. – Pracuję od szóstej rano. Potrzebuję tylko chwili odpoczynku. Chciałam wypić szklankę wody. Odkurzę salon za kilkanaście minut.

Jej twarz wykrzywiła się w grymasie złości.

– Myśli pani, że przyjechała tu pani na wczasy? – syknęła. – Płacimy za pani utrzymanie! Wymagam odrobiny zaangażowania. Jeśli nie ma pani zamiaru pracować, to nie mamy o czym rozmawiać.

Przecież robię wszystko, o co państwo proszą. Jestem tu zupełnie sama, bez chwili wytchnienia – próbowałam się bronić, ale moje słowa tylko bardziej ją rozwścieczyły.

– Igor! – krzyknęła, odwracając się w stronę korytarza. – Ta kobieta jest bezczelna! Nie będę tego tolerować w moim domu!

Zostałam sama w obcym kraju

Igor wkroczył do kuchni z chłodnym opanowaniem, które przerażało mnie bardziej niż krzyki jego żony.

Proszę spakować swoje rzeczy, pani Danuto – powiedział spokojnie, ale stanowczo. – Nasza umowa dobiegła końca. Odwieziemy panią na dworzec autobusowy.

Byłam w szoku. Moje ręce drżały, gdy wpychałam ubrania z powrotem do starej walizki. Nie miałam przy sobie prawie żadnych pieniędzy, nie znałam języka włoskiego, a mój telefon był na wyczerpaniu. Miałam jednak nadzieję, że chociaż na dworcu autobusowym znajdę jakąś pomoc, kogoś, kto wskaże mi drogę do najbliższego konsulatu.

Włożyli moją walizkę do bagażnika swojego luksusowego samochodu. Wsiedliśmy do środka. Jechaliśmy w milczeniu przez ciemne, puste drogi. Kiedy dotarliśmy na niewielki, prowincjonalny dworzec, Igor zatrzymał samochód.

– Proszę wysiadać, pani Danuto – powiedział krótko Igor.

Ale to środek nocy… nie wiem, jak się tu odnaleźć – wykrztusiłam, czując narastającą w środku panikę.

– Jest tu poczekalnia, a rano jeżdżą autobusy do miasta – odpowiedział bez emocji. – To i tak najdogodniejsze miejsce, jakie mogliśmy znaleźć.

Zostałam zmuszona do opuszczenia pojazdu. Igor wyjął moją walizkę z bagażnika i postawił ją obok mnie na chodniku. Potem bez słowa wsiedli z Moniką z powrotem do samochodu i odjechali w noc, kierując się w stronę rozświetlonej, wymarzonej Florencji. Mnie nie było dane jej zobaczyć.

Zostałam sama. Chłodny powiew nocy i pustka niewielkiego dworca były dojmujące. Wokół nie było żywej duszy, tylko dalekie światła miasteczka i odgłosy nocnych autobusów. Usiadłam na ławce, obejmując ramionami swoją walizkę. Moje marzenie o Toskanii zamieniło się w najgorsze upokorzenie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam. Musiałam wziąć głęboki oddech i zebrać resztki sił, by przetrwać tę noc, a potem ruszyć w długą podróż do domu, do Polski.

Danuta, 64 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama
Loading...