Był gwiazdą „Top Guna”, „MASH”, „Obcego” i „Stalowych magnolii”. Raz pozostawał tłem dla Toma Cruisa, innym razem dla Julii Roberts. Ale bez niego żadna z tych gwiazd nie mogłaby stworzyć tak legendarnych postaci. Bo Tom Skerritt był przykładem tego aktora drugoplanowego, który dominował sceny, gdy tylko pojawiał się na ekranie. A tego typu przypadków w kinie jest znacznie więcej. Bo czym byłyby filmy, gdyby nie postaci w tle? 

WIDEO…

player placeholder

Nie żyje Tom Skerritt

Zagraniczne media cytują oświadczenie rodziny, w którym napisano, że aktor zmarł w wieku 93 lat z przyczyn naturalnych. 

- Z głębokim smutkiem informujemy, że Tom Skerritt zmarł 21 października 2026 roku z przyczyn naturalnych. Był kochającym mężem Julie; ojcem Andy’ego, Erin, Matta, Colina i Emiko; dziadkiem Sary, Maddison, Sunny, Louisy i Georgii; oraz pradziadkiem Marigold i Raviego. Jego strata łamie nam serca – napisano w oświadczeniu opublikowanym na łamach magazynu „People”. 

Zobacz także:

Tom Skerritt niemal do końca był aktywny zawodowo. W 2025 roku na ekranach kin pojawił się film z jego udziałem – „W potrzasku”. W jego portfolio znajduje się sporo wielkich tytułów, w których zagrał charakterystyczne role. Jedną z najwybitniejszych w jego karierze była postać szeryfa Jimmy’ego Brocka w serialu „Gdzie diabeł mówi dobranoc”, za którą dostał Złoty Glob oraz Emmy. Największą rozpoznawalność przyniosły mu jednak role drugoplanowe w wielkich kinowych hitach. 

Z wojska do kina… i w drugą stronę

Zanim Skerritt został aktorem, służył w wojsku, a dokładnie w Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych. W filmie zadebiutował w 1962 roku. Wystąpił wówczas w „Wojennym polowaniu” u boku młodego Roberta Redforda. Tematyka wojenna dość mocno mu przyświecała, jeżeli chodzi o dobór ról. 

Jedną z najbardziej pamiętnych kreacji aktora była postać komandora Mike’a „Vipera” Metcalfa w „Top Gunie”. Choć aktor był tłem dla energicznego Toma Cruise’a, nie ścigał się z głównym bohaterem. Wręcz przeciwnie, postawił na doświadczenie, spokój i naturalny autorytet, dzięki czemu jego postać była silna i wyrazista – bez zbędnej przesady. 

Tom Skerritt w filmie
Fot. Getty Images, CBS Photo Archive, Contributor

Inną charakterystyczną postacią aktora był Arthur Dallas w filmie „Obcy – 8. pasażer Nostromo”. To jedna z najbardziej kultowych odsłon serii o Alienie, która zdobyła Oscara za najlepsze efekty specjalne. Skerritt gra tu pierwsze skrzypce i nie sposób zapomnieć jego bohatera. W pamięci widza zapada jego głos, sposób poruszania się i oczywiście twarz, choć wielu fanów produkcji nie potrafiła po latach przypomnieć sobie jego nazwiska. 

Były też „Stalowe magnolie”, w których Skerritt zagrał Druma Eatentona, ojca Shelby (Julia Roberts). To opowieść skupiona przede wszystkim na kobietach, ale jak wiemy, ojciec pełni bardzo ważną rolę w życiu młodej dziewczyny. Postać Skerritta jest kimś znacznie więcej niż mężem i ojcem. Aktor pokazuje czułość bez sentymentalizmu, szorstkość wynikającą z miłości. I jest ważną częścią rodzinnego świata, a nie tylko dodatkiem do tej damskiej historii. 

Tom Skerritt i Julia Roberts w filmie
Fot. Mary Evans, All Film Archive, Tristar Pictures, East News

Dodam jeszcze mały bonus od siebie. Osobiście mam bowiem słabość do roli Skerritta w „Rzece życia” Roberta Redforda. Aktor oddał wielebnemu Macleanowi, w którego postać się wcielił, całą swoją emocjonalność. Bez tego ten bohater byłby płaski. Skerritt doskonale wiedział, co zrobić, aby pokazać połączenie miłości i surowości, które charakteryzowały wielebnego. Ta rola wyraźnie różni się od pozostałych w jego portfolio. 

Tom Skerritt był aktorem starej szkoły. Budował karierę przez dekady, pracując przy różnych gatunkach i formatach. Chciał być reżyserem, szukał też własnej drogi poza kinem, a jednak nieustannie wracał do świata filmu. W dobie dzisiejszej kultury celebryckiej mamy coraz mniej aktorów przez wielkie A, którzy rzemiosło oraz pracę z bohaterem stawiali na pierwszym miejscu. I właśnie dlatego mamy coraz mniej wybitnych ról drugoplanowych. W historii kina są jednak perełki, które tak jak „Viper” Skerritta stały się legendarne i bez nich filmy nie byłyby takie same. 

Filmy bez tych aktorów drugoplanowych byłyby nijakie

Są role drugoplanowe aktorów bardziej i mniej znanych, które zapadają w pamięć na równi z tymi pierwszoplanowymi. Pamiętacie Alana Rickmana ze „Szklanej pułapki”? Jako Hans Gruber niemal przyćmił głównego bohatera. Był inteligentny, ironiczny, przyciągał wzrok swoją elegancją. I choć był antagonistą, trudno było mu nie kibicować. 

Alan Rickman jako Hans Gruber w
Fot. Mary Evans, All Film Archive, 20th Century Fox, East News

Joe Pesci jako Tommy DeVito w „Chłopcach z ferajny” to postać, która buduje napięcie w każdej scenie, w której się pojawia. Mamy tam bardzo charakterystycznych bohaterów, ale Pesci zdecydowanie wyróżnia się na ich tle. To jeden z tych aktorów, którzy zawsze kradną sceny, co widzieliśmy także m.in. w „Kevinie samym w domu” czy „Wściekłym byku”. 

Pamiętacie postać kapitana Koonsa z „Pulp Fiction”? Christopher Walken był wspaniały w tej roli. Choć pojawia się na krótko, jego monolog o zegarku jest jedną z najbardziej charakterystycznych scen produkcji. I na zawsze zapada w pamięć widza. Pozostając przy filmach Quentina Tarantino, podobnie jest z Christophem Waltzem w „Bękartach wojny”. Pułkownik Hans Landa nie jest głównym bohaterem, a jednak jego kreacja zawsze wybija się na pierwszy plan, gdy myślimy o tej produkcji. 

Nie mogę tu nie wspomnieć o Jokerze Heatha Ledgera. Gdy ta postać pojawia się w „Mrocznym Rycerzu”, kradnie show. Choć to Batman jest tytułowym bohaterem, jego największy antagonista gra tu pierwsze skrzypce. Joker Ledgera sprawia, że cały film staje się mroczny i niekiedy chaotyczny, a widzowie zadają sobie pytanie o granice moralności. Trudno się dziwić zatem, że aktor właśnie za tę rolę dostał pośmiertnie Oscara. 

Heath Ledger jako Joker w
Fot. Mary Evans, All Film Archive, Warner Bros., East News

Fani filmów akcji na pewno zgodzą się ze mną, że nie byłoby „Rocky’ego” bez Adrian, w której postać wcieliła się Talia Shire. Pamiętacie kultową scenę na koniec, gdy tytułowy bohater kończy walkę i grający go Sylvester Stallone krzyczy: „Adrian, zrobiłem to”? To takie drobne smaczki, które sprawiają, że drugoplanowa postać staje się tą najistotniejszą. Adrian była najważniejsza w życiu Rocky’ego, a Talia kluczowa dla fanów serii o bokserze. 

Takich przykładów z historii kina można wymieniać w nieskończoność. Tylko teraz na myśl przychodzą mi jeszcze m.in.: Ashley z „Przeminęło z wiatrem”, Voldemort z serii o „Harrym Potterze” czy Kevin Spacey w „Siedem”. Kocham wracać do filmów z ich udziałem właśnie dla tych postaci. I myślę, że każdy z nas mógłby stworzyć taką indywidualną listę. A Tom Skerritt również zostanie w naszej pamięci jako bohater kultowych filmów. Bo aktorzy nigdy nie odchodzą na zawsze.


Czytaj także: