„Ale bym się zabarykadowała w domu na cały weekend i oglądała stare filmy” – wspomniałam ostatnio koleżankom z pracy. Dziś to zdecydowanie jedna z najważniejszych potrzeb w moim życiu i myślę, że nie jestem w tym osamotniona. Nieustanny pęd, życie w dużym mieście, scrollowanie mediów społecznościowych oraz negatywne wiadomości z całego świata sprawiają, że stajemy się przebodźcowani. W związku z tym w wolnym czasie nie mamy ochoty na filmy akcji, w których cały czas coś się dzieje. O wiele bardziej wolimy spokojne produkcje, które po prostu ogląda się z przyjemnością.
WIDEO…
Oto 10 filmów idealnych dla przebodźcowanych. Obiecuję, że ci się spodobają i nie doprowadzą cię do ziewania.
1. „Dobry rok”
Kochasz Russella Crowe'a z „Gladiatora”? A może wolisz przystojniaczka z „Pięknego umysłu”? Na początku lat 2000. kariera aktora nabrała tempa. Po wielkim sukcesie duetu Crowe-Scott (red. Ridley Scott, reżyser „Gladiatora”) w 2006 roku nadszedł moment, gdy tych dwóch panów postanowiło stworzyć film czarujący, zupełnie inny niż monumentalna opowieść z czasów Cesarstwa Rzymskiego.
„Dobry rok” to film-słońce, który ogrzewa widzów swoimi promieniami w pochmurne dni. Mamy tu historię przystojnego biznesmena, który dosłownie postanawia rzucić wszystko, aby wyjechać w Bieszczady, a konkretnie do Prowansji, gdzie wuj zostawia mu swoją posiadłość z winnicą. Na początku bohater chce jak najszybciej pozbyć się zbędnego balastu, ale szybko się przekonuje, że sentyment i chęć „złapania oddechu” w pędzącym świecie są silniejsze. A najsilniejsze jest uczucie, które od dawna tliło się w jego sercu, a teraz rozgorzało na nowo – do pięknej Fanny (Marion Cotillard).
2. „Czekolada”
Nic tak nie koi zmysłów jak słodycz i konsystencja czekolady. Szczególnie, gdy na ekranie wtórują jej przeurocza Juliette Binoche oraz grający na gitarze Johnny Depp – jeszcze wtedy z bardzo długimi włosami. Ten film można zatem oglądać dla fabuły – dosłownie i w przenośni. Ale nie zapomnijcie zaopatrzyć się przed seansem w coś pysznego.
Fabuła opowieści jest lekko baśniowa, choć w ostateczności widzimy, że chodzi o samo życie. Matka z córką przyjeżdżają do małego francuskiego miasteczka i otwierają swój sklep z czekoladą. To właśnie słodkościami główna bohaterka wkrada się w serca mieszkańców miejscowości, którzy – jak na Francuzów przystało – na początku są nieufni i zdystansowani wobec nowoprzybyłej. Główną przewagą tego filmu są piękne długie zdjęcia utrzymane w ciepłej tonacji. Dzięki temu nawet jesienne i zimowe dni staną się cieplejsze.
3. „Sztuka pięknego życia”
Niewiele jest filmów, które przedstawiają naprawdę smutne historie, ale jednocześnie oglądamy je z wielką przyjemnością. Gdy poszłam do kina na „Sztukę pięknego życia”, wiedziałam o niej tylko tyle, że grają tam jedni z moich ulubionych aktorów młodego pokolenia – Florence Pugh i Andrew Garfield. Gdy dowiedziałam się, że fabuła dotyczy kobiety chorej na raka, mina mi zrzedła i pomyślałam, że pewnie wyjdę z kina wcześniej. Nic bardziej mylnego.
Ten film wciągnął mnie od początku do końca i pomimo smutnej historii sprawił, że poczułam ciepło w sercu. Naprawdę nie widziałam jeszcze tak pozytywnej opowieści o funkcjonowaniu z chorobą. W produkcji jest czas na wszystko – długie kadry, emocje bohaterów, przedstawienie prawdziwego życia. I to sprawia, że staje się magiczna. A widz kończy seans bogatszy o morał, który powinien przyświecać każdemu.
4. „La perra”
To najnowsza pozycja w moim rankingu, która dopiero 6 listopada 2026 roku wchodzi do kin. Uważam, że warto zobaczyć ją na dużym ekranie, ze względu na piękne, długie kadry. To jednak nie one są tu najistotniejsze. Jest to historia, w której mamy trzy główne bohaterki – Silvię, jej suczkę Yuri oraz… traumę, która towarzyszy jej od początku do końca.
To kino drogi, w którym pierwsze skrzypce gra świat zwierząt. Mamy piękne zbliżenia pokazujące nam życie psa, słyszymy jego oddech, gdy próbuje zapoznać się z zapachami tego świata. W tle pojawiają się dźwięki oceanu i latających mew. A to wszystko jest jedną wielką metaforą. To film bardzo symboliczny, który ma wiele warstw i na długo zostaje w naszej pamięci.
5. „Przed wschodem słońca”
Lata 90., Wiedeń skąpany słońcem i spokojny, acz inteligentny scenariusz. Brzmi jak przepis na dobry film, a nawet powiedziałabym, że sukces. Szczególnie że historia przedstawiona w filmie koi nerwy i sprawia, że możemy uwierzyć w prawdziwą miłość. Bo choć „kocham cię” nie pojawia się w tej produkcji ani razu, z minuty na minutę widzimy rodzące się między bohaterami uczucie.
Mnie nic tak nie relaksuje jak podróże. W tym filmie przedstawione są losy bohaterów, którzy spotykają się w drodze, po czym postanawiają poznać się lepiej w stolicy Austrii. To tylko kilkanaście godzin do wschodu słońca, ale czujemy się, jakbyśmy byli świadkami przynajmniej miesiąca z ich życia. Fabuła jest intensywna, ale kadry stateczne i pozwalające na chwilę relaksu.
6. „Tamte dni, tamte noce”
Sielankowe, wiejskie życie to coś, o czym wielu z nas marzy w dzisiejszych czasach. Film „Tamte dni, tamte noce” nam to zapewnia. Przenosi nas wraz z bohaterami na wieś i sprawia, że skupiamy się wyłącznie na nawiązującej się między nimi relacji.
Ten film nie tyle pozwala odpocząć psychicznie, ile uświadomić sobie, co jest najważniejsze w życiu. Jesteśmy świadkami odkrywania samego siebie, próby zrozumienia własnych emocji oraz znalezienia swojego przeznaczenia. Takie historie naprawdę potrafią uziemić i zostają z nami na długo.
7. „Jedz, módl się, kochaj”
Czy może być coś bardziej komfortowego niż dobre jedzenie? Nie, o czym doskonale wie bohaterka tego filmu. Chyba że dołożymy do tego piękne kadry z podróży. Elizabeth Gilbert (Julia Roberts) decyduje się na coś, na co wielu z nas brakuje odwagi, choć bardzo byśmy chciały. Zrywa z dotychczasowym życiem i wyrusza w podróż, aby dowiedzieć się, czego tak naprawdę pragnie.
Kolejne punkty trasy Elizabeth to miejsca, które zachwycają nie tylko widokami, ale też, a może i przede wszystkim, pysznym jedzeniem. Scena, gdy bohaterka je pizzę w najpopularniejszej pizzerii w Neapolu, na długo zostaje w głowie widza, o czym świadczą kolejki do tego miejsca w mieście u stóp Wezuwiusza – turyści tłumnie ją odwiedzają, choć od premiery minęło 16 lat. Ja kocham wracać do tego filmu – szczególnie wtedy, gdy jestem przebodźcowana.
8. „Nietykalni”
„Nietykalni” to film, który przypomina nam o ważnych wartościach w życiu. Czasami nie potrzebujemy nie wiadomo jakich zmian i bodźców, wystarczy bliskość drugiego człowieka. To opowieść o pięknej relacji, która wymyka się wszelkim schematom – i to w niej najpiękniejsze.
To kino ciepłe, zabawne, które nie próbuje nas zakrzyczeć. Wręcz przeciwnie – przyciąga naszą uwagę długimi kadrami i grą aktorską. Humor rozładowuje napięcie, muzyka daje przestrzeń na oddech, a kolejne sceny przypominają nam, że życie to nie projekt do realizacji. I czasami warto sobie to uświadomić.
9. „Zakochany bez pamięci”
Równie spokojny i piękny jest film o relacji Joela (Jim Carrey) i Clementine (Kate Winslet). Za nimi trudne rozstanie, więc postanawiają usunąć z pamięci wspomnienia o swoim związku. Przekonują się jednak, że bez bolesnych wspomnień wcale nie będą szczęśliwsi.
To moim zdaniem jedna z najpiękniejszych historii o miłości, które powstały w historii kina. Jest nieco melancholijna, niekiedy wręcz surrealistyczna, ale dzięki temu nie jest kolejnym filmem o uczuciach, tylko produkcją, która zapewnia nam zarówno emocje, jak i przeżycia artystyczne.
10. „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”
Na koniec produkcja, z którą być może się nie zgodzicie, że jest dla przebodźcowanych, ale postaram się was przekonać. O ile mamy tu do czynienia z wartką fabułą i dynamicznym montażem, akcja rozgrywa się w całości w jednym mieszkaniu i pozwala nam skupić się wyłącznie na relacjach między bohaterami. Film nie jest przeładowany efektami wizualnymi, za które tu odpowiadają przede wszystkim gesty i mimika. A historia, którą przedstawia, to samo życie.
To opcja dla tych, którzy chcą zwolnić i chwilę zastanowić się nad tym, co jest istotne, ale jednocześnie nie lubią kina artystycznego, przez wielu określanego mianem „nudnego”. Tu zdecydowanie nie ma nudy, a bohaterowie sprawiają, że od początku do końca nie tracimy ochoty na śledzenie ich losów.
Czytaj także:
- Nie tylko Jan Frycz w „Ślepnąc od świateł". Ci aktorzy stworzyli tak wybitne role, że dziś bohaterowie książek mają ich twarze
- On chce akcji, ty dobrej fabuły? 10 filmów na Dzień Chłopaka, przy których żadne z was nie uśnie
- Matka, żona, kucharka? Nie - diwa! Violetta Villas nie poddawała się sztywnym etykietom PRL-u