W latach 90. historia oryginalnej uciekającej panny młodej, Maggie, rozgrzewała serca kobiet na całym świecie. Zabawna komedia romantyczna z Julią Roberts finalnie i tak skończyła się ślubem (chociaż nie z tym panem młodym, którego poznajemy na początku). W dzisiejszych czasach historie kobiet niekoniecznie dążą do takiego finiszu, a ich szczęście w zwiążku wcale nie jest definiowane przez białą suknię i orszak weselny

WIDEO

player placeholder

Prosty scenariusz: związek, zaręczny, ślub i dzieci już nie jest jedynym obowiązującym wyznacznikiem satysfakcjonującej relacji. Wieloletnie pary, które mam w swoim otoczeniu, nie spieszą się do stanięcia na ślubnym kobiercu i nie są odosobnione. Takich przykladów jest całe mnóstwo. A brak instytucjonalnego papierka nie ogranicza ich bliskości i poczucia, że założyli rodzinę

Postanowiłam zapytać, co kryje się za krótką odpowiedzią: “Ślub nie jest nam potrzebny” i zobaczyć, dlaczego kobiety nie decydują się na usłyszenie Mendelssohna (albo Wagnera, jak kto woli – o ile w ogóle postawiłyby na klasykę, a nie chociażby “Star Wars”). 

Zobacz także:

Moje wnioski? Motywacja kobiet jest naprawdę różna i niekoniecznie wiąże się z lękiem, jak już u wspomnianej przeze mnie Maggie. Czasem decydują o tym finanse. Innym razem niechęć do takich imprez. Dla niektórych ślub stracił swoje symboliczne znaczenie. A w niektórych przypadkach jest to ślub odroczony “na bliżej nieznaną datę, ale na pewno nie w ciągu najbliższych 15 lat”. Wspólny mianownik jest jeden – decyzja o braku ślubu coraz częściej jest świadomym wyborem, a nie życiową porażką czy dowodem na brak zaangażowania partnera.

Ślub to nie przymus

Marta ma 32 lata i jest w związku od 12 lat. Partnera poznała na studiach i odkąd wyznali sobie swoje uczucia, są nierozerwalni. Razem mieszkają od 9 lat. 

– Mi po prostu niczego nie brakuje. Mamy wspólne mieszkanie, kredyt spłacamy razem. Przygarnęliśmy psiaka, a teraz staramy się o dziecko. Rozmawialiśmy dużo o ślubie i uznaliśmy, że papier do niczego nam nie jest potrzebny, a ślub tylko generuje koszty. Zwłaszcza że mimo wszystko, gdybyśmy się zdecydowali na ten krok, warto zaprosić najbliższą rodzinę chociaż, żeby nie było im przykro. 

Marta zwróciła moją uwagę na pewien bardzo ważny aspekt: część par może i by wzięła ślub, ale ich codzienne koszty życia uniemożliwiają im realizację hipotetycznego planu wydarzenia. Zwłaszcza jeśli czują się zobowiązane do zapraszania na niego gości i wyprawienia wesela

– Zdecydowanie te koszty skutecznie nas zniechęcają. Sama pomyśl: masz kredyt do spłaty, dwie wypłaty, a myślisz o poszerzeniu rodziny. Jeśli mam wybrać pomiędzy odkładaniem na białą kieckę i wynajem sali za dwa lata, a odkładaniem na dziecko i jego przyszłość, to dla mnie wybór jest oczywisty. 

Ta historia pokazuje doskonale, że finisz “idealnego scenariusza” (red. dziecko), który opisywałam wyżej, obecnie wcale nie wymaga wzięcia ślubu. Ba. Nawet narzeczeństwa. To, co buduje relacje, to wzajemne uczucia, zaufanie i wspólne priorytety. Właśnie te elementy świadczą o trwałości związku, a niekoniecznie podpisy na akcie małżeństwa. Przy okazji zadałam Marcie jeszcze jedno nurtujące mnie pytanie: co na to rodzina? 

– Po jakimś czasie po prostu odpuścili, chociaż pewnie po cichu nadal liczą, że to się odmieni i w końcu się zdecydujemy, chociaż na ten pierścionek. Ale ja naprawdę nie potrzebuję takich materialnych deklaracji. 

Samo postrzeganie małżeństwa zmieniło się na przestrzeni lat. Wcześniejsze pokolenia uważały je za przepustkę do dorosłości i społecznej akceptacji. Współczesne kobiety wolą budować niezależność finansową, zawodową i emocjonalną. Ślub przestał być postrzegany jako zabezpieczenie ich przyszłości.

Nie oznacza to odrzucenia miłości czy trwałych związków. Wręcz przeciwnie. Wiele kobiet podkreśla, że skoro codziennie wybierają partnera z własnej woli, nie potrzebują dodatkowego potwierdzenia w postaci aktu małżeństwa.

Nie stać mnie na ślub

O ile w przypadku Marty kwestia jest nieco bardziej złożona, to Aneta mówi wprost: nie mamy na to pieniędzy

– Bardzo bym chciała mieć tradycyjne, duże wesele, jeszcze z poprawinami. To są tysiące złotych, których z Bartkiem po prostu nie mamy. Można mieć też uroczystość taniej, oczywiście, ale jeśli oboje mamy swoje marzenia, to po co z nich rezygnować dla świstka? Nigdzie się nie pali. Nie mamy takiej sytuacji, że ślub jest nam niezbędny, więc możemy poczekać. 

Aneta nie mówi wprost, że nigdy nie weźmie ślubu. Ponad rok temu zaręczyła się z partnerem, z którym jest w związku od 4 lat. W jej przypadku duże wesele to wybór, ale musimy pamiętać, że w Polsce panuje nadal silne przekonanie, że ślub musi oznaczać wesele, a wesele – pełną listę gości, na której również znajdują się dalsi wujkowie i ciotki. 

– Podliczając koszty tego wszystkiego, to na takim etapie życia, na jakim jesteśmy, zwyczajnie trudno uzasadnić taki wydatek. Jest dużo pilniejszych spraw, którymi trzeba się zająć i na które trzeba przeznaczyć określone kwoty. Co nam po ślubie, skoro nie mamy nawet własnego mieszkania?

Rosnące ceny usług ślubnych sprawiają, że organizacja wesela staje się coraz większym obciążeniem finansowym. Sala, catering, fotograf, zespół, dekoracje czy suknia ślubna to wydatki, które dla wielu młodych ludzi oznaczają konieczność wieloletnich oszczędności lub... kredyt.

Problem polega na tym, że wiele osób nie chce rezygnować z rodzinnych oczekiwań. Jeśli już organizować ślub, to “porządny”, z setką gości i zabawą do rana. Dla kobiet, które nie marzyły o wielkim weselu, taka wizja staje się bardziej źródłem stresu niż radości. W efekcie odkładają decyzję na później, a z czasem dochodzą do wniosku, że nie jest im ona potrzebna.

Ślub to zbędny szum?

Ślub jest wydarzeniem niezwykle społecznym, a panna młoda zawsze jest w centrum uwagi. Dla jednych to spełnienie marzeń, dla innych koszmar.

– Sama myśl o tym, że przez cały dzień miałabym być obserwowana przez ponad sto osób, wywołuje we mnie stres. Nie chcę pierwszego tańca, oczepin ani rodzinnych zabaw. Nie wyobrażam sobie takiej imprezy – przyznaje Karolina, która od siedmiu lat mieszka z partnerem.

Introwertyczne usposobienie czy niechęć do dużych uroczystości coraz częściej wpływają na decyzję o rezygnacji ze ślubu. Kobiety podkreślają, że wolą celebrować ważne momenty w kameralnym gronie niż organizować wydarzenie podporządkowane oczekiwaniom rodziny. W ich oczach ślub nie jest atrakcyjny, a wręcz przeciwnie: jest przytłaczający.

Paradoksalnie wiele z nich deklaruje, że gdyby ślub oznaczał jedynie krótką wizytę w urzędzie bez całej otoczki (a dodatkowo nie spowodowałby wyrzeknięcia się przez rodzinę za ten “egoistyczny krok”), prawdopodobnie zdecydowałyby się na formalizację związku. Problemem nie jest więc samo małżeństwo, lecz społeczny scenariusz, który często mu towarzyszy.

Miłość bez obrączki

Bardzo często słyszę o ślubie, że jest to formalne potwierdzenie uczuć łączących dwoje ludzi. “Czy on cię na pewno kocha, jeśli jeszcze nie masz obrączki?”, “Obrączka pokazuje, że jest twój i nie jest dostępny”, “To kiedy w końcu założycie rodzinę?” – to kilka pytań, które mogą usłyszeć kobiety w wieloletnich związkach. Doskonale widać w nich, jakie podejście mają starsze pokolenia i jak bardzo różni się ono od młodszych osób. 

–  Wychodzę z założenia, że jak ktoś chce odejść, to obrączka go nie powstrzyma. Tak samo nie powstrzyma go przed zdradą. Dokument to żaden gwarant udanego związku – stwierdziła Aneta. 

I muszę przyznać jej rację. Żadna deklaracja – formalna lub nie – nie powstrzyma kogoś przed odejściem lub wyrządzeniem drugiej osobie krzywdy. To kwestia charakteru i wartości, jakie ktoś wyznaje w życiu. Rosnąca liczba rozwodów sprawia, że ślub przestał być postrzegany jako nieodwracalna decyzja na całe życie. Zamiast traktować go jako fundament związku, wiele osób uznaje go jedynie za formalność.

“Czy na pewno jesteś z nim szczęśliwa?”

– Tego pytania nie znoszę chyba najbardziej ze wszystkich. Czy jestem z nim szczęśliwa? – mówi Marta. – Gdybym nie była, to by ten związek nie przetrwał tylu lat. A niektórzy próbują z tego zrobić argument. I nawet ich to nie obchodzi, czy odpowiem tak, czy nie. Liczy się to, czy w końcu podam datę ślubu. 

Taka presja i komentarze słyszą przede wszystkim kobiety po trzydziestce. Nadal funkcjonuje przekonanie, że brak małżenstwa oznacza niepełną dorosłość lub świadczy o problemach w relacji. Wniosek? Nie tylko 30-letnia singielka szokuje ludzi, ale również 30-latka w stałym związku, ale bez obrączki lub chociażby zaręczyn. Tak źle, a tak jeszcze gorzej.

Coraz więcej par świadomie wybiera własny model życia i nie czuje potrzeby tłumaczenia swoich decyzji. Dla nich ważniejsze od społecznych oczekiwań jest poczucie, że żyją zgodnie z własnymi przekonaniami.

Historie współczesnych kobiet nie przypominają już bajki o księżniczce czekającej na ślub. Coraz częściej same decydują, jak ma wyglądać ich życie i związek. Dla jednych małżeństwo pozostaje ważnym symbolem. Dla innych jest jedynie opcją, z której mogą, ale nie muszą skorzystać.

Nie istnieje jedna odpowiedź na pytanie, dlaczego kobiety nie decydują się na ślub. Jedne nie chcą wydawać fortuny na wesele, inne nie lubią rodzinnych uroczystości, kolejne nie widzą potrzeby formalizowania relacji albo kierują się własnymi doświadczeniami. Łączy je jednak przekonanie, że wartość związku nie zależy od obrączki.

Uciekająca panna młoda XXI wieku nie ucieka przed miłością. Ucieka przede wszystkim przed przekonaniem, że istnieje tylko jeden właściwy sposób na szczęśliwe życie we dwoje.


Czytaj także: