Przeglądając media społecznościowe jakiś czas temu trafiłam na profil fantastycznej groomerki, a chwilę później algorytm podesłał mi również tiktoka petsitterki. W mojej głowie natychmiast zapaliło się światełko i w myślach wymieniłam wszystkie popularne zawody dla zwierzolubów: petsitter, groomer, behawiorysta, a także rosnąca popularność zwierzęcych hotelików. I to wszystko intratne interesy z kalendarzami wypełnionymi po brzegi.

WIDEO

player placeholder

Na pierwszy rzut oka: to po prostu historia o rynku usług. Ale idąc krok dalej, można zauważyć, że to coś o wiele więcej. My, jako społeczeństwo, stworzyliśmy nowe potrzeby zawodowe. Powód? Głębokie zmiany w podejściu do opieki nad futrzanym przyjacielem, ale też… rosnąca bezdzietność. 

Zmiany społeczne budują nowe potrzeby rynkowe

W taki oto sposób dochodzimy do sedna sprawy. Petsittering pojawił się nie dlatego, że nagle lubimy bardziej psy. Powstał dlatego, że całkowicie zmienił się sposób, w jaki budujemy relacje, tworzymy rodziny i rozumiemy odpowiedzialność.

Zobacz także:

W Polsce od lat utrzymuje się niski poziom dzietności, rośnie liczba jednoosobowych gospodarstw domowych, a decyzja o rodzicielstwie coraz częściej zostaje odłożona na później albo nie zapada wcale. Powody są dobrze znane, więc przytoczę je pokrótce: niepewność ekonomiczna, wysokie koszty życia, zmieniające się aspiracje zawodowe, trudności mieszkaniowe czy zwyczajna świadomość, że posiadanie dzieci nie jest obowiązkiem, lecz wyborem. Jednocześnie człowiek nie przestał potrzebować bliskości, codziennych rytuałów i poczucia, że troszczy się o kogoś poza sobą. Tę przestrzeń doskonale wypełniły zwierzęta.

Pojawiły się nie jako substytut dzieci – takie uproszczenie byłoby nieuczciwe – ale jako pełnoprawni uczestnicy życia rodzinnego. Pies przestał być strażnikiem posesji, kot nie jest już wyłącznie pogromcą myszy. Dziś śpią w naszych łóżkach, podróżują z nami, mają własne profile w mediach społecznościowych, a ich stan emocjonalny staje się tematem rozmów równie często jak zdrowie najbliższych.

To właśnie z tej zmiany wyrosły zawody, których jeszcze kilkanaście lat temu praktycznie nie było. Petsitterzy, behawioryści, groomerzy, fizjoterapeuci zwierząt, dietetycy czy organizatorzy psich przedszkoli nie są dowodem na kolejną konsumencką modę. Są odpowiedzią na społeczeństwo, które coraz większą część swoich emocji, czasu i pieniędzy inwestuje w relacje ze zwierzętami.

Pytanie brzmi jednak nie tylko, skąd wzięły się te profesje. Znacznie ciekawsze jest to, dlaczego właśnie teraz stały się potrzebne. Bo kiedy rynek tworzy nowe zawody, niemal zawsze oznacza to, że wcześniej zmieniło się coś znacznie głębszego – nasze wartości.

Członek rodziny, a nie własność

Chwilę dłużej zatrzymajmy się na zmianie w podejściu do zwierząt. Jak już wspomniałam, kiedyś ludzie przygarniali psy ze względu na funkcje użytkowe. Stąd rasy myśliwskie, pasterskie, stróżujące czy nawet pierwotne (jak husky, stworzone do ciągnięcia sań w trudnych warunkach pogodowych). Jeszcze z trzy czy dwie dekady temu czworonożni przyjaciele byli przygarniani już z mniejszą dbałością o samą funkcję rasy, ale nadal mieli pilnować gospodarstw.   

Rzecz jasna właściciele darzyli je sympatią (mówiąc tylko i wyłącznie o odpowiedzialnych właścicielach, a nie skrajnych patologiach), ale nie da się ukryć: ta relacja miała zupełnie inny charakter niż obecnie. 

Dzisiaj? “Psi rodzice” wychowują swoje “psiecko”. Kociarze, na ich wzór, żartobliwie określają koty “kocieckami” (jako kocia mama – utożsamiam się). Futrzani przyjaciele mają wyprawiane urodziny, wykupuje się im prywatne ubezpieczenia zdrowotne, buduje specjalne diety, a podczas planowania urlopu uwzględnia się przede wszystkim ich potrzeby. Zmienił się nie tylko język, ale także sposób postrzegania zwierząt. Nie są już dodatkiem do życia rodzinnego, lecz jego integralną częścią.

Zmiana stylu budowania więzi

Ludzie nie przestali budować więzi, ale zdecydowanie zmieniło się podejście do ich tworzenia. Coraz częściej mówi się o podtrzymywaniu tylko tych, które nam służą – wybieraniu wartościowych relacji ponad ich ilością. Dodatkowo rodziną nazywa się nie tylko osoby spokrewnione, lecz także tych, z którymi dzielimy codzienność, odpowiedzialność i emocjonalną bliskość (i niekoniecznie jest to partner/partnerka). Wobec drugiego człowieka mówi się o “rodzinie z wyboru”, a w przypadku zwierząt – o “członku rodziny”. I to określenie to nie marketingowy slogan producentów karmy. To oddanie rzeczywistości, w jakiej teraz żyjemy.

Jeszcze jeden dowód, tym razem znacznie subtelniejszy i który o wiele trudniej wychwycić w wirze codzienności. Kiedy ostatnio słyszałaś, jak osoba posiadająca zwierzę nazwała się właścicielem? Ten termin coraz częściej zastępowany jest przez określenie “opiekun”. Ta pozornie drobna różnica pokazuje zmianę sposobu myślenia. Właściciel posiada. Opiekun bierze odpowiedzialność.

Nie oznacza to oczywiście, że pies zastępuje dziecko w każdym domu. Byłaby to zbyt daleko idąca interpretacja. Jednak, jak to się mówi, “we współczesnej ekonomii” bardzo dużo osób rezygnuje z posiadania potomstwa. Zwierzę natomiast, jak już wspomniałam, daje poczucie odpowiedzialności, wymaga troski i organizacji dnia, ale nie wiąże się z tak ogromnymi zobowiązaniami jak rodzicielstwo. Dla wielu osób pies lub kot stają się najbliższym towarzyszem codzienności, a relacja z nim ma ogromne znaczenie emocjonalne.

Osoby wychowujące zwierzęta chcą zapewnić swoim pupilom możliwie najlepsze warunki życia. Łącząc to z rosnącą świadomością na temat ich potrzeb, otrzymujemy prosty wynik. Narodziny lub wzrost popularności profesji, które jeszcze niedawno praktycznie nie istniały w społecznej świadomości.

Petsittering to zawód naszych czasów

Kiedyś dzieci marzyły o tym, by zostać nauczycielami, lekarzami czy strażakami. Dziś lista wymarzonych profesji jest znacznie dłuższa, a zawód petsittera czy groomera coraz częściej pojawia się na niej. Nie dlatego, że świat oszalał, ale dlatego, że zmieniły się społeczne realia.

Jak mówi moja znajoma, Weronika, która zajmuje się groomingiem: możliwość pracy z psami to przyjemność, chociaż jest trudniejsza, niż może się wydawać z boku. Powód, dla którego wybrała ten zawód? Miłość do zwierząt i fascynacja nimi. To bardzo ciekawe, bo, jak się okazuje, rosnąca popularność tego typu zawodów działa jak naczynia połączone. Właśnie ze zmienionego społeczeństwa wyrastają osoby, które chcą podjąć się pracy z czworonogami. Jedno wynika z drugiego i świetnie pokazuje, że współczesny człowiek coraz częściej buduje rodzinę w inny sposób niż poprzednie pokolenia, a zwierzęta zajmują w hierarchii znacznie wyższe miejsce niż kiedykolwiek wcześniej

Być może za kolejne dwadzieścia lat pojawią się następne profesje, które dziś wydają się równie zaskakujące, jak kiedyś zawód petsitterki. Historia rynku pracy pokazuje bowiem jedno: nowe zawody nie powstają przypadkiem. Są odpowiedzią na to, jak zmieniają się nasze potrzeby, wartości i sposób życia. A historia opiekunów zwierząt jest jednym z najbardziej wyrazistych przykładów tej zależności.


Czytaj także: