O.S.T.R. „7”

Pracowity raper zaskakuje muzycznie, rozczarowuje lirycznie.
/ 16.03.2006 16:57
 
Bardziej pracowitego autora w polskim hip-hopie nie znajdziecie. Siedem płyt w niecałe pięć lat. O.S.T.R. wypada pod tym względem imponująco nawet na tle zachodnich tytanów rapowej produkcji.

Najważniejsze, że u łodzianina ilość idzie w parze z jakością, że jak mało który spośród reprezentantów naszej sceny on wciąż kombinuje, sprawdza nowe pomysły, poszukuje świeżych środków wyrazu. „Zapomnij o tym wszystkim, co słyszałeś wcześniej” – ostrzega już na wstępie „siódemki”, albumu jakże innego od swoich ostatnich jazzowo zorientowanych wydawnictw. Nie jest to wynik studyjnej sesji z zaprzyjaźnioną grupą Sofa, na który po cichu liczyliśmy, co nie znaczy, że zabrakło niespodzianek. Interesująco jest przede wszystkim w warstwie muzycznej, bo tym wolnym od sampli premierowym podkładom bliżej raczej do elektronicznego eksperymentowania inspirowanego niedawną współpracą z Emade niż do ciepłych, funkujących brzmień, do jakich O.S.T.R. przyzwyczajał nas w poprzednich sezonach. Ewentualnie do najlepszych fragmentów przełomowej dla kariery rapera płyty „Tabasko”. Gorzej z tekstami, którym zabrakło dawnego blasku i polotu. To, co najbardziej elokwentny z rodzimych hiphopowców ma do powiedzenia na temat miałkich konkurentów czy wyższości marihuany nad innymi używkami, słyszeliśmy już wcześniej.

Bartek Winczewski

O.S.T.R. „7”, Asfalt

zobacz nasze artykuły na wap.orange.pl