POLECAMY

Kobieta detektyw - jej broń to aparat, a cel... niewierni małżonkowie.

Kiedy jedzie na akcję, nigdy nie wie co zastanie na miejscu. Czy nie zostanie zdekonspirowana. Czy obserwacja nie przedłuży się do bladego świtu. Monika z agencji detektywistycznej Femina zdradza nam kulisy swojej pracy. Czy tropi tylko niewiernych małżonków?

/ 7 miesięcy temu
Kobieta detektyw - jej broń to aparat, a cel... niewierni małżonkowie.  fot. Agencja Femina
Jej główną bronią jest wprawdzie tylko dobry aparat fotograficzny. To jednak wystarczy, żeby była postrachem niewiernych i nieuczciwych małżonków. 
 

Kobieca intuicja pomaga?

To na pewno wyjątkowo „groźna broń" w moich działaniach (śmiech). Przez sześć lat pracy w branży detektywistycznej nie ma dnia, żebym tej swojej kobiecej intuicji zbagatelizowała. Nawet kiedy muszę działać pod presją czasu lub naciskiem klienta. Intuicji słucham zawsze i niezwykle rzadko mnie zawodzi. I właśnie tym kobieta detektyw różni się od mężczyzn pracujących w tym zawodzie. Na pewno na polu intuicyjnym mamy nad panami przewagę. 

Twoi bliscy wiedzą, czym się zajmujesz? 

W moim przypadku wyjątkowo trudno byłoby to ukryć. Mój mąż również jest prywatnym detektywem. I sam wprowadził mnie w świat branży, tak więc nic się przed nim nie utrzyma w tajemnicy (śmiech). Ale chociaż oboje jesteśmy detektywami, to na ile to tylko możliwe,  staramy się nie przenosić swojej pracy do domu. Te wakacje były akurat rekordowe jeśli chodzi o ilość spraw i przepracowanych godzin.

Ale to prawda, że pracujemy praktycznie non stop. Nie mamy dni wolnych.  

Całodobowe obserwacje, sprawdzanie pojemników na śmieci – to ciemniejsza strona życia detektywa, jakiego znamy z seriali. A co jest kłopotliwe dla polskiego detektywa i to „„w spódnicy"?

Na pewno to, że „grzebię" w czyimś życiu. Na co dzień spotykam się z ogromem nieszczęścia,  jakim dla wielu kobiet jest zdrada. Wiele z nich potrzebuje pomocy psychologa. Wiele po prostu nie potrafi podnieść się po takim ciosie. Niestety, od bardzo dawna, głównymi zleceniami w branży detektywistycznej są przede wszystkim  sprawy rozwodowe.  Czyli zdobywanie dowodów na niewierność współmałżonka. Klienci często zwracają się też do mnie z prośbą o dokumentację fotograficzną. Zdjęcia mają udowodnić, że np. jedno z rodziców (najczęściej ojciec) pracuje. Takie dowody są bardzo ważne dla sądu w sprawie o przyznanie alimentów.

Wydawałoby się, że wielogodzinne siedzenie w aucie nie wymaga zbytniego refleksu ani sprawności fizycznej...

Szybkość i sprawność są niezwykle ważne. Dlatego trenuję karate. Spryt, bardzo szybkie reagowanie na to co dzieje się wokół  nas. Bez tego akcja się nie uda. Bardzo przydaje się również znajomość prawa.

Od ubiegłego roku studiuję prawo, dzięki czemu jestem w stanie chociaż wstępnie powiedzieć swoim klientom jak mają się przygotować do rozwodu.

Wiem też, jakie dowody będą brane pod uwagę w sądzie. To ważne.

Działasz tylko w Polsce?

Terenem moich działań jest przede wszystkim Warszawa i okolice, ale dość często zdarzają się też tzw. wyjazdówki. Szczególny czas na takie wyjazdy to właśnie okres  wakacyjny,  weekendy  majowe i wszelkiego rodzaju święta. Wtedy jest najwięcej okazji do zdrad, wtedy też najłatwiej zdobyć dowody. Od czasu do czasu dostaje także zlecenia zagranicą, ale z uwagi na wysokie koszty, jakie wiążą się z takimi zagranicznymi akcjami, są jeszcze dość rzadkie. 

Ktoś kiedyś Ci groził? 

Kilka lat temu dostałam zlecenie zebrania dowodów na niewierność męża klientki. Byliśmy na obserwacji jednej z warszawskich uliczek. W chwili gdy robiłam zdjęcia obserwowanemu i jego kochance, zaatakował mnie jakiś przypadkowy mężczyzna. Nagle pojawił się pod blokiem, pod którym stałam. Doszło do szarpaniny. Co lepsze, facet okazał się „karateką" z wysokim stopniem DAN i musiałam się mocno natrudzić, żeby się oswobodzić. Na szczęście wszystko szczęśliwie się skończyło, przyjechała policja i uspokoiła pana bardzo szybko. Do tej pory nie mam pojęcia czy chodziło mu o aparat, czy nie spodobało mu się, że robię zdjęcia. Bo podczas składania wyjaśnień na policji okazało się, że z obserwowanym nie ma nic wspólnego. 

Pewnie między innymi dlatego zawsze powinno pracować się w teamie

Tak. Jeden detektyw prowadzi  samochód,  drugi w  tym czasie może robić zdjęcia. Dzięki temu akcja przebiega sprawnie, zawsze jest też druga osoba, która można poprosić o wsparcie w przypadku nagłych zdarzeń.  

Masz swojego detektywistycznego mistrza?

Na pewno nie  jest to Sherlock  Holmes ani inny serialowy detektyw (śmiech). Miałam to ogromne  szczęście, że wszystkiego uczyłam  się od detektywa, dla którego nie ma  rzeczy niemożliwych. Przez 10  lat wykonał  kilkaset a nawet kilka tysięcy zdjęć, które były niepodważalnym dowodem w sądzie. Nauczył mnie, że profesjonalny sprzęt  fotograficzny  to podstawa i praktycznie bez dobrego aparatu i kilku obiektywów o różnej ogniskowej  nasza praca nie ma sensu. Dlatego nieskromnie przyznam, że mistrzem zawodu jest dla mnie mój mąż.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/6 miesięcy temu
Bardzo dobry wywiad. :)