Dzieci nie wstydzą się swoich emocji. Ale czy my jesteśmy na nie gotowi?
Dzisiejsze dzieci lepiej niż wcześniejsze pokolenia potrafią nazywać swoje emocje i mówić o swoich potrzebach. Jednocześnie dorastają w świecie pełnym presji, oceniania i cyfrowej przemocy. Czy większa wrażliwość pomaga im radzić sobie z rzeczywistością, czy staje się dodatkowym obciążeniem?

“Nie przesadzaj”, “uspokój się”, “no i czemu płaczesz” – takie komunikaty często słyszeli w dzieciństwie dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie. Emocje były czymś niewygodnym, co trzeba przeczekać i schować głęboko w sobie. Dziecko miało nie robić problemów, być grzeczne i odporne na świat. Smutek był bagatelizowany, złość uważana za niegrzeczną, a lęk oznaczał przesadę.
Dzisiaj widać wyraźną zmianę. Dzieci są w stanie lepiej określać swoje granice i ocenić, kiedy potrzebują chwili spokoju. Znają pojęcia, których ich rodzice nauczyli się dopiero w dorosłości – o ile w ogóle mieli szansę się ich nauczyć. Coraz więcej dzieci umie mówić o swoich emocjach bez poczucia wstydu. Wiedzą, że mogą odczuwać również frustrację, lęk, przeciążenie czy samotność. Zdają sobie również sprawę z tego, że te uczucia maj znaczenie.
To jedna z największych zmian pokoleniowych ostatnich lat. Dzisiejsze dzieci dorastają w świecie dużo większej świadomości emocjonalnej niż wcześniejsze generacje. Rodzice coraz częściej uczą je rozpoznawania własnych stanów, ale też komunikowania potrzeb i empatii. Paradoksem tej sytuacji jest fakt, że jednocześnie dzieciństwo stało się bardziej obciążające psychicznie niż kiedykolwiek wcześniej. Wzrasta wrażliwość, ale świat wcale nie jest łagodniejszy.
Rodzice chcą wychować dzieci inaczej niż sami byli wychowaniu
Za współczesnymi rodzicami ogrom pracy. Wiele z nas chce wychowywać dzieci inaczej niż sami byliśmy wychowani. Jesteśmy pokoleniem, które ma lepsze narzędzia i dostęp do wiedzy, która pozwala nam analizować własne dzieciństwo i odkryć to, czego nam brakowało. Często w rozmowach ze znajomymi słyszę, że w ich dzieciństwie za mało się rozmawiało, brakowało czułości czy możliwości przeżywania emocji.
Dzisiaj dzieci już nie słyszą, że mają się uspokoić. Zamiast tego spotykają się z pokazaniem, że rodzic rozumie lub stara się zrozumieć ich emocje. Dorośli sięgają po poradniki psychologiczne, słuchają podcastów o emocjach lub sami uczą się mówić o swoich odczuciach na terapii. Pojęcie granicy, regulacji emocji czy wysokowrażliwości to już nie język psychologów, ale codziennych rozmów o wychowaniu.
Chcemy, aby nasze dzieci potrafiły rozmawiać o emocjach bez poczucia wstydu. Żeby nie musiały nadrabiać tych braków w dorosłości i by mogły zrozumieć, że mają prawo odczuwać smutek, złość albo lęk.
To ogromna zmiana, która jest nie do zatrzymania. Ale też stawia przed rodzicami nowe wyzwanie: jak jednocześnie wychować empatyczne dziecko i przygotować je do życia w społeczeństwie, które nie wybacza tak łatwo?
"To chyba jedno z najważniejszych pytań dzisiejszego rodzicielstwa. Z jednej strony chcemy, żeby dzieci były wrażliwe, a z drugiej boimy się, że ta wrażliwość będzie dla nich ciężarem. Tymczasem odporność psychiczna nie jest przeciwieństwem wrażliwości. Odporne dziecko to nie takie, które niczego nie czuje, ale takie, które wierzy, że poradzi sobie z trudnościami. Bardzo lubię cytat z Krainy Lodu 2: "Jedyne, co musisz zrobić, to zrobić następny krok". Właśnie na tym polega odporność - nie na byciu twardym, ale na umiejętności ruszania dalej mimo lęku, smutku czy niepewności" – mówi psycholożka Anna Gajda.
Dzisiejsze dzieci szybciej uczą się empatii
Efekty tej zmiany widać szczególnie w relacjach dzieci z innymi ludźmi. Współczesne dzieci często dużo szybciej uczą się współodczuwania i reagowania na cudzą krzywdę. Przepięknym przykładem są viralowe nagrania, które mogliśmy znaleźć w sieci w trakcie trwania akcji Łatwogang ze wsparciem dla fundacji Cancer Fighters. Scrollując TikToka trafiłam na sporo treści od rodziców pokazujących reakcje swoich pociech na to, co się dzieje. Widok tak młodych ludzi wyciągających oszczędności ze swoich świnek-skarbonek, by pomóc chorym dzieciom naprawdę rozgrzewał serce.
Ogromną popularność zdobywają historie pokazujące dziecięcą solidarność i emocjonalną uważność. Dzieci reagują na cierpienie zwierząt, przejmują się losem chorych osób, potrafią spontanicznie organizować pomoc dla kolegów i koleżanek. Widać, że dla wielu z nich empatia nie jest pustym hasłem, ale czymś naturalnym.
To nie jest „słabsze pokolenie”, jak czasem próbują przekonywać starsi. To pokolenie bardziej świadome emocji, zarówno swoich, jak i cudzych. Dzieci dużo szybciej uczą się dziś zauważać, że ktoś może czuć się odrzucony, samotny albo skrzywdzony.
Wielu nauczycieli i psychologów zwraca uwagę, że współczesne dzieci potrafią być niezwykle emocjonalnie inteligentne. Często dużo szybciej niż wcześniejsze pokolenia uczą się mówić o swoich granicach i potrzebach. Potrafią też reagować, kiedy widzą czyjąś krzywdę.
Dziś dużo więcej mówi się o emocjach, empatii i zdrowiu psychicznym. Rodzice częściej pomagają dzieciom nazywać to, co czują, i traktują emocje jako coś ważnego, a nie problem do wyeliminowania. To bardzo dobra zmiana
To efekt ogromnej pracy rodziców, którzy próbują wychowywać dzieci nie tylko na “grzecznych ludzi”, ale przede wszystkim na empatycznych.
Dziecięcy język opisywania emocji
Jeszcze kilkanaście lat temu wiele emocji po prostu się ignorowało lub próbowało zagłuszyć ostrzejszą reakcją. Dzieci uczyły się tłumić emocje, a nie je rozumieć. Dzisiejsze młode pokolenie ma w tej kwestii o wiele więcej przestrzeni. Wie, czym jest stres, przeciążenie czy lęk. To często szok dla starszych osób, które zostały wychowane w przekonaniu, że emocje się ukrywa, a nie analizuje. Dlatego kiedy kilkuletnie dziecko mówi o przebodźcowaniu albo potrzebie przestrzeni, niektórzy odbierają to jako przesadę czy “modę na psychologię”.
Oczywiście język, którym posługuje się dziecko, jest dopasowane do jego wieku. Rodzice często sami tworzą komunikację ze swoją pociechą i wypracowują z nią sygnały. To właśnie one pozwalają zrozumieć, co się dzieje w głowie dziecka i pokazuje, jak zareagować odpowiednio, aby mu pomóc uregulować jego stan.
To ogromna wartość. Dziecko, które potrafi nazwać własne emocje, nawet w tej początkowej fazie, ma większą szansę, by w przyszłości nie ignorować swoich problemów psychicznych. Łatwiej mu poprosić o pomoc, łatwiej rozpoznać własne granice, łatwiej też zrozumieć emocje innych ludzi.
Problem pojawia się wtedy, gdy ta większa świadomość zderza się ze światem, który wciąż bywa emocjonalnie brutalny.
Wrażliwe dzieci trafiają do brutalnego świata
Paradoks współczesnego dzieciństwa polega na tym, że dzieci uczone empatii i kontaktu z własnymi emocjami trafiają jednocześnie do rzeczywistości, która bardzo często premiuje cynizm, rywalizację i odporność psychiczną.
Najbardziej widać to w internecie. Media społecznościowe stały się dziś naturalnym środowiskiem dorastania. To tam dzieci budują relacje, poznają trendy, uczą się własnej wartości i porównują się z innymi. Problem polega na tym, że internet właściwie nigdy się nie kończy.
Dawniej dziecko mogło wrócić ze szkoły i odciąć się od problemów. Dzisiaj telefon sprawia, że kontakt z rówieśnikami trwa bez przerwy. Konflikty, komentarze i oceny przenoszą się do internetu i zostają tam na długo.
Wrażliwe dziecko trafia więc do świata, który nie daje odpoczynku od emocji. Widzi idealne życia innych ludzi, perfekcyjne zdjęcia, sukcesy rówieśników i nieustanne porównania. Nawet zwykła codzienność zaczyna być oceniana przez pryzmat lajków, reakcji i komentarzy.
To ogromne psychiczne obciążenie, szczególnie dla dzieci, które dopiero budują poczucie własnej wartości.
Hejt i cyberprzemoc stały się częścią dzieciństwa
Jeszcze kilkanaście lat temu przemoc rówieśnicza kończyła się zazwyczaj po wyjściu ze szkoły. Dzisiaj może trwać całą dobę. Hejt i cyberprzemoc stały się jedną z najciemniejszych stron współczesnego dzieciństwa.
Internet daje poczucie bezkarności. Dzieci bardzo szybko uczą się, że komentarz napisany w sieci może zaboleć równie mocno jak wypowiedziane na żywo słowa, a czasem nawet bardziej, bo zostanie po nim trwały ślad. Problem w tym, że młodzi ludzie często nie mają jeszcze emocjonalnych narzędzi, żeby sobie z tym poradzić.
Jedno zdjęcie wrzucone do internetu może stać się powodem wyśmiewania przez tygodnie. Jeden filmik może zamienić zwykłą szkolną sytuację w viralowe upokorzenie. Dawniej kompromitacja miała ograniczony zasięg i szybko znikała z pamięci innych dzieci. Dzisiaj zostaje zapisana w sieci.
"Przemoc teraz wygląda zupełnie inaczej niż kiedyś. Sytuacja wygląda dość klarownie: dzieci są wychowywane przez rodziców, którzy żyli w świecie analogowym lub pół-analogowym. W związku z tym obecni dorośli tego nie doświadczyli. Wrzucamy dzieci w te mechanizmy, nie wiedząc tak naprawdę, jak to jest być dzieckiem i ofiarą hejtu. W czasach analogowych lub pół-analogowych pokłócili się ze sobą dwaj chłopcy w szkole. Widziały to dwie koleżanki z jednej strony, dwóch kolegów z drugiej strony. Te osoby powiedziały o sytuacji u siebie w domach, dowiaduje się jeden czy drugi nauczyciel. Konflikt zamykał się w dwunastu osobach. Dzisiaj, jak się jedna osoba z drugą pokłóci, a obie są dobre w hashtagowaniu, to za godzinę 150 tysięcy osób jest w stanie zobaczyć przerobione zdjęcie każdego z nich. Różnica skali… Nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić czegoś takiego, bo tego nie przeżyliśmy. Przemoc rówieśnicza była od zawsze, ale cyberprzemoc jest nam obca. Na tym polega nasze niezrozumienie" – mówi Ewa Abart, inicjatorka projektu Hejt nie jest ok, mówiącego o cyberprzemocy wśród dzieci.
Problem polega na tym, że dzieci wychowywane w duchu empatii trafiają do przestrzeni, w której empatia bardzo często przegrywa z ironią, agresją i potrzebą zdobywania uwagi. Hejt staje się formą rozrywki, a wyśmiewanie innych sposobem na zdobycie popularności.
To właśnie dlatego współczesne dzieci tak mocno przeżywają ocenę rówieśników. Komentarz nie znika po kilku minutach. Może zostać zapisany, udostępniony i wielokrotnie odtworzony. A dziecko bardzo często zostaje z tym samo.
Co możemy z tym zrobić jako rodzice?
Najgorszym hasłem, z jakim rodzic może odesłać dziecko, które przychodzi z problemem hejtu, jest hasło: słuchaj, to nic takiego, to przejdzie. Hejt nigdy nie mija sam. Nie ma takich sytuacji, że on może minąć sam, ponieważ on się nakręca. Hejterzy czekają w uśpieniu, żeby zaatakować ze zdwojoną siłą. Bo to jest po prostu przyjemne. Najgorsze jest to, że dla hejtera hejtowanie jest przyjemne. Dlatego takim tekstem, że nic się nie stało, my nie pomagamy naszemu dziecku. Musimy natychmiast zareagować, otoczyć go opieką, powiedzieć, że jesteśmy po jego stronie. Najważniejsze hasło? Hejt nigdy nie jest o nas, o naszych dzieciach. Hejt jest o hejterze. To jest jego problem i jego frustracja. To z nim jest coś nie tak, nie z nami. Tak musimy komunikować to dziecku
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Dzisiejsze dzieci mocniej przeżywają porażki
Większa świadomość emocjonalna przynosi więcej niż jedno zagrożenie. Współczesne dzieci często dużo mocniej przeżywają odrzucenie, krytykę i niepowodzenia. Szybciej analizują własne zachowanie, bardziej przejmują się oceną innych i silniej przeżywają porażki.
Kiedyś dziecko słyszało po prostu “trudno, stało się”. Dzisiaj dużo częściej rozkłada swoje emocje na czynniki pierwsze. Z jednej strony to dobre, bo dzięki temu rozumieją siebie i swoje reakcje. Z drugiej jednak może prowadzić do nadmiernego analizowania i lęku przed popełnianiem błędów.
Wiele osób zwraca uwagę, że współczesne dzieci bardzo wcześnie zaczynają odczuwać presję bycia “wystarczającym”. Chcą dobrze wyglądać, osiągać sukcesy, być lubiane, rozwijać pasje i jednocześnie świetnie radzić sobie emocjonalnie.
To ogromne obciążenie dla psychiki, która dopiero dojrzewa. Coraz częściej dzieci boją się porażki nie dlatego, że spotka je kara, ale dlatego, że same bardzo surowo siebie oceniają. Są bardziej świadome emocji, ale przez to bywają też bardziej podatne na lęk, perfekcjonizm i poczucie winy.
Świadome rodzicielstwo też potrafi tworzyć presję
Współcześni rodzice chcą wychować dzieci emocjonalnie dojrzałe, komunikatywne i samodzielne. Problem zaczyna się wtedy, gdy za tymi dobrymi intencjami pojawia się oczekiwanie, że dziecko będzie zachowywać się jak mały dorosły.
To, że dziecko potrafi powiedzieć “jest mi trudno”, nie oznacza jeszcze, że umie sobie z tym trudnym stanem poradzić. Świadomość emocji nie przyspiesza dojrzewania psychiki tak bardzo, jak czasem chcieliby tego dorośli.
"Mam wrażenie, że czasem zapominamy, że umiejętność nazwania emocji nie jest tym samym co umiejętność poradzenia sobie z nią. Dziecko może świetnie wiedzieć, że jest złe, smutne czy rozczarowane, ale nadal potrzebować dorosłego, który pomoże mu przez tę emocję przejść" – mówi Anna Gajda.
Dzieci nadal potrzebują wsparcia, obecności i prawa do niedojrzałości. Potrzebują też prawa do chaosu, emocjonalnych wybuchów i słabszych dni. Tymczasem współczesne rodzicielstwo bywa czasem tak skupione na “dobrym wychowaniu”, że zaczyna oczekiwać od dzieci zbyt dużej samokontroli.
W efekcie najmłodsi mają być jednocześnie empatyczni, świadomi, odporni psychicznie i samodzielni. Mają rozumieć emocje swoje i innych, umieć komunikować potrzeby, radzić sobie z presją internetu i jeszcze dobrze funkcjonować w świecie ciągłej rywalizacji.
To bardzo dużo jak na ludzi, którzy dopiero budują własną tożsamość. Co w takim razie powinien zrobić rodzic, kiedy dziecko nie radzi sobie z jakąś emocją?
Przede wszystkim nie chodzi o to, żeby te emocje natychmiast naprawiać albo wyciszać. Często największą pomocą jest po prostu obecność i zrozumienie. Dziecko potrzebuje poczuć, że ktoś jest obok i potrafi pomieścić jego złość, lęk czy smutek. Mam wrażenie, że współcześni rodzice bywają wobec dzieci bardzo wymagający emocjonalnie. Skoro uczymy je mówić o uczuciach, oczekujemy czasem, że będą też potrafiły je kontrolować. A to dwie różne rzeczy. Samoregulacji uczymy się przez lata
Dzisiejsze dzieci nie są słabsze. Po prostu czują więcej
Łatwo powiedzieć, że współczesne pokolenie jest “zbyt delikatne”. Znacznie trudniej zauważyć, że być może po raz pierwszy od wielu pokoleń dzieci dostały po prostu prawo do emocji.
Dzisiejsze dzieci szybciej uczą się empatii, potrafią lepiej nazywać własne stany i są bardziej wyczulone na krzywdę innych. Problem polega na tym, że równolegle dorastają w świecie pełnym presji, oceniania i psychicznego przeciążenia.
Wrażliwość to nie problem, to zaleta. Problemem jest rzeczywistość, której nadal nie potrafimy zmienić i w której premiowana jest nie czułość, a odporność.
"Mam wrażenie, że dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy wychowywać dzieci, które nie boją się swoich emocji. Nie po to, żeby były silne mimo wrażliwości, ale żeby były silne dzięki niej, ponieważ każda emocja jest po coś, nawet ta, której najchętniej byśmy uniknęli" – podsumowuje Anna Gajda.
W takim świecie wyzwaniem nie jest już nauczenie dzieci emocji, ale nauczenie świata, jak z tą dziecięcą wrażliwością się obchodzić w odpowiedzialny sposób. Bo dzieci, które uczą się czuć więcej, potrzebują również rzeczywistości, która nauczy się tej wrażliwości nie wykorzystywać.
Czytaj także:
- Wychowujemy pokolenie przebodźcowanych dzieci. Zniknęła nuda, a wraz z nią coś ważnego
- Tak kreatywnie spędzisz czas z maluchem. Najlepsze aktywności i zabawy na Dzień Dziecka
- Dzień Dziecka na świecie: jak świętują ten dzień w innych krajach?

