Przystojny glina w skórzanej kurtce, ironiczny prokurator w idealnie dopasowanym garniaku, zagubiony komisarz w spranych jeansach i koszuli w kratę – z reguły kryminały mają twarze tego typu bohaterów. Rzadko kiedy pierwsze skrzypce w powieściach detektywistycznych odgrywają kobiety. Przemysław Piotrowski postanowił to wykorzystać i dał życie swoim bohaterkom w najnowszej książce „Ślepą czarną nocą”. Aspirant Wiktoria Sarnecka bada sprawę miejscowych zbrodni i prosi o pomoc dziennikarkę Ninę Bacelę. Ten dość charakterystyczny duet wzbudza sprzeciw panów, którzy także są związani ze śledztwem. Kobiety muszą nie tylko rozwikłać zagadkę, ale też stawić czoła tym, którzy próbują za wszelką cenę zbić je z tropu.
WIDEO…
Kryminał oparty na intuicji
Nie mamy tu standardowej budowy kryminału. Co prawda, dochodzimy po nitce do kłębka, ale książki nie rozpoczyna kluczowy moment sprawy, jak w klasykach tego gatunku, tylko historia, która później rzutuje na poczynania bohaterów. I jednocześnie staje się świetnym tłem dla całej opowieści.
Cała książka opiera się na traumie przeżytej przez Ninę. To właśnie ona jest kręgosłupem dla pozostałej fabuły, która w teorii gra pierwsze skrzypce. Kobiece wątki są tu bardzo mocno zaznaczone. Widać to szczególnie pod koniec, gdy zaczyna dominować symbolika i czytelnicy dostrzegają prawdę między wierszami. Ten kobiecy wątek jest wypychany na pierwszy plan przez Piotrowskiego do tego stopnia, że czasami czytelnik może odnieść wrażenie, jakby autor na siłę próbował pokazać, że kobiety są w stanie zawojować świat i rozwikłać zagadkę kryminalną.
Muszę się tu trochę poczepiać. Bo o ile nie przeszkadza to aż tak w odbiorze, moim zdaniem można to było trochę wygładzić, nie robiąc naszego i waszego obozu, tylko pokazując także dobrą stronę mężczyzn. Szczególnie że przez takie poprowadzenie fabuły zaczynamy dostrzegać, w jakim kierunku to wszystko zmierza, co odrobinę psuje nam zabawę. Pisarz narzuca nam bowiem świat zerojedynkowy, gdzie kobiety są „girl power”, a mężczyźni to samo zło, co jednocześnie sprawia, że wydźwięk całej historii jest odrobinę sztuczny. „To przez arogancję i niekompetencję facetów” – pada nawet w pewnej chwili z ust głównej bohaterki. Widać, że za dużo? Jeśli też to dostrzegacie, w książce nie umknie to waszej uwadze.
Trzeba przyznać, że jest to historia o sile. O tym, jak wielką moc ma chwila, która potrafi przysporzyć człowieka o traumę na całe życie. O tym, jak silne mogą być wyrzuty sumienia – nawet gdy to nie my zawiniliśmy. I jak wielką siłą w życiu wykazują się kobiety – szczególnie te, które doznały wcześniej głębokiego cierpienia.
Bohaterki dość często kierują się intuicją. Nawet w książce wyraźnie widać, że jest to ten aspekt kobiecego umysłu, za którym mężczyznom trudno nadążyć. Czasami intuicja prowadzi do błędnych wniosków, ale w znacznej części przypadków jest głosem, za którym warto podążać, co ułatwia wiele rozwiązań fabularnych. Szczególnie że Piotrowski intuicję i wyrzuty sumienia przedstawił w swój własny, wyimaginowany sposób, dodając do swojego kryminału wątki soft fiction.
Gusła i napięcie to przepis na sukces
Nie powiedziałabym, że książka Piotrowskiego jest fantastyką, choć bez wątpienia zawiera fantastyczne wątki. Dlatego pozwolę sobie określić ją mianem soft fiction, jednocześnie podkreślając, jak wiele świeżości te elementy wnoszą do całej historii. Bez tego otrzymalibyśmy kolejny typowy kryminał. Przemysław Piotrowski znalazł jednak swój indywidualny sposób na przedstawienie trzymającej w napięciu opowieści w sposób bliski polskiemu czytelnikowi – z dodatkiem guseł oraz wierzeń. Warto dodać, że tego typu nadnaturalne elementy często stają się motywem charakterystycznym książek spod pióra autora. Gdy ponad rok temu czytałam „Piętno”, również doceniłam tego typu wątki w całej historii. To znak charakterystyczny Piotrowskiego, który umiejętnie łączy wątki kryminalne z religijną symboliką oraz folklorem.
„Ślepą czarną nocą” to zatem jedna z kolejnych książek autora, w której pozwala sobie na połączenie świata rzeczywistego z fikcyjnym. I na pewno za sprawą tak urozmaiconej fabuły, jak i wartkich dialogów, czyta się ją błyskawicznie. Treść wciąga od początku do końca i bardzo łatwo sobie ją wyobrazić. Podczas lektury czułam, jakbym czytała gotowy scenariusz do filmu. Tylko czekać, aż ktoś zdecyduje się zekranizować tak barwną opowieść.
Bez wątpienia książka „Ślepą czarną nocą” to kryminał, który spodoba się zarówno kobietom, jak i mężczyznom. Nowość w portfolio Przemysława Piotrowskiego trafi w gust przede wszystkim tych osób, które interesują się połączeniem kryminału z wierzeniami i demonologią ludową, a także tych, które doceniają mocne kobiece charaktery w powieściach lub filmach. Osobiście jestem ogromną fanką powieści, w których tego typu postaci dominują i cieszę się, że jest ich coraz więcej na naszym polskim rynku czytelniczym.
Czytaj także:
- Idealny plan na jesienny weekend? Książka i odpowiedź na pytanie: „Kto zabił, Anno Shirley?” [recenzja]
- Nie tylko Jan Frycz w „Ślepnąc od świateł". Ci aktorzy stworzyli tak wybitne role, że dziś bohaterowie książek mają ich twarze
- Dawniej romantyk, dziś „red flag”. Romantyzowaliśmy zachowanie Wokulskiego, dziś wiemy, że to obsesja