Niektórzy twierdzą, że szósta dekada życia to już „ostatnia prosta na drodze do wieczności”. Podobno w tym wieku trzeba zrezygnować ze wszelkich przyjemności i ze spokojem czekać na to, co nieuchronne. A ja mówię: to bzdura do kwadratu!

WIDEO

player placeholder

Po sześćdziesiątce zaczęłam cieszyć się życiem i wyciskać każdy dzień jak cytrynę – do ostatniej kropli. Bo niby dlaczego nie? Sylwia, moja córka, najchętniej widziałaby mnie w sosnowej skrzyni, pod grubą warstwą piasku i ziemi i marmurową płytą. Muszę ją jednak rozczarować, bo w najbliższym czasie nigdzie się nie wybieram.

Marzyły mi się wakacje w Hiszpanii

Uwielbiam lato. Gdy słońce świeci wysoko na niebie, a temperatura na zewnątrz jest przyjemnie wysoka, naprawdę czuję, że żyję. Zwłaszcza gdy mogę odpoczywać w jakimś malowniczym miejscu. W tym roku zaplanowałam wakacje w słonecznej Hiszpanii. Bo niby dla czego nie? Mam przyzwoitą emeryturę, mieszkam sama i nie ograniczają mnie żadne zobowiązania. Poza tym wypoczynek nad morzem zalecił mi lekarz.

Zobacz także:

Niedawno przeszłam poważne zapalenie płuc. Powikłania po chorobie do dziś dają mi się we znaki. Mój lekarz chciał wysłać mnie na turnus do sanatorium, ale odmówiłam.

– Nie, panie doktorze. Mam siedzieć w towarzystwie osób w moim wieku i całymi dniami słuchać historii chorób? Panu za to płacą, mi nie – argumentowałam.

– Pani Heleno, wilgotne nadmorskie powietrze dobrze zrobi pani układowi oddechowemu – upierał się.

– Więc wyjadę na wakacje do jakiegoś przyjemnego kraju. Na leczenie uzdrowiskowe może zdecyduję się za kilka lat. Na razie chcę cieszyć się życiem i zwiedzić tyle świata, ile zdołam – nie dawałam za wygraną.

Było mnie stać na wyjazd

Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Po powrocie do domu sprawdziłam stan moich oszczędności i przejrzałam oferty biur podróży. Ku mojej wielkiej radości okazało się, że Hiszpania nie jest poza moim zasięgiem finansowym. Zarezerwowałam dwutygodniową wycieczkę z noclegami w przyjemnym hoteliku, położonym tuż przy plaży. Musiałam dopłacić za pokój z widokiem na morze, ale uważam, że było warto. W końcu najlepszą pamiątką z wakacji są piękne wspomnienia, a przecież nic nie może się równać z widokiem słońca kryjącego się za linią horyzontu, rozświetlającego wodę fantastycznymi barwami.

Następnego dnia odwiedziła mnie Sylwia, moja córka.

– Zapowiada się gorące lato – stwierdziła.

– Tak, ale mi to odpowiada.

– Nie wygłupiaj się, mamo. Upały nie służą osobom w twoim wieku.

– Kochana, nie jestem aż tak stara – zaśmiałam się. Poza tym zawsze byłam istotą ciepłolubną. Czuję się lepiej, gdy termometr wskazuje plus 30 niż minus trzydzieści stopni.

– Pamiętasz, żeby dobrze się nawadniać?

– Pamiętam, pamiętam. Już ty się o mnie nie martw. Macie jakieś plany wakacyjne? – zmieniłam temat.

– Marcin wynajął mały domek na wsi. Czeka nas sielskie lato. Chciałam ci zaproponować wspólny wyjazd, ale pomyślałam, że po chorobie, którą przeszłaś, powinnaś się oszczędzać.

Córka stwierdziła, że mi odbiło

– Będę się oszczędzać, ale na plaży w Hiszpanii – oznajmiłam.

– Co? Mamo, czy ja się przesłyszałam? Zamierzasz jechać na wakacje? Chyba ci odbiło.

– A niby dlaczego nie? – zdziwiłam się.

– Nie zdajesz sobie sprawy, jak poważny jest twój stan. Przecież prawie umarłaś w tym szpitalu!

– Jak zwykle dramatyzujesz. Chorobę mam już za sobą. To prawda, wciąż dokuczają mi powikłania, ale konsultowałam się z lekarzem. Doktor Janusz stwierdził, że wyjazd nad morze dobrze mi zrobi.

– Skoro tak, to dlaczego nie zaproponował ci sanatorium?

– Zaproponował, ale odmówiłam. Wolę zwiedzić słoneczne południe niż spędzać całe dnie na kuracji.

– To egoistyczne z twojej strony – burknęła.

– Egoistyczne?

– A tak! Pieniądze, które wydasz na tę wycieczkę, powinnaś odłożyć. Przecież nie zostało ci już dużo czasu. Powinnaś zostawić coś po sobie dla mnie i swoich wnuków.

Sylwia zawsze była interesowna

Cała Sylwia. Pieniądze zawsze były dla niej najważniejsze. Pod tym względem wdała się w swojego ojca, bo na pewno nie we mnie. Podobno o zmarłych wypada mówić dobrze albo wcale. Całe szczęście nie interesują mnie konwenanse. Janusz był dobrym człowiekiem, ale jeżeli hojność nie była jego mocną stroną. Powiem więcej, był zwykłym skąpcem, a pieniądze były dla niego największą wartością. Sylwia jest taka sama.

Gdy była dziewczynką, odwiedzała swoich dziadków tylko wtedy, gdy wiedziała, że coś od nich dostanie. Najczęściej po emeryturze. Kiedy wkraczała w dorosłość, ciągnęła ode mnie bez opamiętania. Nie pytała, czy stać mnie, żeby jej pomóc. Po prostu przychodziła z konkretnymi żądaniami, a ja najczęściej ulegałam. Czy to takie dziwne? Przecież każdy rodzic chce pomóc dziecku na starcie, ale z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że córka wykorzystywała moją dobroć.

Teraz ma już własną rodzinę. Oboje z mężem pracują i nie klepią biedy. Starość to czas, kiedy człowiek musi myśleć przede wszystkim o sobie i o swoich potrzebach. Sylwia ma jednak inny pogląd na ten temat.

Czeka na mój koniec

Jej zdaniem powinnam ciułać grosz do grosza, by jak najwięcej zostawić jej w spadku. Nawet nie próbuje ukryć, że liczy, że szybko pożegnam się z tym światem. Kiedy leżałam w szpitalu, zapytała mnie o dostęp do mojego konta bankowego. Powiedziałam jej, że jeszcze nie wybieram się na tamten świat, na co ona odparła: „Jesteś stara i schorowana, więc wszystko może się zdarzyć”. Może mówić, co chce, ale nie wpłynie na moją decyzję.

– Córciu, a nie uważasz, że mi też należy się coś jeszcze od życia?

– Szczerze? Nie. Ty już swoje przeżyłaś. Teraz powinnaś zadbać o to, żeby mi i twoim wnukom niczego nie zabrakło. To twój obowiązek.

– Mylisz się, kochanie. Jesteś dorosła, więc troska o twoją rodzinę leży w zakresie twoich obowiązków. Ja już wywiązałam się ze swoich. Dałam ci dach nad głową, żywiłam cię, ubierałam, wychowywałam i wykształciłam. Reszta jest wyłącznie moją dobrą wolą. A nie zamierzam rezygnować z przyjemności, bo tego ode mnie oczekujesz. Gdy będziesz w moim wieku, zrozumiesz, że w życiu przychodzi taki czas, gdy trzeba zacząć się dopieszczać. I nie nastawiaj się tak bardzo na spadek po mnie, bo zamierzam pożyć jeszcze wiele lat i zwiedzić więcej niż tylko hiszpańskie wybrzeże.

Helena, 65 lat


Czytaj także: