Weekend In The City

Wbrew pojawiającym się opiniom nie jest to album kontrowersyjny, bo zamiast budzić skrajne emocje, pozostawia słuchacza obojętnym.
Debiutanckim „Silent Alarm” Bloc Party pogodzili gust noworockowej publiczności i kapryśnej krytyki. Sprzedaż zatrzymała się dopiero na milionie egzemplarzy, prestiżowym wyróżnieniom nie było końca. Przy nowym „Weekend In The City” oczekiwania odbiorców wzrosły, ambicje zespołu pewnie też, ale zabrakło umiejętności kompozytorskich.

Bloc Party wypośrodkowali tempa, wzbogacili brzmienie i po nerwowym konkrecie poprzedniego albumu nie zostało nic. Jest kilka niezłych momentów, tu gitarowy motyw, tam kawałek refrenu, ale nie uskładają z tego nawet czterech dobrych singli. Lepiej z tekstami. O ile drugie płyty The Killers czy Razorlight zabrnęły w pustą egzaltację, o tyle album Bloc Party jest przynajmniej o czymś. To zestaw inspirowany zgiełkiem rodzinnego Londynu, okrucieństwem i magnetyzmem wielkiego miasta, pisany z perspektywy młodego przedstawiciela mniejszości i rasowej, i ponoć również seksualnej, co z lidera Kele Okereke czyni idealnego bohatera młodych trudnych. Tyle że mdła forma blokuje zgłębianie treści. Bo przez sen słabo to wychodzi.

Angelika Kucińska/ Przekrój

Bloc Party „Weekend In The City”, Wichita
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)