Punkowy Freud

Jeśli najnowszy album Pink Freud jest zatytułowany „Punk Freud”, to wcześniejszy krążek grupy powinien był się nazywać „Pop Freud”.
Jeśli najnowszy album Pink Freud jest zatytułowany „Punk Freud”, to wcześniejszy krążek grupy powinien był się nazywać „Pop Freud”. Formacja prowadzona przez Wojtka Mazolewskiego już od jakichś trzech lat typowana jest na jeden z najciekawszych młodych zespołów jazzowych.

Jej powodzenie polega nie tylko na muzycznej wirtuozerii, ale również na rockowej melodyjności i charyzmie oraz dużej błyskotliwości w żonglowaniu „nowymi brzmieniami”, czyli korzystaniu z technik ze świata hip-hopu czy elektroniki, w starym jazzie nieobecnych. Jednak ostatni okres wytężonego koncertowania po Polsce i po całej Europie wyraźnie wpłynął na rozwój w zupełnie innym kierunku. Trójmiejska formacja porzuciła wykonywanie piosenki Nirvany czy gładkie produkcje z udziałem didżejów.
„Punk Freud” pokazuje trio w pełni formy, jaką znamy z występów na żywo. Wpadające w ucho tematy zastąpiła dynamika gry zespołowej, a solowe popisy instrumentalistów uatrakcyjniają często dodatkowe instrumenty: skrzypce, wiolonczela i saksofon. Nie pozostaje więc bez echa zasłuchanie muzyków Pink Freud w „Winobraniu” Namysłowskiego czy współpraca z Timem Bernem. Po takiej płycie można tylko stwierdzić z pełną satysfakcją: już spełnili pokładane w nich nadzieje!

Jacek Skolimowski/ Przekrój

Pink Freud „Punk Freud”, Universal
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)