Mimikra

Kasia Stankiewicz i jej szansa na nowe życie po niedobrym sukcesie. Po Varius Manx przyszedł czas odzyskiwania wiarygodności.
Nie ma lepszego przykładu ofiary niskich gustów publiczności niż Kasia Stankiewicz. Trudno ją dziś ocenić bez cofania się do kuriozum w postaci piosenki „Orła cień”. Masowy zachwyt niedobrą muzyką przyniósł niedobre efekty, Stankiewicz wykorzystała swoją szansę na sukces, tyle że nierozsądnie. Po Varius Manx przyszedł czas odzyskiwania wiarygodności. Mozolnego, ale konsekwentnego, subtelnego, ale skutecznego.

O ile prowokacyjnym „Extrapopem”, solowym debiutem, zaledwie przypomniała o swoim istnieniu, o tyle „Mimikrą”, płytą numer dwa, domaga się już uznania stałej pozycji. „Mimikra” definitywnie rozgrzesza ją z pomyłek młodości. Fakt, Stankiewicz wciąż trochę błądzi. Zwłaszcza literacko, obciążając impresyjne teksty niepotrzebnymi metaforami. To album momentami odrobinę przegadany, ale muzycznie bez zarzutu. Stare spotyka nowe, elektroklasyka lat 80. miesza się z tym, co współczesne i światowe.
„Mimikra” to płyta nie tylko dobra, ale i ważna, bo leczy polski kobiecy pop z kompleksów pokolenia – pozostając przy konkursach wokalnych – „Idola”. Ania Dąbrowska pustkę treściową maskuje elegancką produkcją, Ewelina Flinta goni za siermiężnym etosem Przystanku Woodstock. A Kasia Stankiewicz – wbrew tytułowi – wzorowo odstaje od bezbarwnego otoczenia.

Angelika Kucińska/ Przekrój

Kasia Stankiewicz „Mimikra”, EMI
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/13 lat temu
słucham jej codziennie i coraz bardziej się uzależniam..dobre teksty, świetna myzyka,a te gitarowe brzmienia ..rewelacja..polecam wszystkim..bardzo się wyróżnia na tle tego co ostatnio wychodzi na naszym rynku muzycznym.Gratulacje dla Kasi i Radka