Bigos idei

Kariera Pogodno galopuje w tempie tak obłędnym, że aż im się pomysły rozbiegły.
Kariera Pogodno galopuje w tempie tak obłędnym, że aż im się pomysły rozbiegły...


Pogodno to wciąż:

1) najlepszy koncertowy zespół rockowy w tym kraju;

2) grupa z największym potencjałem świeżości;

3) zespół chaotyczny i nieprzewidywalny.

Problem w tym, że w twórczości autorów absurdalnie chwytliwych fraz w rodzaju: "Pani w obuwniczym miała taki ruch, że aż jej się buty rozeszły", często dominuje to trzecie. Po niemal doskonałej płycie "Pielgrzymka psów" i intrygującym solowym albumie lidera Jacka "Budynia" Szymkiewicza nagrali i wydali album spontaniczny i szalony, ale przy tym niespójny, nieczytelny i niewnoszący nic do ich wizerunku. Poza melodyjną singlową "Alinką", przewrotnym spojrzeniem na Polskę oczami ekwadorskich robotników ("Ekwador Lou") i narkotycznie chorą wersją legendy o Piaście ("Rym cym cym, czyli lot") trudno znaleźć punkty zaczepienia w tym miejscami radosnym, a w całości bełkotliwym i męczącym bigosie pomysłów. Rozumiem, że ciężko jest nagrać perfekcyjny album grupie, która sama najlepiej bawi się wtedy, gdy inni stoją zmieszani, a najlepiej czuje się, gdy innym robi się niedobrze. Zgoda. Ale dopiszmy w takim razie jeszcze jeden punkt:

4) najbardziej niespełniona nadzieja polskiego rocka.



Bartek Chaciński/Przekrój

Pogodno "Opherafolia",
Hajle Silesia, 54’31’’, 34,90 Zł
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)