Niespełna trzy miesiące po spektakularnej porażce, jaką była wypowiedź Ewy Woydyłło, która nazwała Igę Świątek "głupiutką i wystraszoną", pycholożka zaliczyła kolejną - nazywając rzeczy po imieniu - wtopę. 

WIDEO…

player placeholder

W rozmowie z Anną Wendzikowską, która zapytała o to, co ma zrobić kobieta, która jest już po 40. i boi się wyjść z nieszczęśliwego związku w obawie, że zostanie sama, psycholożka pospieszyła z radą, że zacytuję:

"To ty się nie rozstawaj, tylko najpierw znajdź kogoś lepszego, a wtedy to się rozstaniesz. A nie ma tak, że ty go zostawisz, a potem sama będziesz krążyć po tych placach i alejkach i parkach i Seszelach i Lanzarote. Najpierw sobie znajdź dziewczyno, a dopiero potem zobaczysz. Jest później niż myślisz".

Zobacz także:

Dziennikarka zbyła odpowiedź śmiechem i taktownie rzuciła, że "jest to jakiś pomysł". Zawrzało natomiast w komentarzach pod udostępnionym fragmentem wywiadu - i trudno się dziwić. 

Oto osoba, która powinna w kwestii relacji międzyludzkich pełnić rolę autorytetu, doradza rozwiązanie nieetyczne i pozbawione empatii - słowem zwykłe świństwo. Oczywiście, można polemizować wskazując, że kobiety po 40. mogą mieć większy problem ze znalezieniem partnera niż 20- czy 30-latki, a już zwłaszcza, gdy mieszkają w mniejszych miastach, w których wybór jest siłą rzeczy ograniczony. 

Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe

Bliżej temu, co mówi współczesna psychologia, ale i filozofia (i to wcześniejsza niż chrześcijaństwo) jest już przysłowie "Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe". Złota zasada, na której powinny opierać się relacje społeczne, a już zwłaszcza - osobiste.

Nawet, jeśli w związku dzieje się źle, wypadałoby zachować elementarny szacunek dla osoby, którą kiedyś się kochało i z którą przeżyło się 15, jeśli nie 25 lat. Przecież tego same byśmy oczekiwały - łatwiej znieść rozstanie, gdy po drugiej stronie nie ma kobiety, z którą jak się okazuje "dzieliłyśmy" partnera przez ostatnie pół roku, albo i dłużej. Tylko po to, by miał do kogo odejść. 

W takim układzie tylko jedna osoba wie, że związek jest już właściwie zakończony. Druga może planować wspólny urlop, zastanawiać się, jak poprawić relację, albo uważać, że to tylko przejściowy kryzys. znajomość. Gdyby partner znał prawdę, być może sam chciałby odejść. Tyle że zostaje pozbawiony tego wyboru, służy jako liana. Całkiem jak w małpim gaju - wciąż trzyma się jedną lianę, a w momencie, a którym chwyci się drugą, się ją puszcza. 

Można już nie kochać, mieć dość cudzych zwyczajów i nie widzieć wspólnej przyszłości - badania pokazują, że osoby myślące o rozstaniu w długich związkach, noszą się z tą decyzją już o rok do nawet dwóch lat wcześniej. Wciąż wypada jednak poinformować, że nie chce się już tego ciągnąć, zamiast sprawdzać, czy aby na pewno znajdzie się lepszy kandydat. Pomijając już, że wynika to zazwyczaj wielu kłamstw - pisania w ukryciu, wymykania się na spotkania.

Miłość, która zaczęła się od kłamstwa

W radzie Woydyłło kryje się coś paskudnego wobec jeszcze jednej osoby - nowego mężczyzny. Zdradzający, którzy szukają jednocześnie nowego związku nie chwalą się wszak, że kogoś mają. I że kobieta (czy mężczyzna) wracają do domu, w którym ktoś na nich czeka. 

Oczywiście ludzie zakochują się czasem, będąc w związku, a nowa relacja uświadamia im, jak bardzo nie chcieli poprzedniej. Że posłużę się kolejnym powiedzeniem - serce nie sługa, nie wszystko w życiu przydarza się we "właściwej" kolejności. Czym innym jest jednak przypadek, a czym innym przyznanie sobie swobody i prawa do okłamywania dwóch osób. 

Woydyłło, która jeszcze niedawno obraziła publicznie trzy kobiety - Sabalenko, Świątek i psycholożkę sportową polskiej tenisistki, nagle przemawia w tonie kobiecej solidarności. 

W opublikowanym fragmencie rozmowy zaczyna od zdania "Nie wiem, czy nas panowie słuchają". Lepiej, żeby nie słuchali, bo oto przedstawia sprytny patent, którym kobiety powinny dzielić się między sobą. Wyobraźmy sobie wywiad, w którym ktoś polecałby posiedzieć jeszcze z niekochaną żoną, udając, że "przecież wszystko jest w porządku", a jednocześnie rozglądać się aktywnie za kimś "lepszym". 

Wartość kobiety mierzona mężczyzną

W radzie Woydyłło jest i drugie dno (właściwie używam tego słowa w dwóch znaczeniach). Pytanie dotyczyło wszak tego, jak kobieta, która boi się samotności, ma wyjść ze związku. Odpowiedź potwierdza zaś największy lęk: sama sobie nie poradzisz, będziesz nieszczęśliwa, więc koniecznie musisz najpierw znaleźć kogoś na zastępstwo.

Do tego 87-latka dodaje "jest później niż myślisz". Paradne, że mówi to kobieta, która zdążyła przeżyć już dwie czterdziestki, a w tym czasie mieć trzech mężów. I można by tu zadać niedyskretne pytanie, czy sama stosowała się do własnych rad. 

W wizji świata, która wynika z jej wypowiedzi, choćby przejściowy brak mężczyzny to porażka, ale i niebezpieczeństwo. Niechęć do mężczyzny można wytrzymać, podobnie jak bycie nieszczęśliwą i udawanie bliskości, ale nic nie równa się tragizmowi samotnego wieczoru czy wakacji w pojedynkę. 

Podróż w nieznane

Nie chodzi o bajeczki o tym, że po rozstaniu wreszcie będzie miało się czas na pasje, odzyska się "dawną siebie", a za rogiem czeka wielka miłość. Być może wcale tak nie będzie. Do tego część kobiet bardzo chce dzielić z kimś życie - mieć z kim zjeść śniadanie albo opowiedzieć o trudnym dniu w pracy. 

Pomijając już kuriozalność rady, lęk przed byciem samą może skutecznie utrudniać wybór kogoś, z kim rzeczywiście będzie nam dobrze. Wybieranie kogoś, by nie być z kimś innym nie wydaje się najlepszym doradcą. 

W badaniach Stephanie Spielmann opublikowanych w 2013 roku badani odczuwający silniejszy od innych lęk przed rozstaniem byli skłonni interesować się w osobami mało uważnymi na ich potrzeby. 

Samo znalezienie kogoś "chętnego" i deklarującego miłość, nie daje gwarancji, że oto trafiłyśmy na odpowiednią osobę. Zwłaszcza jeśli podstawową zaletą nowej znajomości staje się to, że pozwala odejść i nie być samą. 

50 twarzy nieszczęśliwych związków

Nieszczęśliwy związek może też oznaczać coś skrajnie różnego - czym innym jest wieloletnie mijanie się, czym innym zależność finansowa albo strach przed reakcją przemocowego partnera. 

W takim przypadku "szczera rozmowa w cztery oczy" może wcale nie być najlepszym rozwiązaniem. By odejść, trzeba mieć gdzie zamieszkać, mieć oszczędność albo chociaż stałe dochody, móc liczyć na pomocy bliskich.

Znajoma może palnąć przy winie coś niemądrego - wypowiedź psycholożki zostaje w sieci, opatrzona tytułem i dorobkiem, który może skłonić do uznania rady za prawdę objawioną. A co, jeśli opór przed oszukiwaniem partnera jest zbędnym skrupułem, którego nowoczesna kobieta powinna się wyzbyć?

Nieprofesjonalnie & nieetycznie

Kodeks etyczny Polskiego Towarzystwa Psychologicznego mówi wyraźnie o odróżnianiu wiedzy naukowej od własnych przekonań. Obowiązek rzetelności obejmuje również popularyzowanie psychologii. Podcast nie jest gabinetem, ale gdy ktoś nie ma do niego dostępu, może pełnić podobne funkcje. 

Może przyszedł już czas, żeby Ewa Woydyłło przeszła na emeryturę. Ma dorobek w terapii uzależnień, przez lata szkoliła innych i pisała. Tym bardziej szkoda rozmywać własne osiągnięcia kolejnymi kocopołami, których później trzeba bronić, tłumaczyć albo za nie przepraszać.

Przydałoby się też, żeby osoby prowadzące takie rozmowy częściej brały odpowiedzialność za to, co decydują się wypuszczać w eter. 

W całej tej historii najbardziej przygnębiające jest to, jak mało wiary w kobiety zawiera rada mająca rzekomo dodać im odwagi. Możemy odejść, o ile ktoś nas jeszcze "w tym wieku" zechce. Negatywna ocena własnego związku, rozczarowania i niezaspokojone potrzeby nie wystarczają. Kobieta bez partnera to kobieta wybrakowana, gorsza. Nie to, co ta, która od lat jest nieszczęśliwa we własnym życiu i czuje, jak coś w niej umiera.


Czytaj także: