Być jak Martha Allen Lloyd
WIDEO…
Recenzja
Pierwszy dzień wiosny. Zamiast wiosennego słońca, zaserwowano nam szarówkę, przenikający na wskroś chłód i deszczowo – śnieżny koktajl. Jesienne aura ma jedną, wielką zaletę – jest doskonałym pretekstem do leżenia pod kocem, w towarzystwie filiżanki pysznej herbaty i pasjonującej książki. Jest ciepły koc, karmelowa herbata, brak tylko odpowiedniej lektury.

Otwieram książkę na przypadkowej stronie, rozchylam okładkę, zamykam oczy. Lubię zapach nowej książki, więc przez chwilę się nim upajam, po czym czule dotykam okładkę – dawno żadna książka nie sprawiła mi tak wielkiej radości.
Kilka pierwszych stron pochłaniam w mgnieniu oka. Lloyd Allen we wstępie opisuje powody, dla których napisał książkę o Marcie Stewart. Jak na prawdziwego przyjaciela przystało – staje w jej obronie, z politowaniem kręci głową słysząc kolejną wyssaną z palca wiadomość na temat Marthy i robi swoje – po to, żeby cały świat dowiedział się, jaka naprawdę była Martha Stewart. Taki przyjaciel to prawdziwy skarb – myślę sobie i wracam do lektury.
Martha jest córką polskich emigrantów. Kobietą, która nawet przez chwilę, nie potrafi siedzieć bezczynnie. Gotuje, piecze, sprząta, albo kopie w ogródku. Zbiera jajka znoszone przez jej piękne kury, odnawia stare meble, bądź z przyjaciółmi buszuje w antykwariacie Beverly Bronfeld. Jest pracoholiczką, kobietą z pasją, która najzwyklejsze przyjęcie potrafiła przemienić w wykwintny, elegancki bal. Zna łacińskie nazwy wszystkich roślin, z kwiatów z własnego ogrodu komponuje piękne bukiety i uważa, że zdrowe jedzenie to podstawa.
Każdy kolejny rozdział wprawiał mnie w coraz lepszy nastrój. Ciepło bijące z książki, ogrzewało mnie od stóp do głów, a ja przecież tak bardzo nie lubię czytać książek - wspomnień. Czytam opowiadania rodzeństwa Marthy Stewart i jestem pełna podziwu – dla nich Martha była mentorką, nauczycielką, przyjaciółką. Rzadziej „starszą siostrą”. Jej zapał do pracy rozprzestrzeniał się i przechodził na kolejne osoby z jej otoczenia. Gdy goście Marthy widzieli, że pracuje mimo ich obecności, czuli, że powinni Jej pomóc i robili to, mimo swoistego zażenowania.
Nawet nie wiem, kiedy przeczytałam połowę książki. Tempo w jakim żyła Martha Stewart, przełożyło się na tempo w jakim o tym czytałam. Czułam się tak, jakbym towarzyszyła wszystkim Jej przedsięwzięciom. Razem z Nią piekłam ciasta. Prowadziłam nabór pracowników do firmy cateringowej i organizowałam perfekcyjne przyjęcia. Nauczyłam się patrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy i nabrałam chęci, by osiągnąć w życiu przynajmniej część tego, co udało się osiągnąć bohaterce.
Teraz wiem, że mając zaledwie dobę, nie wolno marnować czasu i myśleć, że „nie uda nam się niczego zobaczyć”. Martha pokazała ludziom, że w ciągu 24 godzin, można doskonale poznać miasto, razem z jego smakami i zapachami.
Gdybym tak mogła dotrzymać jej towarzystwa w podróży… Na pewno byłaby to niezapomniana przygoda. Tymczasem spędzam z Marthą czas, dzięki telewizji TVN Style, która emituje jej program Martha Stewart Living. Chcę być jak Martha – mówię do siebie i ruszam na podbój świata.
Serdecznie polecam!



























