POLECAMY

Zaczynam ćwiczyć i chudnąć. Próba 34621…

Ćwiczyłam z Chodakowską i Mel B w domu. Zapisałam się na zajęcia turbo, fire, ultra, mega fitness. Biegałam z przyjaciółką. Wszystko porażka. Teraz ćwiczę z trenerem personalnym. W końcu to lubię!

Magda Klimkowska / 6 miesięcy temu
Zaczynam ćwiczyć i chudnąć. Próba 34621… fot. FitAdept

Trener personalny już dawno nie jest abstrakcyjnie drogą opcją dla bogaczy. Jest naprawdę rozsądną opcją dla ludzi, którzy chcą coś zmienić. Skutecznie. Oto dowód. Ale najpierw wyjaśnienie, czyli jak doszłam do treningów z trenerem personalnym. 

7 wymówek, które stosują kobiety żeby nie zacząć ćwiczyć

Bieganie z przyjaciółką jest świetne, żeby nie było. Tylko, że ona pracuje, obie mamy dzieci, do tego domy na głowie. Coraz częściej „coś się działo” i na bieganie nie było czasu. Wiem, wymówki. Mogłam iść sama, mogłyśmy iść później. Sorry, jestem tylko człowiekiem.

Ćwiczenia z Chodakowską, youtubem w domu? Kilkadziesiąt godzin życia na to poświęciłam. Też całkiem okej. Szkoda tylko, że po jednym treningu coś mi strzyknęło w plecach. I nie mogłam (dosłownie!) się ruszać przez 3 tygodnie. Zwolnienie, rehabilitacja i ból. Ja wiem, że to NIE jest wina Ewy, tylko moja. To ja jakoś źle stanęłam, coś źle ustawiłam, o coś nie zadbałam. W każdym razie - taka forma treningu jest nie dla mnie.

Koszmarnym doświadczeniem były też ostatnie grupowe zajęcia. Tłum młodziutkich, szczuplutkich, idealnych dziewczyn, które przez pierwsze kilkanaście minut zajęć... skaczą, jak lekkie piłeczki. Jenyyy, tylko nie to! Ja urodziłam dwójkę dzieci, mam kłopoty z kręgosłupem, skakanie naprawdę nie jest moją ulubioną formą… Ale na grupowych zajęciach trzeba się dostosować. Przy zabójczych (bardzo szybko wykonywanych) burpeesach wiem, że ja się nie dostosują do tej grupy. One są za dobre, ja ledwo żyję, modlę się by dotrwać do końca.

Trener personalny - poznajmy się!

Jak znaleźć tego idealnego? Można pytać na siłowni, ale ja nie chodziłam na żadną. Wybrałam zatem FitAdept - firmę zrzeszającą certyfikownych trenerów. Pracują w wielu miastach Polski, pomagają też przy opracowaniu diety - to mnie przekonuje.

Pierwsze spotkanie, wiadomo, stres. On/ona (można wybrać czy chcesz pracować z dziewczyną czy z chłopakiem, ja - z chłopakiem) idealni, ty - z kłopotami.
- Zdecydowana większość dziewczyn chce schudnąć, zrobić coś z udami, pupą, brzuchem - opowiada mi trener Wojtek, kiedy już się dobrze poznamy.
Ja jestem w zdecydowanej większości zatem. Ale zanim zaczniemy trening, dość długa rozmowa i określanie konkretnie tego, co chcę osiągnąć. 
Ile ważę, co jem na śniadanie, jak często i jak (niezdrowo) się odchudzam, ile i jak pracuję, czy rodziłam dzieci (ooo! wiedzą, że to może być ważne!), czy mam jakieś kłopoty ze zdrowiem (opowieść o moim kręgosłupie i przygodzie z treningiem z youtuba). 

Wojtek słucha, analizuje, zapisuje. Proponuje też jakiś plan pracy (dwa razy w tygodniu wspólne treningi i dwa razy krótki bieg albo trening areobowy na siłowni), mówi, kiedy jego zdaniem uda się osiągnąć cel (najczęściej, jak się potem dowiaduję, jest to między ok. 6 miesięcy, 3 miesiące to takie rozsądne minimum).

Trener personalny – pierwszy miesiąc za nami

Spotykamy się dwa razy w tygodniu. Za każdym razem na początek mówię, co mnie bolało przez ostatnie dni. Nie, nie chodzi (tylko) o zakwasy. Mam 41 lat, krzywy kręgosłup i dużo siedzę. Opowiadam zatem dużo moim kręgosłupie lędźwiowym.

Za każdy treningu robię, co ma pomóc osiągnąć mój cel, ale też (hurrra!) robimy ćwiczenia, które wzmacniają tzw. core. Chodzi o mięśnie, które muszą być silne, żeby mniej bolał mnie kręgosłup.

Poza tym Wojtek wyjaśnia, że moje ćwiczenia to trening siłowy z elementami treningu funkcjonalnego (ćwiczenia imitujące codzienne czynności, które pomogą wzmocnić mięśnie). Pierwszy raz ćwiczę z obciążeniem, hantlami, sztangą, itd. I bardzo mi się podoba! I okazuje się, że tak, to jest jak najbardziej dla dziewczyn. Dla „dziewczyn” po 40-tce też :).

Myślicie, że martwy ciąg jest tylko dla mężczyzn? Jesteście w błędzie!

Trener personalny i... zdjęcia

Zdjęcia własnej sylwetki miałam zrobić na początku treningów sama. Wojtek natomiast mierzy regularnie moje obwody oraz komentuje zdjęcia tego, co... jem. Tak jesteśmy umówieni, że wysyłam mu zdjęcie każdego posiłku. Wszystkiego, co zjem. Oczywiście staram się bardziej, nie jem śmieci, wstyd mi wysłać pakę czipsów i czy białą bułkę z masłem zatem tego nie jem. Tak, to działa. 

CDN. Bądźcie czujne i trzymajcie kciuki.

Polecamy! Znana trenerka fintess udowadnia, że kaloryfer to ściema!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)